Au i Chau (cz. 4)

0
84
- reklama -

Od tego dnia wilczyca coraz częściej nocami znikała w lesie i po kilku godzinach wracała zmęczona. Na jednym z takich powrotów przyłapał ją Chau, lecz zapytana o cel wyprawy oznajmiła mu, że na razie nie może nic powiedzieć, jednocześnie nakazując, aby ćwiczył swoją cierpliwość.

Mijały kolejne dni i noce szczeniaki zdecydowanie urosły, a tęsknota Chau za mamą była coraz silniejsza. Nie było już dnia, żeby nie odłączał się od przyjaciela po to, by wędrować samotnie po lesie. W trakcie swoich wędrówek pytał napotkane zwierzęta o to czy nie widziały jego mamy, lecz nikt nie potrafił mu pomóc.

Au szybko zrozumiał co się dzieje z jego przyjacielem i postanowił z ukrycia go pilnować. Tym to sposobem obaj przemierzali leśne ścieżki, a gdy nadchodził czas odpoczynku zmęczeni wracali do legowiska.

Po powrocie z jednej z takich wędrówek zastali zamyśloną wilczycę, która chodziła od sosny do sosny, a jej ruchy były jakieś nerwowe. Widząc ich przystanęła, zamachała energicznie ogonem i oznajmiła: – Musicie się porządnie wyspać, ponieważ jutro wyruszamy w drogę. Od tej wyprawy i od waszego zachowania dużo zależy. Znalazłam Sunię, nie było łatwo, ponieważ człowiek, u którego wcześniej mieszkała po jej złapaniu przeprowadził się daleko stąd. Sama nie zdoła uciec, siedzi zamknięta za metalowym ogrodzeniem, już kilka razy próbowała zrobić podkop, lecz dla niej samej jest to za trudne. Za każdym razem człowiek jej to uniemożliwiał betonując każdą wykopaną przez nią dziurę. Teraz jest ostatnia szansa, ponieważ tylko kawałek ziemi przy ogrodzeniu pozostał jeszcze nie zabetonowany. Musimy wspólnymi siłami nocą zrobić dostateczny podkop taki, żeby Sunia się przez niego wydostała.

- reklama -

Chau wreszcie zrozumiał, gdzie znikała mama jego przyjaciela, był szczęśliwy, lecz w jego mocno bijącym sercu czaił się również niepokój.

Nad ranem wyruszyli w drogę. Mknęli przez las za prowadzącą ich wilczycą, a kiedy nadeszło południe wilczyca zarządziła odpoczynek. Chau chciał biec dalej jednak wiedział, że będzie potrzebował wszystkich swoich sił, aby pomóc w uwolnieniu mamy. Bez marudzenia wykonał wszystkie polecenia mamy przyjaciela i razem z nim ułożył się do snu. Spał czujnie więc gdy tylko Wilczyca wstała on zrobił to samo.

Słońce chyliło się ku zachodowi, gdy dotarli na skraj lasu i to tam wśród zarośli postanowili poczekać do wieczora. Zapadł zmrok, a po nim nastała noc i dopiero kiedy w oknach domu zgasły światła zaczęli skradać się do zabudowań.

Sunia zauważyła wilczycę z chłopcami w chwili, gdy cała trójka dotarła na obrzeża lasu, nie chcąc zwracać na siebie uwagi człowieka ułożyła się tak jak by miała zamiar spać, lecz co jakiś czas zerkała w stronę przybyłej odsieczy. Czas dłużył się niemiłosiernie zarówno jej jak i siedzącej w zaroślach ekipie. W chwili, kiedy światła w oknach domu zgasły wszyscy odetchnęli z ulgą.

Po dotarciu do ogrodzenia cała trójka wzięła się ostro do pracy, niestety Sunia nie mogła robić podkopu ze swojej strony Powodem było to, że jeżeli człowiek oświetlił by podwórko to natychmiast by to zauważył. Przeczucie ich nie zawiodło, ponieważ po godzinie przed domem rozbłysło światło, drzwi się otworzyły i na progu stanął człowiek. Kilka minut rozglądał się dookoła, po czym wrócił do domu.

Odczekali kilka minut i ponownie zabrali się do pracy. Determinacja dodawała im sił, więc na efekty nie trzeba było długo czekać, otwór z minuty na minutę się powiększał. Gdy kopiącym wydawało się, że jest jeszcze za mały, Sunia bez wahania się przez niego prześliznęła i już po chwili była na wolności.

Czwórka wyjątkowych przyjaciół bezszelestnie umknęła w leśne ostępy.