Energia z ulic Porannych

0
364
- reklama -

Ulice Poranne, gdziekolwiek się nie znajdują, mają w sobie bardzo energetyzującą moc. Dwie z nich, znajdujące się w Chybiu oraz Zabłociu, stały się niezwykłym azylem dla Anki i Bogdana Bilińskich, którzy nie tylko stworzyli przy nich swój dom, ale także przestrzeń, przy której organizując rozmaite wydarzenia, potrafią dobrze wypoczywać. Bo jak przekonują – najważniejsze w życiu jest stworzenie sobie własnego, przyjaznego i dającego poczucie spełnienia świata.

Wiele lat temu podczas jednej z podróży trafili na lawendowe pole. Fascynacja okazała się tak silna, że postanowili stworzyć je również u siebie, na Śląsku Cieszyńskim. Kupili więc odpowiednią działkę w Chybiu. Nie zdecydowali się jednak na klasyczną plantację, lecz przestrzeń, do której będą zapraszać ludzi, zarówno znajomych, jak i tych, którzy chcą po prostu odpocząć w otoczeniu lawendy. Ich Lovendowo nie jest ogrodzone, więc można korzystać z jego uroków w każdej chwili, a przy odrobinie szczęścia trafić na gospodarzy i ich muzycznych gości. Bowiem od pewnego czasu odbywają się tam również koncerty.

- reklama -

By zorganizować wydarzenie, na które zapraszamy gości, zwykle potrzebujemy nie tylko wiele czasu, ale przede wszystkim sporo energii. Anka i Bogdan jednak od dawna już wiedzą, że dobra energia, którą się dzielą z innymi, potrafi do nich powracać.

Lovendowo to miejsce, w którym spełniają się marzenia nie tylko jego pomysłodawców, ale również wielu ich przyjaciół i nowych znajomych. Często odwiedzają je całe rodziny.

Muzyka gości również na legendarnych domówkach u Anki i Bogdana. I na tych koncertach również spełniają się marzenia. Egzemplarz legendarnej płyty Johna Portera zatytułowanej „Helikopter” czekał trzy dekady, aby znakomity muzyk mógł ją wreszcie podpisać Bogdanowi. Na domowych koncertach występowali już również m.in. Henry No Hurry, Kathia czy Michał Kowalonek. Koncertów domowych odbyło się już 20.

W czasie koncertów panuje znakomita, rodzinna atmosfera, o którą troszczą się nie tylko Anka z Bogdanem. Każdy z uczestników coś ze sobą przynosi – ciasto bądź ulubioną potrawę. A to dlatego, że po zakończeniu koncertu rozpoczyna się wspólne biesiadowanie z zaproszonym artystą, scena i publiczność stanowią od tej chwili już jedność.

W czasie letnim koncerty domowe przenoszą się na taras, gdzie muzyczne przeżycia wzmaga obecność przyrody, otaczającej dom gospodarzy.

Nie byłoby koncertów domowych, gdyby nie pomysłowość Bartka „Borówki” Borowicza (pierwszy z lewej), dzięki któremu artyści trafiają w gościnne progi Anny i Bogdana. Bartek „Borówka” koncerty domowe organizuje w całej Polsce w wielu przyjaznych muzyce miejscach.

Zdjęcia Marcin Gruszka