Pamięci lotników 1939-45

0
199
fot. Wikipedia. Dywizjon 303
- reklama -

Obok okrągłej rocznicy 100-lecia Odzyskania Niepodległości, w 2018 roku obchodzimy także równe 100 lat istnienia Polskiego Lotnictwa Wojskowego. Podobną i równie okrągłą rocznicę świętują w tym roku też Brytyjczycy – 100-lecie Royal Air Force (RAF) – Królewskich Sił Lotniczych. I to jest dobry powód, żeby przypomnieć sobie o wspólnym momencie naszej historii, jakim jest udział polskich lotników w obronie brytyjskiego nieba w czasie II Wojny Światowej.

Zumbach, Urbanowicz, Skalski – to nazwiska pilotów znane miłośnikom lotnictwa na całym świecie. Piloci byli na pierwszej linii frontu i to głównie o nich krążyły legendy i pisano książki, jednak przecież sami tej wojny nie wygrali. Podczas II Wojny Światowej w Polskich Siłach Powietrznych w Wielkiej Brytanii służyło ponad 17 tys. lotników, a wśród nich wielu naszych chłopaków, pochodzących ze Śląska Cieszyńskiego.

- reklama -

Z inicjatywy Ligi Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej, w 1936 roku na nowym lotnisku w Aleksandrowicach k. Bielska-Białej powstała Szkoła Lotnicza LOPP im. Marszałka Józefa Piłsudskiego. Absolwentem tej szkoły był m.in. jeden z najsłynniejszych polskich pilotów II wojny światowej, pilot m.in. legendarnego Dywizjonu 303 – kpt. Eugeniusz Horbaczewski. Góra Chełm nieopodal Goleszowa, od 1934 roku była także miejscem zajęć szkoły szybowcowej. To były doskonałe warunki, by młodzi ludzie z całego regionu zaczęli interesować się lotnictwem, lotnictwo stawało się ich pasją, zawodem, miłością, śmiercią…

Stanisław Breyner, Bernard Buchwald, Jan Cholewa, Alojzy Ciupek, Józef Donocik, Ernest Faja, Józef Feruga, Franciszek Formas, Władysław Gandor, Korneliusz Górniak, Stanisław Hamerlok, Erwin Janusz, Stanisław Jaworski, Józef Jaworzyn, Jan Kalfas, Józef Kamiński, Raymund Kaniok, Alfred Kasprzyk, Karol Kłyszcz, Jakub Kosiński, Paweł Kowala, Franciszek Kózka, Stanisław Krawczyk, Karol Krótki, Józef Kuflik, Tadeusz Kuniewski, Zdzisław Kurek, Erwin Loska, Roman Machniowski, Ludwik Maciej, Alojzy Morawiec, Paweł Niemiec, Jerzy Niżyński, Józef Nowotarski, Andrzej Pękała, Władysław Pońć, Karol Pustówka, Karol Samiec, Konrad Sztuka, Lucjan Wieczorkiewicz, Jerzy Mielnicki, Stanisław Włosok-Nawarski – to wymienieni jedynie piloci, walczący w Polskich Siłach Powietrznych w Wielkiej Brytanii, urodzeni w powiecie Cieszyńskim i najbliższych okolicach.

W polskich dywizjonach latali także czescy piloci – Josef Balejka, Ladislav Uher, Mieczysław Franciszek Befinger, czy równie sławny, co kontrowersyjny pilot Dywizjonu 303 – Josef František. 

Czytając opowieści o losach lotników, dostajemy zazwyczaj historie bohaterskich wyczynów pilotów samolotów myśliwskich. Zapierają dech w piersiach opisy spektakularnych walk powietrznych, wspaniałych i efektownych zestrzeleń, czytamy o niepokornych chuliganach, którzy w powietrzu są wspaniałymi wojownikami. Roztacza się romantyczna wizja samotnego rycerza, przemierzającego niebo niczym orzeł, szukając wyzwań, jak złych smoków. Taki obraz doskonale oddaje dokonania pilotów z czasów I wojny światowej, kiedy to z samolotów rzucało się bombami jak kamieniami i nierzadko strzelało się do wroga ze swojego pistoletu, gdy zabrakło amunicji w karabinie, lub gdy ten się po prostu zaciął. Właśnie możliwość bombardowania celów naziemnych była pierwotnie rolą samolotów na polu walki. Samoloty stawały się z czasem coraz większe, umożliwiając zabieranie coraz większej ilości i coraz większych bomb. Zaczynały być coraz poważniejszym zagrożeniem. Koncepcja samolotu myśliwskiego nie powstała po to, żeby ten mógł sobie polatać i postrzelać do podobnych samolotów myśliwskich wroga, to by było trochę bez sensu. Samoloty myśliwskie zostały wymyślone i powstały w innych celach – ataku i niszczenia wrogich samolotów bombowych, oraz ochrony swoich bombowców przed takimi atakami wrogich myśliwców. Były też oczywiście organizowane wyprawy w celu poszukiwania samolotów wroga, odbywały się loty rozpoznawcze, natrafiano wtedy wielokrotnie na podobne wyprawy strony przeciwnej i rzecz jasna dochodziło wtedy do walk.

