Złoty hattrick trzynieckich Stalowników

0
49
- reklama -

Trzecie z rzędu mistrzostwo czeskiej Ekstraligi hokeistów z Trzyńca jest wyjątkowym wydarzeniem, wpisującym klub do historii tych rozgrywek. W sezonie, który kończy pewną erę, zespół znów okazał się nie do zatrzymania. Nie byłoby jednak tego sukcesu, gdyby nie mądra budowa zespołu od kilku lat i nastawienie na długofalowe efekty niż doraźne cele.

Na razie na Śląsku Cieszyńskim trwa euforia po zdobyciu kolejnego złota, hokeiści wraz z kibicami świętują tytuł, choć pewnie większość graczy marzy już o zasłużonym urlopie. O tym, jak trudno jest bronić tytułu mistrzowskiego zawodnicy z Trzyńca przekonywali się już przed rokiem, a nawet przed dwoma laty, choć w 2020 roku sezonu nie dograno. Obecny sezon, gdy w perspektywie pojawił się tzw. „złoty hattrick”, okazał się jeszcze poważniejszym wyzwaniem, nie tylko zresztą w sensie czysto sportowym. Trzech tytułów z rzędu w czeskiej Ekstralidze żaden klub nie wywalczył od lat 90., gdy w lidzie niepodzielnie panował klub z Vsetina. Przed startem rozgrywek zawodnikom zajrzało więc w oczy widmo legendy, z którym paradoksalnie, nie jest wcale tak łatwo się mierzyć. W sezonie zasadniczym u przeciwników obowiązywała zasada „bij mistrza”, a każdy rywal na mecze ze Stalownikami nie potrzebował już żadnej dodatkowej motywacji. Potwierdzanie sportowej klasy Oceláři przebiegało jednak bez zakłóceń, i choć na finiszu rundy zasadniczej zespół złapał lekką zadyszkę i w ostatnich kolejkach stracił szansę na Prezydencki Puchar dla najlepszego zespołu w tej części rozgrywek, to jednak przypieczętowanie najwyższej jakości zespołu miało nadejść w fazie play-off. I nadeszło. Zarówno w ćwierćfinałowej potyczce z HC Vitkovice Ridera, jak i w półfinale z BK Mlada Boleslav drużyna z Trzyńca nie doznała ani jednej porażki, odnosząc osiem kolejnych zwycięstw, choć bylibyśmy niesprawiedliwi pisząc, że zmagania były łatwe i przyjemne. Zwłaszcza mecze z Bruslarzami z Mladej Boleslavii miały swoją dramaturgię i niespodziewane zwroty akcji, pojawiało się w nich trochę kontrowersji, przegrywający zespół, jak to zazwyczaj bywa, narzekał na niesprawiedliwe decyzje sędziowskie itd. To oczywiście folklor playoffowy, znany od lat. W decydującym meczu półfinału to Stalownicy nie tyle zachowali więcej zimnej krwi, co byli drużyną lepszą, lepiej poukładaną, z większą sportową jakością. Te wszystkie przymioty należało potwierdzić również w finale, gdzie los na drodze Stalowników po trzeci tytuł mistrzowski z rzędu postawił praską Spartę, czyli klub, który na ligowe złoto czeka już od 15 lat, co roku zgłaszając duże aspiracje i snując przed kibicami mocarstwowe plany. O tym, że drużynie z czeskiej stolicy towarzyszy ogromne ciśnienie, trzynieccy gracze przekonali się w pierwszych dwóch meczach we własnej Werk Arenie. Przełomowe okazały się jednak spotkania wyjazdowe, gdzie dużą rolę odegrały wydarzenia towarzyszące, w tym przede wszystkim skandaliczne zachowanie części praskich kibiców, którzy w trzecim meczu finału rzucali z trybun w graczy śląskiego różnymi przedmiotami. Te wyzwolone pozasportowymi emocjami dodatkowe pokłady nie tylko sportowej złości, ale i adrenaliny sprawiły, że trzyniecka „maszyna do wygrywania” wskoczyła na jeszcze wyższy poziom obrotów. Gdy w piątym meczu serii Stalownicy przed własną publicznością niemal „rozwalcowali” Spartę 7:3 i zdobyli meczbola, stało się jasne, że tylko jakiś kataklizm mógłby pozbawić trzyńczan kolejnego mistrzostwa. W decydującym, jak się okazało, szóstym spotkaniu w praskiej O2 Arenie tylko potwierdzili swoją wyższość nad bezradnym rywalem i mogli świętować kolejne mistrzostwo. Co ciekawe, jest to czwarty tytuł w historii klubu, jednak wszystkie trzy poprzednie były zdobywane w decydujących spotkaniach na własnym lodowisku – tak wydarzyło się w latach 2011, 2019 i 2021.

