Au i Chau (cz. 3)

0
70
Siberia. The forest wolf. watercolor illustration
- reklama -

Zbliżało się południe i wilczyca upewniwszy się, że maluchom nic nie zagraża postanowiła zostawić ich na polanie, a sama wybrać się nad rzekę. Jak pomyślała tak zrobiła uprzednio wyjaśniając im, żeby nigdzie się nie oddalali. Jakież było jej zdziwienie, kiedy po powrocie nie zastała na miejscu żadnego z nich. Węsząc szybko złapała trop i już po kilku minutach znalazła obu w głębokim wykopie, z którego nie potrafili się wygramolić. Pomogła im wydostać się z pułapki jednocześnie domagając się od nich wyjaśnień. Stojąc przed nią ze spuszczonymi łebkami, zawstydzeni opowiedzieli jej o tym jak idąc tropem poziomek, które im bardzo smakowały nie zauważyli tego dołu i jeden po drugim do niego wpadli.

Wilczyca widząc ich nietęgie miny miała ochotę się roześmiać, lecz zamiast tego orzekła srogim tonem. – To dla was nauczka, teraz już wiecie, że nie wolno wam się skupiać tylko na jednym zajęciu. Zawsze musicie być czujni, ponieważ niebezpieczeństwo może czaić się wszędzie. Wyobraźcie sobie, że zamiast mnie pojawił by się tu człowiek i zabrał was z sobą.

Słysząc to maluchy jeszcze niżej opuściły łebki, a gdy to sobie wyobrazili sierść na ich grzbietach stanęła dęba. Powoli zaczynało do nich docierać, że to oni sami muszą zadbać o własne bezpieczeństwo.

Od przygody na polanie stali się bardziej czujni i każdy z nich starał się jak tylko umiał wykorzystywać nabyte do tej pory umiejętności, to z kolei pozwoliło im uniknąć czyhających na nich pułapek. Ciągłe ćwiczenia sprawiały, że byli coraz silniejsi, a wilczyca zabierała ich na dłuższe niż dotychczas wyprawy.

- reklama -

Nadszedł dzień nauki następnej umiejętności niezbędnej im do życia. Po raz kolejny powędrowali nad rzekę, lecz tym razem dotarli do miejsca, gdzie nurt nie był wartki, co prawda woda była głęboka, lecz płynęła leniwie.

– Uważnie mi się przyglądajcie, bo później będziecie robili to samo co ja – po tych słowach wilczyca wskoczyła do wody, a zaskoczone maluchy patrzyły z podziwem jak zwinnie pływa i nie zastanawiając się długo dołączyły do niej. Nauka pływania nie przysporzyła im żadnych problemów. Okazało się, że obaj są świetnymi pływakami, a woda w upalny dzień to świetny sposób na ochłodę. Gdy zabawa dobiegła końca wyszli na rozgrzaną słońcem trawę, odpoczęli, po czym wolnym krokiem ruszyli wzdłuż rzeki. Idąc wilczyca pokazywała im miejsca, gdzie nie powinni wchodzić do wody, wyjaśniając im, że w tych miejscach są silne prądy z którymi oni z pewnością jeszcze sobie nie poradzą. Mając w pamięci dotychczasowe niezbyt przyjemne doświadczenia, obaj uważnie jej słuchali.

Od wyprawy nad rzekę minęły dwa tygodnie, mali przyjaciele byli nierozłączni, jeden drugiego wspierał, lecz Chau z każdym upływającym dniem coraz bardziej tęsknił za mamą. Wieczorami udawał, że idzie spać, jednak, gdy tylko wilczyca i jej syn zasypiali on wstawał, odchodził za starą sosnę i siedząc godzinami pod nią, zastanawiał się co mógł by zrobić, aby odszukać mamę.

Każdej nocy wilczyca obserwowała jak Chau wymyka się z posłania i na widok smutku malca jednej z takich nocy powzięła pewną decyzję. Od tamtej pory, gdy tylko Chau zmęczony zasypiał tuż obok jej syna ona wyruszała w las.

Obaj bardzo szybko rośli, byli coraz bardziej silni, lecz nadal nie stronili od psot. Pewnej nocy, gdy księżyc rozjaśniał niebo Au uparł się, że nauczy Chau wycia do księżyca, a ten ochoczo na to przystał. Pomimo najlepszych chęci nauka szła opornie i gdy tylko Chau próbował zawyć z jego gardła wydobywało się coś co przyprawiało śpiące zwierzęta o ból głowy. Zmęczeni przyjaciele zasnęli z mocnym postanowieniem, że następnej nocy znów będą ćwiczyć. Jakież było ich zdziwienie, kiedy ich sen przerwał grad szyszek spadających na ich łebki. Próbowali zasłaniać pyszczki oraz oczy łapami, lecz to nie pomogło, bo do lecących szyszek dołączył jazgot ptasich głosów, który wwiercał się w ich uszy tak że aż ich zaczęły boleć. Nagle wszystko ucichło i jedna z wiewiórek zeskoczyła na najniższą gałąź sosny, zamachała rudą kitą i powiedziała: – Niech to będzie dla was nauczka, nie daliście się nam wyspać, to teraz wy również nie pośpicie.
Zamachała znów ogonkiem i umknęła w las. Zmęczeni i niewyspani snuli się cały dzień po lesie nie mogąc doczekać nocy, kiedy to będą mogli wygodnie ułożyć się do snu.
Tej nocy nawet Chau nie usiadł pod sosną, lecz szybko zapadł w głęboki sen.

Wczesnym rankiem jak to mieli w zwyczaju robić każdego dnia postanowili wyruszyć nad rzekę i tak jak zawsze teraz również Au szedł tuż przy boku przyjaciela, który pilnował, żeby ten nie zboczył z obranej trasy. Doszli nad wodę i po krótkiej kąpieli położyli się pod nisko zwisającymi gałązkami wierzby natychmiast zasypiając.

Au obudził się pierwszy z zamkniętymi powiekami poczłapał w stronę wody. Pijąc ją powoli zaczął otwierać oczy i aż znieruchomiał, ponieważ w wodzie zobaczył swoje odbicie. Rozejrzał się dookoła nie mogąc w to uwierzyć, obietnica mamy się spełniła, jego oczy odzyskały ostrość widzenia. Wielka radość wypełniła serce Au, uważnie obserwował otoczenie i podziwiał, jak piękny jest świat. W płynącej wodzie dostrzegł pływające małe rybki, a tuż nad nią szybujące niewielkie ptaszki oraz białe chmury płynące po błękitnym niebie. Po jakimś czasie podszedł do przyjaciela z uwagą zaczął mu się przyglądać. Zauważył, że ten ma jedno ucho oraz tylne łapki białe, a tak, poza tym jest cały czarny. Podszedł jeszcze bliżej i pacnąwszy łapą nos Chau umknął za pień wierzby.

Zaspany Chau nie wiedział co się dzieje, nigdzie nie było jego przyjaciela, zaniepokojony rozglądał się dookoła i nawet nie zauważył, kiedy ten podszedł do niego radośnie machając ogonem powiedział: – Ja widzę – po czym skoczył mu na plecy, a następnie obaj wpadli do wody. Tym razem w drodze powrotnej to Au biegł pierwszy, a kiedy dotarł na miejsce uradowany przeskoczył przez leżący na ściółce stary konar i wylądował tuż przy swojej mamie. Wilczyca zrozumiała co się wydarzyło, a ze wzruszenia z jej oczu popłynęły łzy radości.
Tej nocy po raz pierwszy całą trójką wyruszyli na wyprawę w ciemny las.