Symboliczny powrót kompozytora

0
19
fot. arch. prywatne
- reklama -

Viktor Ullmann symbolicznie powrócił do miasta swoich narodzin. Oba Cieszyny połączyły siły, by w trzy listopadowe dni przypomnieć postać kompozytora, urodzonego przed 120 laty w mieście nad Olzą. Jeszcze niedawno o autorze dzieł operowych, symfonii, kwartetów smyczkowych czy pieśni słyszała w Cieszynie jedynie nieliczna grupa pasjonatów. A przecież od kilkunastu lat twórczość Viktora Ullmanna jest na nowo odkrywana, zwłaszcza w Europie Zachodniej. Muzykolodzy z całego świata zaliczają jego dzieła do najciekawszych zjawisk w pierwszej połowie XX wieku.

Przywracanie pamięci o Viktorze Ullmannie w Cieszynie idzie z pewnym trudem. I nie wynika to ze złych chęci, lecz raczej z wielu ograniczeń poznawczych. Jeszcze niedawno nie znaliśmy właściwie żadnych śladów, związanych z jego kilkunastoletnią bytnością w mieście, a wokół postaci kompozytora narastało coraz więcej domysłów.

- reklama -

Symboliczny powrót kompozytora do Cieszyna rozpoczął się już kilkanaście lat temu – w 2003 roku stał się bohaterem jednego z koncertów, zorganizowanych w czasie festiwalu filmowego Nowe Horyzonty. Wówczas nie tylko dla festiwalowych gości, lecz również dla cieszyniaków, był to pierwszy kontakt z jego twórczością. Zresztą utwory Ullmanna wciąż rzadko goszczą w polskich salach koncertowych. Choć zdarzały się chlubne wyjątki – w 1998 roku, dokładnie w setną rocznicę urodzin artysty jego utwory zabrzmiały np. we Wrocławiu. Nieco lepiej z recepcją dzieła Viktora Ullmanna jest w Republice Czeskiej. Jego kompozycje są często wykonywane a także wydawane na płytach.

Mijający rok jest jednak szczególny, także w Cieszynie. Już w styczniu dzieła kompozytora zagościły w czasie koncertu monograficznego, zorganizowanego w Państwowej Szkole Muzycznej. To sprawiło, że do przygotowań Dni Ullmannowskich, przygotowanych przez Bibliotekę Miejską w Czeskim Cieszynie i kawiarnię Avion, włączyły się również polskie instytucje, przede wszystkim Zamek Cieszyn. W czasie trzydniowego święta odbyło się spotkanie miłośników twórczości kompozytora, spacer szlakiem miejsc z nim związanych, otwarto poświęconą mu wystawę, zatytułowaną „Niespokojny Środkowoeuropejczyk”, zabrzmiały także jego utwory.

Viktor Ullmann zawsze cieszył się większym zainteresowaniem czeskich niż polskich muzykologów. – Przez długie lata nasi badacze byli przekonani, że Ullmann urodził się w tej części Cieszyna, która obecnie znajduje się po czeskiej stronie. Wielu z nich prowadziło poszukiwania śladów biograficznych w przestrzeni miejskiej, jednak nic z nich nie wynikało. Biografowie kompozytora przez lata zatem powielali informacje łączące jego postać z obecnym Czeskim Cieszynie – mówi Magdalena Živná, pochodząca z Pragi znawczyni twórczości Ullmanna.