O tym, jak smakuje złoto, część trzynieckich graczy już dobrze wiedziała. Dla dwóch z nich – Martina Růžički i Erika Hrňy ten tytuł jest szczególny, obaj bowiem pamietają pierwsze mistrzostwo sprzed 11 lat. Doskonale pamiętają je również trener Stalowników – Václav Varaďa oraz dyrektor sportowy klubu – Jan Peterek, którzy stanowili trzon ekipy z 2011 roku. Byli znakomici gracze stoją za sukcesami klubu z ostatnich lat. Peterek jest dyrektorem sportowym klubu od 2016 roku, a tuż po objęciu tej funkcji zaproponował realizację w klubie tzw. „stalowniczej drogi”, gdzie rozwój pierwszej drużyny miał stać się długoletnim procesem. Ważnym ogniwem w tym rozwiązaniu od początku okazał się Václav Varaďa, który nim został trenerem pierwszej drużyny, zdążył już w Trzyńcu jako szkoleniowiec zdobyć złoty medal z drużyną juniorów. Przez 5 lat Varaďa stał się w klubie spod Jaworowego najbardziej utytułowanym szkoleniowcem – oprócz trzech zlotych medali z drużyną wywalczył również srebro w 2018 roku. Jego umiejętność pracy z drużyną opierała się także na współpracy z Janem Peterkiem. Niemal przed każdym sezonem musieli tworzyć mniejsze lub większe korekty w składzie. Choćby po sezonie 2020/21 z drużyną pożegnali się zawodnicy, którzy w dużej mierze decydowali o jej obliczu i w sumie zdobyli dla niej 150 punktów kanadyjskich i walnie przyczynili się do mistrzowskiego tytułu sprzed roku. I nawet gdy wejście do 2021/22 nie było wymarzone, drużyna przecież w kiepskim stylu pożegnała się z Champions Hockey League już w fazie grupowej, to bardzo szybko potrafili zareagować i wzmocnić zespół ogniwami, które doskonale wpasowały się w schematy gry. Takimi postaciami okazali się Andrej Nestrašil, Martin Marinčin czy Marko Daňo. Pierwszy z nich został uznany najlepszym zawodnikiem fazy play-offs.

Mistrzowski zespół z sezonu 2021/22 przestał istnieć w znanej kibicom formule wraz z zakończeniem ostatniego meczu w Pradze. Był to zarówno ostatni mecz w charakterze pierwszego trenera dla Václava Varadi, jak i dla kilku kluczowych graczy z ostatnich lat. Mistrzowski team opuścili m.in. Tomáš Kundrátek (w przyszłym sezonie będzie reprezentować barwy Komety Brno), David Musil (odchodzi do Dynama Pardubice) oraz bracia Michal i Ondřej Kovařčíkowie (przenoszą się do fińskiej drużyny Jukurit).

Od przyszłego sezonu ekipę Stalowników poprowadzi Zdeněk Moták, który w ostatnich pięciu latach trenował HC Ołomuniec. Klub ogłosił też pierwsze wzmocnienia wśród zawodników. Do występującego w trzynieckich barwach od kilku sezonów Arona Chmielewskiego dołącza kolejny reprezentant Polski – Alan Łyszczarczyk. Wychowanek Podhala Nowy Targ wprawdzie zaliczył już debiut w barwach Oceláři, jako gracz farmerskiego klubu z Frydka-Mistka, od nowego sezonu staje się jednak zawodnikiem pierwszej drużyny. Miniony sezon był zresztą szczególny dla polskich kibiców. Obok Arona Chmielewskiego, który jest graczem podstawowego składu Stalowników, w drużynie zagrało kilku innych reprezentantów Polski – wraz z Łyszczarczykiem trzynieckie dresy przywdziali także Filip Komorski oraz Bartosz Ciura.

 

 

- reklama -