PRZECIĄG

0
139
Dom Robaczek - architekt Piotr Kuczia. Inwestor Bartek Witkowski. Fot. Mariusz Gruszka Powietrze dostaje się do środka w niższych partiach przez duże, harmonijkowe przeszklenie, ogrzewa się i, unosząc, przepływa na wyższy poziom budynku (po przeciwległej stronie), a następnie wyrzucane jest na zewnątrz uchylnymi świetlikami. W Robaczku pojawia się dodatkowo membrana na zewnątrz, a powietrze służy jako warstwa izolacyjna.
- reklama -

„Podstawę naszego istnienia stanowi codzienność”,

Jolanta Brach-Czajna, „Szczeliny istnienia”

 

W tym dziwnym czasie, kiedy bzy kwitną w kwietniu, a lipy w czerwcu, trzeba szukać stałości. Takiej choćby, jak ciasto drożdżowe – w naszej rodzinie obecne od zawsze, w każdej porze roku takie same, choć przecież inne. Po zimowych ciastach z makiem i serem, zachwycie nad pierwszym  kołaczem z rabarbarem i truskawkami, przychodzi w końcu czas na borówki (wiadomo, że inna nazwa dopuszczalna tylko w jagodziankach). Ciasto nie zrobi się przy okazji, trzeba zagniatać uważnie, składniki podawać w ustalonej temperaturze i kolejności. Powinno rosnąć trzykrotnie, najpierw sam rozczyn drożdży z cukrem i mlekiem, potem już wyrobione i ostatni raz w formie lub na blasze. Liczą się trzy, a nawet cztery C: ciepło, cierpliwość, czas. I cisza. Ciasto nie lubi kłótni ani nawet głośnych rozmów. A tu dzwoni G. – dokładnie wtedy, gdy drewniana łyżka dopiero zaczęła wyrabiać glutowatą masę. Tryb głośnomówiący w tej sytuacji nie jest pomocny ani odpowiedni. Nie ma rady, ciasto musi odpocząć, w trybie bezregulaminowym. Gdy ja w bezpiecznym oddaleniu rozmawiam – ciasto rośnie, masło powoli się topi, silna ręka męża uciera żółtka z cukrem. Te trzeba wgnieść w ciasto, by na sam koniec dodać stopione i przestudzone masło. Rozlazłą na początku masę należy cierpliwie mieszać i ugniatać, by –  gdy nabierze sprężystości i można było z niej uformować kulę – włożyć do specjalnego pojemnika. Miska „puk” jest w naszym niskotechnologicznym domu od wielu lat. Niby można w niej wymieszać wszystkie składniki, zamknąć i poczekać, aż „samo się zrobi”, a denko wyda charakterystyczny dźwięk. Ale my nie wierzymy, że cokolwiek robi się samo, domowa tradycja każe zarobić ciasto rękami. Na pewno bardziej lubi ich ciepło, niż chłód plastikowej ścianki. Ciasto musi rosnąć w spokoju, w ciszy, bez przenoszenia i bez przeciągów. Jak pisze sama Monatowa*: „(…) cała kuchnia, gdzie się ciasto wyrabia, powinna być równo i odpowiednio ogrzana, inaczej z jednej strony będzie przy kuchni za silne gorąco, a z drugiej za zimno”. 
Szczęśliwie dziś mamy upał, od piekarnika grzeje się równo, warunki idealne dla ciasta. Dla mnie już mniej, więc miskę chowam w lekko ogrzanym piekarniku a sama z ulgą otwieram okno z jednej strony domu i drzwi na taras z drugiej. Zbawienny przeciąg… Oj, uważaj, bo nie tylko przy pieczeniu ciasta drożdżowego przeciąg bywa wrogiem. Zrzucamy na niego winę za ból szyi i pleców  (na pewno zawiało), przeziębienie i chrypkę (wiadomo, że od klimatyzacji). Przesąd to czy prawda? „Doktor Google” podpowiada, że coś w tym jest. „Zimne powietrze, zwłaszcza wiejące na wilgotną skórę powoduje miejscowe wychłodzenie. Organizm reaguje na to skurczem mięśni, które dodatkowo w niższej temperaturze stają się mniej elastyczne oraz łatwo ulegają naderwaniu. W mięśniach mogą powstać lub zostać pobudzone małe, bolesne zgrubienia zwane punktami spustowymi. Przewianie może też powodować zmiany w całym organizmie, prowadząc do nasilenia stanów zapalnych co objawia się między innymi bólem stawów, kręgosłupa oraz mięśni”.