Magiczne drzewo na Pętli Cieńkowskiej

0
147
fot. Szymon Krupka
- reklama -

Lato w pełni. Sezon turystyczny sprawia, że Beskidy tętnią życiem. Na szlakach spotyka się całe rodziny, które przemierzają góry. Pięknie jest oglądać zachwyt ludzi, którzy podziwiają widoki naszych gór. Można wtedy docenić, w jak pięknym miejscu żyjemy i jak bardzo powinniśmy je chronić i szanować. Tegoroczna aura jakoś nie może się zdecydować na „wyciszenie i odpoczynek”. Po niespokojnej wiośnie mamy kapryśne lato. Musimy mieć nadzieję, że jego druga połowa, będzie łaskawsza. W poprzednim numerze naszego magazynu skupiliśmy się na rodzinnym szlaku na Trzy Kopce Wiślańskie. Jako że sezon wciąż trwa, kontynuujemy ten pomysł, mając na uwadze turystów, którzy całymi rodzinami spędzają u nas wakacje.

Razem z moim psem Ozzim, z którym pokonuję górskie szlaki, zdawaliśmy sobie sprawę, że ta wyprawa może być trudna. Nie ze względu na wysiłek, stopień trudności szlaku czy inne okoliczności. Głównym problemem było to, czy Ozziemu spodoba się jazda wyciągiem! Czego się nie robi dla naszych czytelników. Mimo że był strach w oczach mojego czworonoga – zrobiliśmy to!

- reklama -

Wybraliśmy zatem rodzinny szlak spacerowy – Pętla Cieńkowska. W opisie czytamy: „Pętla Cieńkowska to szlak spacerowy, który powstał z połączenia dwóch kolei linowych w Wiśle – Kolei Linowej Cieńków oraz Kolei Linowej na skoczni im. A. Małysza. Oba te obiekty łączy wygodna, niewymagająca ścieżka dydaktyczno-edukacyjna, którą bez problemu pokona już nawet 3-latek oraz osoba starsza. Punkty widokowe z miejscami do wypoczynku, tablice edukacyjne, miejsca do relaksu nad potokiem Malinka sprawią, że wycieczka nie będzie męcząca, a jakże przyjemna”.

Postanowiliśmy to sprawdzić. Wyprawę rozpoczęliśmy przy skoczni im. Adama Małysza w Wiśle. Dojazd jest tam bardzo prosty. Z centrum Wisły kierujemy się na Szczyrk. Nie sposób przegapić gigantycznego obiektu, który nosi imię naszego Mistrza. Samochód zostawiamy na dużym parkingu, jednym z kilku znajdujących się w okolicach skoczni. Mimo tego, że wejście na szlak jest płatne (16 zł bilet normalny, 12 zł – ulgowy, dzieci do lat 5 – bezpłatnie) z powodu wjazdu i następnie zjazdu wyciągiem, turystom odwiedzającym nasz region zdecydowanie polecamy to miejsce. Jest tu kwintesencja wszystkiego, co w Beskidzie Śląskim piękne. Szlak znajduje się niemal w sercu pasma, skąd doskonale widać jego najważniejsze szczyty i najciekawsze miejsca. Po zakupie biletu (kasa czynna jest od 10.00 do 18.00 ostatni bilet można zakupić na godzinę przed zamknięciem) udajemy się na wyciąg, który w czasie zawodów używany jest do transportu zawodników na górę. Podziwiamy w pełnej krasie 120-metrową skocznię. Ludzie mijają nas i entuzjastycznie podchodzą do wjazdu Ozziego. Trzymam mojego psa, a ten raczej nie ma ochoty na figle i grzecznie siedzi mi na kolanach. Docieramy na górę. Zlokalizowana jest tu gastronomia oraz można wejść na wieżę startową i na własne oczy zobaczyć, ile odwagi potrzeba, aby wykonać skok. Na szlak wchodzimy bramką poprzez umieszczenie w czytniku biletu, który zakupiliśmy na dole. Po chwili spotykamy w miejscu wypoczynku rodzinę z Łodzi, która przyjechała do Wisły na wakacje. Są zachwyceni widokami oraz otaczającą przyrodą. Chętnie pozują nam do zdjęcia, rozmawiamy o regionie. Po chwili żegnamy się, życząc sobie miłych wakacji. Łukiem wchodzimy w beskidzki las. Pomiędzy drzewami powiewa polska flaga, która dumnie prezentuje się na szczycie wieży startowej skoczni. Pokonujemy lekkie podejście i spotykamy koleją rodzinę. Tym razem z Piły. Pytam o wrażenia. Entuzjazm i miłość do gór widać w oczach. Są zachwyceni absolutnie wszystkim – kulturą, historią i przyrodą. Ruszamy dalej podziwiamy imponujących rozmiarów jodły. Co jakiś czas mijamy tablice dydaktyczno-informacyjne. Wchodzimy na pierwsze miejsce widokowe. Można usiąść na ławeczkach i spokojnie zachwycać się rozległą panoramą. Miejsc takich jest kilka. Idziemy dalej, z góry schodzi starsze małżeństwo, które na pierwszy rzut oka bardzo profesjonalnie traktuje wędrówki po naszych górach. I tak jest! Widać, że mają lepszą kondycję niż niejeden 20-latek. Od 15 lat mają mieszkanie w Ustroniu. Kilka razy w roku przyjeżdżają w Beskid Śląski, który kochają. Pan jest profesorem jednej z łódzkich uczelni. Po chwili rozmowy idziemy dalej. Docieramy do Kolei Linowej Cieńków (1300 metrów od wejścia na szlak). Na bilecie, który posiadamy, można zjechać na dół do trasy dolnej (wzdłuż potoku Malinka), która liczy 1000 metrów. 

Na górze, całkiem przypadkowo, spotykamy Anetę Poraniewską, dyrektor ds. marketingu i wsparcia sprzedaży Nadwiślańskiej Agencji Turystycznej, która opowiada o całym projekcie szlaku i jego idei. Na kawę zatrzymujemy się w Karczmie Jedlowo, która znajduje się kilkadziesiąt metrów od wyciągu. Miejsce zdecydowanie polecamy na odpoczynek (www.karczmajedlowo.pl). Pani Aneta po chwili rozmowy proponuje nam, abyśmy poszli z Ozzim dalej do Magicznego Drzewa. Na wzgórzu, pośrodku Cieńkowa, znajduje się stare drzewo owocowe. Pięknie wygląda pośród łąk i szczytów. Najważniejsza jest jednak legenda związania z tym niezwykłym miejscem. Para zakochanych, która pocałuje się pod drzewem, będzie obdarzona wiecznym szczęściem i miłością. Ruszamy w dół pieszo. Opuszczamy Cieńków, ale na pewno tu wrócimy, bo warto! Po 20 minutach schodzimy do doliny i wzdłuż potoku Malinka malowniczą ścieżką docieramy na parking przy skoczni. Trasę polecamy zdecydowanie rodzinom z  dziećmi. Możemy ją traktować jako odskocznię, alternatywę od tradycyjnego spędzania czasu wolnego w górach. 

My jesteśmy z Ozzim na tak!

- reklama -

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here