Pilot samolotu myśliwskiego miał w zasadzie dość komfortową sytuację, był sam od siebie zależny. Gdy zauważał okazję, mógł atakować, atakowany mógł się bronić. Sytuacja prosta i klarowna. W zupełnie innej znajdowała się załoga np samolotu bombowego. Jej los zależał głównie od umiejętności pilotów myśliwców – tych wrogich i tych swoich. I to było moim zdaniem bohaterstwo nieporównywalnie większe, byli uzależnieni od czynników, na które nie mieli kompletnie żadnego wpływu. Radiooperator, bombardier, czy nawigator, zamknięci w swoich małych i ciasnych kabinkach, mogli jedynie wykonywać swoje obowiązki i modlić się do wszystkich swoich bogów. I myśliwców.

Podobnie jak kilku błędnych rycerzy, piloci myśliwscy nie byliby jednak w stanie sami wygrać żadnej z wojen. Sęk w tym, że nikt dzisiaj nie pamięta, kto budował wielkie i ociężałe wieże oblężnicze, obsługiwał trebusze, czy spinał pasami części konia trojańskiego.

Pewien filmowy obraz przewija się wielokrotnie, gdy myślimy o wspaniałych pilotach. Obraz kołującego i zatrzymującego się po wylądowaniu samolotu, opuszczającego kabinę i zeskakującego ze skrzydła uśmiechniętego pilota, który wyprostowany, prężnym krokiem zmierza potem prosto do kantyny, by postawić kumplom kolejkę z okazji kolejnego triumfu. Po czym zasiada na leżaczku, wystawiając twarz ku słońcu i wyczekując następnego alarmu, nie mogąc się doczekać następnej możliwości dobrania się wrogowi do skóry. Jest, sygnał, pilot zrywa się błyskawicznie, przewraca kubek z kawą, odrzuca gazetę i biegnie do samolotu, gdzie czasem widzimy, jak ktoś, jakaś zaciemniona i niewyraźna postać, wyciera ręce w szmatę, niekiedy zamyka kabinę za siedzącym już za sterami pilotem, ktoś inny odczepia jakieś kable z boku samolotu i szybko odbiega, bo koń już prawie w galopie…

Nieprawdopodobną robotę wykonuje obsługa naziemna lotniska. Mechanicy to ludzie, których piloci kochają, szanują, noszą na rękach i ufają im bezgranicznie. Muszą. To od nich w ogromnej mierze zależy, czy wrócą do domu. Jeśli w samochodzie zepsuje się jakiś element, można zjechać na pobocze… Gdy bohaterski pilot odpoczywa, oni w tym czasie uwijają się przeglądając każdy, najdrobniejszy element samolotu, naprawiają usterki, tankują, ładują amunicję. Pilot tak naprawdę jest „jedynie” ostrzem na końcu łańcucha, długiego łańcucha bezimiennych ogniw, bez którego byłby jedynie leżącym na ziemi bezużytecznym kawałkiem żelaza.

W czasie wojny w Wielkiej Brytanii latało kilkudziesięciu pilotów pochodzących ze Śląska Cieszyńskiego, ale były też setki innych lotników – radiooperatorów, nawigatorów, strzelców, obserwatorów, żołnierzy obsługi naziemnej – mechaników, rusznikarzy, kierowców. Oni też walczyli i też ginęli. Oddajmy należny im hołd i pamiętajmy o nich, nie tylko przy okazji okrągłych rocznic. Z powyższej listy jedynie pilotów ze Śląska Cieszyńskiego, dwunastu zginęło, losy trzech są nieznane.

Andrzej Saul

Źródłem nazwisk lotników jest „Lista Krzystka”.

 

- reklama -

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here