** Okazuje się, że dobrze znosimy tylko niewielkie, bo sięgające zaledwie 5 stopni, różnice temperatur. A tu, w umiarkowanym klimacie, o poranku 12 stopni, w domu 20, w starych kamienicach bywa znacznie gorzej, bo odwrotnie… Na zewnątrz lato, w środku zima. Choćby nie wiem jak się starać, ubierać i rozbierać, wciąż wystawiamy się na niebezpieczeństwo choroby. Może stąd się bierze marzenie o klimatyzowanych wnętrzach i zamkniętych oknach?  Domach ustawionych na 21 stopni, gdzie nic, za wyjątkiem uporczywego szumu maszynerii, nie będzie zagrażać poczuciu osławionego „well-being”? Niezależnie od stopnia tzw. luksusu, czuję się w nich uwięziona, nie mogąc otworzyć okien, by poczuć chłód i zapach nocy, tak różniący się od tego, co przynosi poranek. Też tak macie? Trudno sobie wyobrazić świat bez przeciągu, czyli bez wiatru. Zwłaszcza latem, zwłaszcza w mieście. Nie bez powodu wszyscy dysponujemy praktycznym doświadczeniem, jak przeżyć upał, mając do dyspozycji choćby gazetę na prowizoryczny wachlarz. Intuicyjnie szukamy najmniejszego powiewu chłodniejszego powietrza, lgniemy do cienia i chłodnej wilgoci. Jeśli tylko możemy, idziemy nad rzekę, moczymy nogi w fontannie, a przynajmniej ubieramy przewiewną odzież. 
Nie trzeba być urbanistą, żeby wiedzieć, że niegdyś mądrzej budowano. Życie w ciepłym klimacie wymagało specjalnej wiedzy, jak chłodzić ludzkie siedliska, wprowadzając w ich przestrzeń wiatr i wodę. Teraz montujemy na dachach panele fotowoltaiczne i zakładamy klimatyzację w złudnym przekonaniu, że taka jest kolej rzeczy, czyli postęp – i że zawsze będzie prąd. Tyle że to nie działa na ulicach, które trzeba chłodzić naturalnie. Umiejętność wietrzenia miasta jest zresztą pomocna nie tylko w upał… Jak podaje Światowa Organizacja Zdrowia, nawet 91% ludzi żyje w zanieczyszczonym środowisku. W światowej czołówce wciąż znajdują się polskie miasta, głównie Polski południowej, niektóre całkiem niedaleko od Cieszyna. Z nadzieją więc czytam o otwarciu na Politechnice Krakowskiej Laboratorium Aerodynamiki Środowiskowej, które będzie prowadziło badania z zakresu inżynierii wiatrowej i inżynierii środowiska, dotyczące m.in. przewietrzania miast, aktywnego oddziaływania na smog oraz systemów wymiany i regeneracji powietrza.*** Michał Książek w „Atlasie dziur i szczelin” pisze o architekturze czujnej, rozumiejącej wiatr i wodę. Śląski architekt Damian Przybyła pisze wprost o nowych wyzwaniach: „architektura nie może pełnić już jedynie funkcji ochronnej bariery, drugiej skóry człowieka, lecz powinna aktywnie włączać się w poprawę jakości życia w mieście, kształtując pożądany mikroklimat, minimalizując zużycie energii oraz surowców i właśnie – oczyszczając powietrze”. **** Tym bardziej cieszy, że  wśród przywołanych światowych realizacji jest jeden szczególny budynek. Dom „Robaczek” autorstwa Piotra Kuczi, wybudowany przez Bartka Witkowskiego w Zabłociu koło Strumienia. Lokalny przykład dobrej, bo rozumnej architektury, korzystającej z wentylacji naturalnej. Dom, który oddycha.
Niemal zaraz po napisaniu felietonu, w upale przekraczającym miejscami 40 stopni, wiatr pokazał swoje groźne oblicze. Z 19 na 20 czerwca gwałtowna burza z wichurą przekraczającą momentami 120km/godzinę udowodniła, że zmiany klimatyczne to nie tytuł kolejnego artykułu. Las w Błogocicach został zdziesiątkowany. Tym bardziej potrzebujemy więcej drzew. I więcej mądrej, odpornej architektury.
 
* Maria Ochorowicz – Monatowa, Uniwersalna książka kucharska, Warszawa 2012
** https://www.rehab.pl/choroby-i-objawy/przewianie-objawy-przyczyny-leczenie/
*** https://zielonyrozwoj.pl/w-polsce-powstalo-laboratorium-aerodynamiki-srodowiskowej/
**** https://architektura.muratorplus.pl/biblioteka/architektura-i-powietrze-aa-FAXd-Thir-J2JQ.html
 
- reklama -