Misja edukacji? Część 2

0
130
depositphotos.com
- reklama -

 

Zacne słowo – misja. Pomijając jego liczne konteksty kulturowe, historyczne, społeczne, na wierzch wypływa dobrze wszystkim znana teza: zawód nauczyciela to misja. 

Zanim jednak przejdziemy do emocjonującego wieczoru „konsultacyjnego” w SP-4, należałoby wspomnieć jeszcze o spotkaniu wcześniejszym w SP-6 (1.12.).

Tutaj pojawiły się zalążki pierwszych sprzeciwów wobec zapisów w strategii.

Społeczność „Szóstki” poruszył fakt zmiany rejonizacji obwodów szkolnych, który jest proponowany w strategii, a miałby na celu uczynić z SP-6 kolejną jednociągową szkołę (jak SP-4 i SP-7). Zmiana rejonów tej podstawówki w praktyce oznaczałaby zabranie jej ulic na rzecz SP-2.

Na tę wiadomość rodzice i nauczyciele zareagowali zdziwieniem, gdyż wcześniej planowano rozbudowę szkoły pod kątem utworzonego w niej oddziału przedszkolnego, kolejny plan przewidywał budowę dawno obiecanej sali gimnastycznej, na którą SP-6 czeka już od lat. Rodzice i nauczyciele usłyszeli od włodarzy, że planów na rozbudowę infrastruktury szkoły na razie nie ma.

Oszczędności? Krótkowzroczność? Brak uważności na potrzeby szkolnej społeczności? Niech każdy zdecyduje za siebie.

Pamiętny wieczór 8 grudnia 2021 roku

Na ten dzień najbardziej czekała społeczność Szkoły Podstawowej nr 4 oraz Patrycja Urbaczka – nauczycielka języka angielskiego i chyba najbardziej zaangażowana w obronę SP-4 osoba w tej szkole.

W jadalni zgromadziło się kilkanaście osób, jak zwykle w towarzystwie cieszyńskich włodarzy. W powietrzu unosiło się mocno odczuwalne napięcie po obu stronach sali: w części zajmowanej przez urzędników-prelegentów oraz w tej drugiej, należącej do słuchaczy.

Zaczęło się gładko, bezkolizyjnie. Wiceburmistrz Kasztura, tradycyjnie już okazując zgromadzonym brak szacunku poprzez ostentacyjne trzymanie rąk w kieszeni podczas wygłaszania swoich monologów na temat analizy SWOT, szybko zakończył swoje wywody, by przekazać głos dyrektorowi CUW, Pawłowi Szajorowi. Wcześniej zdążył jeszcze pochwalić się, że na zaproszenie firmy Vulcan wziął niedawno udział w konferencji EduHoryzonty, a to wszystko w uznaniu zasług miasta w tworzeniu strategii rozwoju oświaty i to w tak trudnych okolicznościach pandemii! No tak, tam, gdzie wygodnie, można przywołać „trudy pandemii”.  

Jednak śmieszno-strasznie dopiero zrobiło się podczas omawiania demografii w Cieszynie przez dyrektora CUW. Pan Szajor ubolewał nad obecnym stanem rzeczy: niechęcią współczesnych młodych par do rodzenia więcej niż jednego, dwojga dzieci oraz zbliżającym się niżem demograficznym, który wcześniej był wyżem, a potem wypłaszczonym wyżem (co dokładnie to znaczy nie wiedziała nawet matematyczka, siedząca obok mnie). 

Argument małej dzietności cieszynian podchwyciła wnet burmistrzyni, przyznając, że obecnie w kraju „nie ma dobrego klimatu do rodzenia dzieci.” I ona to rozumie. Uff, jaka ulga.

