Czyja sierść, jaka wełna?

0
300
- reklama -

„Podstawę naszego istnienia stanowi codzienność”, Jolanta Brach-Czajna, „Szczeliny istnienia”

Przy wejściu do lasu, kilka metrów od furtki, znajduję mały kłaczek wełny. Rozglądam się instynktownie, choć przecież doskonale wiem, że w pobliżu nie ma owiec. Podobną choć większą i bardziej delikatną kulkę runa znajduję tydzień później na łące przed Muzeum Polin w Warszawie. Tam również nie ma owiec, ale są psy, które właśnie zaczynają tracić podszerstek. Kiedy z dziesięć lat temu poleciałam do Visby na wyspę Gotland, zaproszona na coroczne „Almedalen week”, nie mogłam przewidzieć, jak mocno ta właśnie podróż będzie we mnie rezonować. To tam po raz pierwszy zobaczyłam niewielkie delikatne pasemka wełny zaczepione o nadmorskie krzewy. Naturalne zasoby wyspy to owce i skały wapienne, czyli wełna i cement. Wełna, wydawałoby się, mało już potrzebna, a w cementowni urządzono gigantyczną spalarnię odpadów. Lokalne projektantki, aktywne w jednej z najstarszych europejskich organizacji designu – Svensk Form, szukały odpowiedzi na niezadawane jeszcze wtedy w Polsce pytania.

