Matkość

0
397
- reklama -

Matkość zaczęła się dawno, jeszcze przed urodzeniem moich córek. Zaczęła kiełkować chyba po przeczytaniu w Timesie artykułu, a właściwie szczerej wypowiedzi dyrektorki National Opera o jej macierzyństwie. To był bardzo osobisty monolog, rzucony wszystkim na pożarcie. Historia o życiu matki, która urodziła niepełnosprawne dziecko i reszcie rodziny, która nie dawała sobie z tym rady. O powolnym rozpadzie ich relacji i bezsilności wobec tej niepełnosprawności, i o tym, że miłość nie przyszła naturalnie. A nawet w ogóle nie przyszła. Potem szybka decyzja, żeby oddać niepełnosprawne dziecko do domu opieki. Wszystko ciężkie, bez lukru, bez tłumaczenia i wybielania. Następnie mozolne odbudowywanie tego, co kiedyś było szczęśliwym domem.

Pamiętam, co poczułam, kiedy skończyłam czytać, że nie potępiam, nie oceniam i że nic nie jest linearnie proste. Tym bardziej relacja matki z dzieckiem. Tym które jest, tym które było i tym którego nie ma. Część Matkości to zaciśnięte zęby, sińce na brzuchu i płacz po kątach. Część jest miłością, silniejszą niż śmierć. Miłością do nich i do nas samych, która pozwala nam przetrwać i być sobą. Zaczynam po latach fizycznie realizować projekt, który planowałam od bardzo długiego czasu. Nareszcie przybiera on formę ciała. Nareszcie powstaje Matkość.
Od poniedziałku miałam w brzuchu pełno skrzydlatych stworzeń i wciąż myślałam, jak to będzie, kiedy wszystkie się spotkamy…
Rozpiętość wieku pomiędzy 83 a 36 lat. Układałam sobie w głowie, co powiem, jak zagadam, jakie upiekę ciasto. Nic nie upiekłam. We wtorek zadzwoniłam do Roberta sprawdzić, czy wszystko gra.
– Denerwujesz się? – spytał.
– Noo, trochę. Wiesz jak jest, tak długo na to czekałam…
– No słyszę właśnie! Wyluzuj Agula, dobrze będzie!
Było. W środę spotkałyśmy się po raz pierwszy – wszystkie siedem kobiet Matkości, ja i dziewczyny z @fundacjazielonepojecie. W studiu @chocolate.tattoos Robert przygotował dla nas ptysie, ciasto i soki.
I zaczęła się Matkość w pełni.
Robert @black_art_tattoo_piercing, Natalia @tala_ink i Hela @helachristianus_tattoo w kilka godzin wytatuowali 6 moich rysunków. Ani na żebrach pod sercem (bolało!), drugiej Ani na udzie (auć!), Monice na styku pleców i biodra, drugiej Monice na lewej piersi, Uli na przedramieniu, Monie na plecach. Mojej mamie zrobiłam specjalnym flamastrem rysunek na ramieniu, bo tatuaż nigdy już nie pójdzie w parze z rocznikiem 1939.
Patrzyłam na każdą z nich – jak leżały, siedziały, gadały, śmiały się i zamykały oczy – cudowne, piękne kobiety! Pełne siły i swoich opowieści. Jestem bardzo wdzięczna wszystkim ‚kobietom matkoście’ za to, że zgodziły się być częścią mojego projektu. Za to, że powierzyły mi swoje historie, które potem przeczytają i poznają inne kobiety.
Wszystkie one są niezwykłe. Idziemy dalej, już niedługo kolejne części projektu.
Dziękuję też Robertowi, Natalii i Heli z @chocolate.tattoos za to, że sprawili, że moje rysunki stały się ciałem. Dziękuję Kasi i Reni z @fundacjazielonepojecie za pomoc w ‚porodzie’. Dziękuję Tomowi @tomswoboda za piękne zdjęcia.
Jest Moc! Jest Matkość.

- reklama -