Równie intrygująca, mówiąc delikatnie, była wypowiedź Gabrieli Staszkiewicz na temat dużej ilości dzieci z orzeczeniami w cieszyńskich podstawówkach. Burmistrzyni przyznała, iż fakt ten wzbudził dużą konsternację wśród włodarzy, którzy zaczęli zachodzić w głowę, czy aby na pewno system orzekania w cieszyńskiej poradni Psychologiczno-Pedagogicznej przebiega prawidłowo. No bo przecież „orzeczenie nie musi ciągnąć się za uczniem przez całą podstawówkę.” I coś najwyraźniej „jest nie tak w naszym cieszyńskim środowisku”, skoro mamy taką ilość diagnoz o spektrum autyzmu, mutyzmie, czy afazji. Jednocześnie burmistrzyni zwracała uwagę na fakt, iż jeszcze parę lat wcześniej mieliśmy do czynienia z licznymi orzeczeniami z zakresu ADHD, a teraz pojawiły się nam inne „problemy”. Wypowiedź ta jest o tyle bulwersująca, że zakłamuje rzeczywistość osób z wyżej wymienionymi dysfunkcjami. Otóż ani autyzm, ani mutyzm, ani afazja nie są „schorzeniami”, które moglibyśmy „wyleczyć” po paru latach pracy z dzieckiem i wspomagania jego rozwoju. Wczesne wykrycie tychże trudności i objęcie dzieci systemem wsparcia i specjalistycznych terapii daje często bardzo dobre rokowania na dalszy rozwój tych osób i jest niezbędnym elementem ich edukacji (klasy integracyjne, rola nauczycieli wspomagających jest w tym procesie nie do przecenienia, dla miasta jest to jednak przede wszystkim duży wydatek, stąd propozycja w strategii o ograniczaniu ilości klas integracyjnych i cięciach etatów nauczycieli wspomagających). Co natomiast tyczy się samego diagnozowania, jest to proces złożony, poprzedzony badaniami u lekarzy specjalistów, neurologów, neurologopedów, fizjoterapeutów, a następnie psychologów. Żadne orzeczenie nie może być wydane wyłącznie  na podstawie opinii samego psychologa, który wchodzi w skład zespołu orzekającego. 

Co jeszcze należy podkreślić, rozważając dużą liczbę dzieci z orzeczeniami (zjawisko obserwowane na terenie całego kraju, nie tylko Cieszyna), to fakt, iż obecnie rodzice są o wiele bardziej świadomi i często już na etapie przedszkola szukają dla swoich dzieci pomocy specjalistów, gdy coś wzbudza ich obawy. Wiele dzieci rodzi się również przedwcześnie, jako tzw. wcześniaki, i one również potrzebują dobrej diagnostyki specjalistycznej, a co za tym idzie, niezbędnych dla ich rozwoju terapii i rehabilitacji.

Nad tymi wątkami jednak autorzy strategii nie pochylili się. 

Na próżno można się ich było również doszukiwać w nieprzemyślanych wywodach burmistrzyni, których zasadność podważył parę minut wcześniej dyrektor Szajor, przyznając z wyraźną dumą, że odpowiedzią na dużą ilość uczniów z orzeczeniami są w Cieszynie „aż trzy szkoły integracyjne!” 

To ja już nie wiem, co naszym włodarzom pasuje bardziej – mieć dobrą i wykwalifikowaną kadrę do prowadzenia zajęć integracyjnych w szkołach (i przedszkolach) do tego przystosowanych, czy w ramach „optymalizacji kosztów” ograniczać niezbędną pomoc dla uczniów z specjalnymi potrzebami edukacyjnymi? 

Jeszcze goręcej zrobiło się, kiedy padły bezpośrednie pytania o wariant „szukania oszczędności” zakładający całkowitą likwidację SP-4. Burmistrzyni, wyraźnie już niesiona emocjami, pouczała rodziców, iż mieli „przeczytać strategię ze zrozumieniem!”, bowiem nie widnieje w niej rzekomo żaden zapis o likwidacji jakiejkolwiek ze szkół w Cieszynie.

No cóż – to po prostu nieprawda i nie dziwi zupełnie fakt, że rodzice i nauczyciele SP-4 domagają się wycofania takiego zapisu ze strategii.

Kolejną sporną kwestią okazała się rejonizacja oraz obwody przyznane „Czwórce” po zmianach dokonanych w roku 2017, kiedy po reformie oświaty, powołano do życia pobliską SP-5. Wtedy SP-4 przydzielono ulice mocno wyludnione, bez domów jednorodzinnych czy większych osiedli (część wcześniejszych ulic należących pod obwód SP-4, ale też SP-3 przypadło właśnie SP-5). Nie trudno wysnuć wniosek, że z tak „ubogimi” (pod kątem liczby dzieci) ulicami, „Czwórka” nie ma szans na utworzenie dwóch klas w każdym roczniku, jeśli miałaby przyjmować uczniów tylko ze swojego rejonu. 

Taki system rodzi chęć „obchodzenia” go, tak, by dziecko mogło dostać się do wymarzonej placówki, poprzez przemeldowanie się na okres tymczasowy w rejon szkoły. Kiedy niektórzy rodzice zaczęli stosować tę praktykę, miasto przeprowadziło kontrolę meldunków uczniów zapisanych do „Czwórki”. Przypadek?