Gdy Zamek Cieszyn pokazywał wystawę „Materiałowy boom” z innowacyjnymi, opatentowanymi i często drogimi materiałami, w Szwecji tworzono „biblioteki” naturalnych surowców i materiałów, o których znaczeniu i charakterystycznych cechach zaczęliśmy zapominać. Nic więc dziwnego, że Stina i Maria postanowiły wykorzystać lokalny cement i wełnę, ale nie w przemyśle pamiątkarskim, tylko tworząc piękne i funkcjonalne produkty dla domowych wnętrz i ogrodów: wielkie ogrodowe donice, koce i dywany, akustyczne panele… Uczuliły mnie na potrzebę skali, by działania przynosiły rzeczywisty efekt. Pokazały, że jakość lokalnej wełny nie musi być gorsza od australijskiej, ale trzeba umieć to udowodnić i pokazać. Wkrótce po przyjeździe rozmawiałam z Anią Procner i Renią Bielesz (gospodarstwo agroturystyczne „Połom” w Istebnej). Dowiedziałam się, że i u nas wełna jest kłopotliwym produktem ubocznym w hodowli owiec, bywa palona lub zakopywana w ziemi, w najlepszym razie sprzedawana za bezcen, a polskie firmy, jak szwedzkie, kupują wełnę z Australii, Nowej Zelandii czy Chin.
Upłynęło wiele lat. Zamek Cieszyn zorganizował cykl „Dizajn u źródeł”, w tym chyba najważniejsze warsztaty „Wool design. Carpathians”. Zaraziliśmy projektantów miłością do wełny, zrobiliśmy piękne wystawy, pokazaliśmy atrakcyjne nowe produkty. Wyraźnie zaczęła rosnąć wiedza i apetyt na lokalną wełnę. Okoliczne stada mocno się powiększyły. Najbliższe nas – to w Puńcowie – liczy już 60 owiec, ale pojawiło się też mniejsze stadko na ulicy Katowickiej. Wciąż nie jest to biznes, mimo że zarządy województwa śląskiego i małopolskiego od lat wspierają pasterstwo, widząc w tym szansę na ochronę różnorodności biologicznej i krajobrazu. Wypas owiec stał się zjawiskiem kulturowym, do czego potrzebna i pasja, i wiedza. Z jednej owcy można mieć, w zależności od gatunku, od dwóch do siedmiu kilogramów runa. Sprawdzam w internecie, zeszłoroczne runo mogę dostać za darmo, tyle że w Wielkopolsce, nowe kupić po 2, najwyżej 4 złote za kilo. W Koniakowie, w Pasterskiej Kolibie u Kohutów, całe szczęście jest… drożej (!), w dodatku można już kupić piękną naturalną lub barwioną przędzę, wciąż tańszą niż przemysłowa włóczka z Turcji.
Ale nim dojdziemy do tego etapu, owce trzeba ostrzyc, runo wycichrać, skrymplować, uprząść i na koniec wyprać. Pękate worki pachnące baranem lub, jak kto woli, lanoliną, stoją w Muzeum na Grapie. Owcza sierść jest raczej szorstka i jakby tłusta. Nieprana, myślę w popłochu, na pierwszych zajęciach Szkoły Rzemiosł, kiedy nie wypada okazać wahania, a już zwłaszcza wstrętu. Ręce trzeba zanurzyć bez obaw, pozlepiane i poskręcane kłaczki rozciągnąć, oczyścić z traw, martwych much a bywa, że i kup (tak, tak), nałożyć na krymple i cierpliwie czesać. Delikatną czesankę nałożyć na kolewrotek i uprząść. Łatwiej powiedzieć, niż zrobić. Stalowe kolce krymplarki (gręplarki) zahaczają się o siebie, trzeba wyczucia, cierpliwości, czasem siły, żeby uprząść choćby z dziesięć deko czesanki. Nitka na kołowrotku rwie się i skręca, na przemian puchnie i chudnie do szerokości włosa. Gdzież ta miękkość, gdzież ten splot? Powoli pojawiają się podstawowe umiejętności i efekt w postaci 50 metrów przędzy. Pranie to magia, woda stopniowo traci cechy brudno brązowej gęstej kałuży a wełna zyskuje biele i szarości. Witaj w klubie wariatek, mruczę do siebie po miesiącu, szczęśliwa.
Domowa filozofia przypomina jednak, że każdy kij ma dwa końce. Według opublikowanego w styczniu 2022 roku badania „Shear Destruction: Wool, Fashion and the Biodiversity Crisis” (BiologicalDiversity.org ) opinia o wełnie jako włóknie zrównoważonym jest niezasłużona. Pozyskanie owczej wełny jest dla klimatu pięciokrotnie bardziej szkodliwe niż tradycyjnie uprawianej bawełny. Stosowany w przemyśle intensywny chemicznie proces czyszczenia strzyżonej wełny szkodzi ekosystemom wodnym. Sama hodowla owiec zużywa niemałe zasoby gruntu, grozi wylesianiem, erozją gleby i zmniejszeniem bioróżnorodności. Odpowiada również za uwalnianie gazów cieplarnianych do atmosfery. Owce towarzyszą człowiekowi ponad 10 tysięcy lat, czy wiecie, że mityczna nić Ariadny miała być wełniana? W Polsce owce na wełnę hodowano od XIII wieku, w naszym terenie Wołosi i kultura pasterska pojawiają się trzysta lat później.
Ale owce nie mają monopolu na wełnę, od wieków wykorzystujemy sierść kóz (kaszmir i moher), królików (angora), a także psów (chiengora, serio!). Ten powszechnie występujący, a niedoceniany surowiec zaczyna być popularny także u nas, w końcu psią przędzę można łatwo kupić w Cieszynie. Allessandra Tuseo sierść psów wykorzystała nie do zrobienia skarpet, ale materiału budowlanego o właściwościach termoizolacyjnych i akustycznych (isola.design/Designer-Projects-Wolfwall). Na użytek projektu Wolfwall dokonała zdumiewających wyliczeń, w samych Włoszech można by uzyskać 90 ton runa, nazywanego dawniej psią angorą. Jego przetwarzanie wymaga użycia tych samych maszyn, co w przypadku zwykłej wełny: sierść jest myta, suszona, gręplowana, przędziona lub filcowana. W Polsce żyje ponad 6 milionów psów, jesteśmy w europejskiej czołówce, jeden pies przypada u nas na 5 rodzin – choć z moich osobistych doświadczeń wynika, że psiarzy w Cieszynie i w Czeskim Cieszynie może być więcej. Wykorzystywanie psiej sierści na wyściółkę dla ptasich gniazd, do czego namawiają ekolodzy, wydaje się być dość minimalistycznym celem. Kolejny raz zapędziłam się w materiałowe odkrycia, zdumiona, jak wiele można uzyskać/odzyskać z drobnych, mało widocznych elementów codzienności. Czy zalśnią, jak mityczne złote runo?

- reklama -