Dopiero wysiłek badawczy w ostatnim czasie sprawił, że nie tylko udało się dotrzeć do dokumentów świadczących o związkach kompozytora z Cieszynem w jego polskiej obecnie części, ale również odnaleźć dokładne lokalizacje miejsc, z którymi był związany. Ogromną pracę wykonała Irena French z Muzeum Śląska Cieszyńskiego, która prześledziła i przeanalizowała mnóstwo archiwaliów i z zegarmistrzowską precyzją oznaczyła kolejne obiekty i przestrzenie na współczesnej mapie Cieszyna. Dzięki jej pracy wiemy już, że Viktor Ullmann urodził się w domu przy Berggasse 18 (obecnie ul. Górna), został ochrzczony w kościele św. Marii Magdaleny, później wraz z rodzicami zamieszkał w budynku przy Kaiserin-Elisabeth-Strasse 14 (współcześnie ul. Stalmacha) – dziś w tym miejscu mieści się siedziba Macierzy Ziemi Cieszyńskiej. Ostatnim domem, w którym mieszkali Ullmannowie przed opuszczeniem Cieszyna, był dom przy Kronprinzessin-Stephanie-Strasse 57 (czyli dzisiejszej ul. Głębokiej). Młody Viktor Ullmann uczęszczał również do dwóch szkół – Lehrerbildungs Anstalt und Ubungsschule przy Pfarrplatz 1 (dziś to siedziba Zespołu Szkół Budowlanych przy pl. Dominikańskim) oraz Cesarsko-Królewskim Gimnazjum Arcyksięcia Albrechta przy Kirchplatz 5, budynku dzisiejszej Szkoły Podstawowej Towarzystwa Ewangelickiego. Wiele również wskazuje, że zainteresowanie muzyką przyszły kompozytor, pianista i krytyk mógł wynieść z jednej z cieszyńskich prywatnych szkół muzycznych, gdzie prawdopodobnie uczęszczał na zajęcia z fortepianu. – To absolutnie pionierska praca, zupełnie nowe źródła dla biografów i badaczy twórczości Viktora Ullmanna – podkreśla Magdalena Živná. Czy to wszystko może oznaczać, że symboliczny powrót kompozytora, zagazowanego przez nazistów w Auschwitz, staje się faktem. – Pragnęlibyśmy w przyszłości upamiętnić go nie tylko okolicznościową tablicą, ale również chcielibyśmy, by powstał spacerowy Szlak Ullmannowski – mówi Ewa Gołębiowska, dyrektorka Zamku Cieszyn. To znakomita zapowiedź. W czasie Dni Ullmannowskich zresztą dobrych pomysłów pojawiło się więcej. Bez wątpienia w mieście nad Olzą częściej mogłyby wybrzmiewać jego utwory. Jest to o tyle ważne, że w wielu krajach Europy jego twórczość przeżywa renesans. Wielu melomanów, zwłaszcza z Niemiec, podróżuje w poszukiwaniu kolejnych jego utworów. Sama zresztą recepcja dzieła pozostawionego przez Ullmanna jest interesującą opowieścią. W tym kontekście krytycy muzyczni zwracają uwagę na jego najlepszą operę. „Cesarza Atlantydy” Viktor Ullmann skomponował w 1944 roku obozie w Terezinie, podobnie jak 21 opusów, udokumentowanych w oficjalnym katalogu jego dzieł. Zapisy nutowe przetrwały m.in. dzięki przyjaciołom kompozytora a także obozowym bibliotekarzom, którzy przechowali je w księgozbiorach. Przez kilkadziesiąt lat nie można było jednak ich odnaleźć, nuty udało się odszukać dopiero w latach 70., a jej prawykonanie odbyło się w 1975 roku w Amsterdamie.

W listopadzie w Cieszynie wprawdzie nie usłyszeliśmy oper czy symfonii Ullmanna, lecz kameralne wykonanie jego pieśni. Obecni na koncercie słuchacze z obu stron Cieszyna opuszczali budynek dawnej czeskocieszyńskiej synagogi przy ul. Bożka z nadzieją, że jego utwory nie zabrzmiały w historycznej stolicy Księstwa Cieszyńskiego po raz ostatni.

Viktor Ullmann
urodził się 1 stycznia 1989 roku. Był synem oficera wojskowego Maksymiliana oraz Malviny, z domu Billitzer. Ojciec Viktora wywodził się z rodu żydowskich fabrykantów, przyjął jednak chrzest w kościele katolickim.

Przyszły kompozytor rozpoczął w Cieszynie edukację, także tą muzyczną. W chwili, gdy jego ojciec w 1909 roku otrzymał rozkaz przenosin do innego garnizonu, Viktor z matką wyjechał do Wiednia, gdzie skończył gimnazjum, ucząc się w tym samym czasie teorii muzyki pod opieką Josefa Pohlaneura. Po zakończeniu działań wojennych uczył się gry na fortepianie pod okiem Eduarda Steuermanna, rozpoczął także naukę w seminarium dla kompozytorów prowadzonego przez Arnolda Schönberga. Przełomem w jego karierze staje się przeprowadzka do Pragi w 1919 roku, już po zawarciu małżeństwa z praską Żydówką Marthą Koref. Został dyrygentem w Nowym Teatrze Niemieckim i rozpoczął pracę kompozytorską. Gdy w 1929 roku na festiwalu Genf odbyło się prawykonanie jego „Die Schönberg Variationen”, na kompozytora uwagę zwróciła międzynarodowa krytyka muzyczna. Póżniej Viktor Ullmann pracował m.in. w Zürichu oraz Stuttgarcie.

W latach 30. ponownie zamieszkał w Pradze, gdzie oprócz pracy kompozytorskiej zajmował się również pracą dziennikarską i pedagogiczną. W 1942 r. wraz z rodziną został deportowany do obozu koncentracyjnego w Terezinie, w którym nadal prowadził aktywność muzyczną. Dnia 16 października 1944 r. wraz z transportem innych więźniów – czeskich Żydów, dotarł do Auschwitz. Zmarł dwa dni później, zagazowany w komorze gazowej. Okrucieństw wojny nie przeżył nikt z jego bliskich.

- reklama -

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here