Bezpośrednio powiązaną z tematem rejonizacji jest kwestia klasy sportowej. Jak już wspominałam na wstępnie, SP-4 ma obecnie ostatnie dwie klasy sportowe: siódmą i ósmą. Nie mogąc przyjmować dzieci spoza rejonu, nie ma możliwości otworzenia drugiego oddziału w danym roczniku, co, zgodnie z prawem oświatowym, wyklucza utworzenie klasy sportowej. Prowadzi to do kuriozalnej sytuacji, w której z basenu SP-4 w o wiele większym stopniu korzystają inne szkoły, mieszkańcy miasta oraz szkółki pływackie. Jedna z mam obecnych na spotkaniu użyła bardzo trafnego porównania, by wytłumaczyć burmistrzyni absurd tej sytuacji: „Wyobraźmy sobie, że nowo wybudowana hala sportowa przy SP-7 ma być przeznaczona głównie na użytek pozostałych szkół, często znacznie oddalonych od „Siódemki”. Proszę doliczyć koszty dojazdu tych uczniów oraz czas na przebranie się. To jest po prostu nieopłacalne.”

Burmistrzyni takie tłumaczenie raczej nie przekonało, ponieważ postanowiła brnąć dalej w temat klas sportowych, jednak w dosyć dziwnym kierunku. Zwierzyła się bowiem, że w jej rozmowach z młodzieżą ze szkół średnich wynika, iż „oni i tak nie mają klas sportowych w swoich szkołach i nie mogą kontynuować swoich sportowych pasji, dlatego niektórzy wyjeżdżają do szkół mistrzostwa sportowego w innych miastach. I w ten sposób Cieszyn traci cennych sportowców.”

Nie do końca jest to prawdą, gdyż na terenie miasta działają kluby sportowe, gdzie część młodych sportowców może dalej szlifować swoje umiejętności (chociażby klub koszykarski „Stela”, czy liczne szkółki pływackie, takie jak: Delfin, HumanSport, MarioSport, szkółki piłkarskie), zaś decyzja o nauce w szkole sportowej jest indywidualną decyzją każdego dobrze rokującego zawodnika. Czy mamy zatem zabronić im skorzystania z takiej możliwości? Być może burmistrzyni doszła do wniosku, że nie ma sensu w takiej sytuacji inwestować w sport w szkołach podstawowych poprzez tworzenie klas sportowych, skoro nie ma takowych w szkołach średnich? Góry złota dla tego, który znajdzie odpowiedź na to pytanie.

Innym ciekawym wywodem burmistrzyni Staszkiewicz był ten, dotyczący doradztwa zawodowego w szkołach podstawowych i średnich (który najwidoczniej w jej ocenie nie działa tak, jak powinien). Dlaczego? Otóż, włodarz Cieszyna z rozżaleniem mówiła o tym, jak często rodzice „na siłę cisną swoje dzieci do liceów”, by te mogły potem studiować na uniwersytetach w dużych miastach, takich jak np. Kraków. Co więcej, później ci młodzi absolwenci zostają w metropoliach, by pracować „w Mordorach” (korporacjach – przyp. autorki), a mogliby pracować dla cieszyńskich przedsiębiorców (którzy są wspaniali)! 

Przyznam szczerze, włos jeżył mi się na głowie, słuchając tych wynurzeń. Na jednym wydechu burmistrzyni usłyszeliśmy, jak wielu z nas marnuje życie swoim pociechom i przyczynia się do znacznie mniejszego (niż byłby możliwy, gdyby tylko młodzież nie wyjeżdżała z rodzinnych stron) rozwoju różnych przedsiębiorstw w Cieszynie. 

Nie wstyd Wam, Rodzice? Nie wstyd Wam, młodzieży? 

Ostatecznie, gdy zabrakło już merytorycznych argumentów po stronie włodarzy, prośba nauczycielek SP-4 o umożliwienie otwarcia drugiego oddziału w każdym roczniku skwitowana została przez panią Staszkiewicz słowami: „Szanowni Państwo, to nie jest koncert życzeń.”

Aż chciałoby się dodać, że burmistrzyni nie jest też złotą rybką, by te „życzenia” spełniać.

„Wisienkę na torcie” w swojej prezentacji Patrycja Urbaczka zostawiła na sam koniec…

Karolina CIENGIEL
anglistka, tłumaczka,  aktywistka w oddolnych inicjatywach obywatelskich Szkoła cieszy-n oraz Granica dla Granicy, prywatnie mama Zosi i Adama.

- reklama -