Latający kuter z Walcowni „Dziedzice”

0
534
fot. Kuter KU 30, model
- reklama -

„…To było gdzieś w okolicach wielkiej, polskiej twierdzy, o którą później toczyły się ciężkie boje. Przekroczenie rzeki „z marszu” okazało się niemożliwe, bo drewniany most, został podpalony i wysadzony przez wycofujące się polskie oddziały. Musieliśmy czekać na saperów, którzy budować mieli zastępczą przeprawę, co nie było zresztą trudne, ze względu na suszę i niski stan wody. Ciężkie karabiny maszynowe ustawiono na wysokiej skarpie miasta, aby kontrolowały nurt rzeki na odcinku w dół jej biegu.

Przed południem drugiego dnia pobytu w mieście przyszedł meldunek o polskim szybkim okręcie zmierzającym w górę rzeki. Podobno przebił się wcześniej przez blokadę, powodując straty w niemieckich oddziałach. Meldunek został przyjęty z niedowierzaniem, bo rzeka była wyschnięta i płytka. Jak mógł więc poruszać się po niej ciężki i szybki okręt?
Późnym popołudniem wartownicy obserwujący wodę zauważyli jednak dużą, około 15-to metrową motorówkę, bardzo wolno przesuwającą się pod prąd, w górę rzeki. Płynęła blisko skarpy(…) Sposób malowania wskazywał jednoznacznie na wojskowe przeznaczenie.
Gdy obsługi ckm-ów szykowały się do otwarcia ognia(…), łódź ta przeszła cudowną metamorfozę, okazując się potężnie uzbrojonym, szybkim ścigaczem. Żołnierze przy karabinie maszynowym(…), byli ukryci za drewnianym ogrodzeniem. Jak się okazało nie stanowiło ono żadnej osłony. Płot zamienił się w kupę drzazg, a Niemcy zostali zmieceni ogniem szybkoszczelnych ckm-ów ścigacza.

- reklama -

(…) Pociski z niemieckich karbinów zdawały się nie dosięgać polskiej łodzi lecącej w srebrnym pyle wodnych strug strzelających spod dziobu. Polacy wyraźnie chcieli trafić w największą szczelinę między zwalonym mostem a lustrem wody. Musieli dobrze znać rzekę, bo ścigacz zręcznie omijał łachy i płycizny(….) Pierwsza próba wejścia pod most zakończyła się powodzeniem, łódź dosłownie przeleciała pomiędzy palącymi się przęsłami. Załoga przez dym nie zdążyła zobaczyć, że łacha piasku zaraz za mostem zamieniła się w mieliznę. Ścigacz zahaczył o nią i stanął. Na skarpie rozległy się triumfalne okrzyki naszych żołnierzy. Wydawało się, że łódź już nie umknie… Ucichł ogień z pokładu ścigacza. Ta cisza i bezruch okazały się jednak chwilowe. Polski ścigacz cofnął się powoli, aby za chwilę ruszyć naprzód ciasnym łukiem otaczającym mieliznę. Z pokładu znów biły po niemieckich stanowiskach szybkie i celne pociski. Niemcy zamarli zaskoczeni siłą tej obrony. Przez chwilę ścigacz znajdował się jeszcze w zasięgu ckm-ów rozmieszczonych przy przystani, ale ten ogień także zdawał się nie robić na nim żadnego wreżenia. Nie minęły 2 minuty i już był poza zasięgiem ognia. Unheimlich!”/Ze wspomnień Kurta J., żołnierza niemieckiego, z 8 września 1939r./.

Rzeczywiście było to cudo techniki – Ścigacz Rzeczny „KU 30” (lub szybkobieżny kuter uzbrojony T. „S”). Była to prototypowa jednostka pływająca, którą wyprodukowano dla potrzeb Floty Pińskiej (do 1939 r. powstał tylko 1 egzemplarz), która wykonywać miała służbę patrolową, prowadzić rozpoznania i utrzymywać łączność na rzekach. Projekt jednostki opracowano w 1934 roku, a autorem był kmdr por. Witold Zajączkowski. Projekt dopracowali konstruktorzy ze stoczni w Modlinie, a badania modelowe ścigacza przeprowadzono w instytucie naukowym w Hamburgu. Modyfikację projektu ostatecznie opracowano w Pińsku, tu także, w pińskich Warsztatach Portowych MW, wyprodukowano kuter. Kosztorys budowy kutra opiewał na kwotę 92 260 zł.

Podstawowe parametry ścigacza rzecznego „KU 30” (maj 1939 r.):

Długość całkowita: 14 m
Szerokość na wręgach: 2,70 – 2,75 m
Zanurzenie: 0,40- 0,45 m
Wyporność: 9 t
Napęd: 2 silniki 6 cylindrowe, amer. firmy Kermath „Sea Wolf”,
każdy o mocy 225 KM,
2 śruby, 2 stery
Prędkość: 42 – 46 km/h
Uzbrojenie: 2 nkm-k plot Hotchkiss kal. 13,2 mm, umocowany w
kazamacie bojowej, otoczonej wieżyczką z blachy (6mm)
i 6 karabinów dla załogi
Kąt ostrzału: 360 stopni w poziomie i 85 stopni w płaszczyźnie pionowej
Zasięg działania: 350 km
Zasilanie: 12 V bateria akumulatorów, o poj. 120 Ah
Załoga: 8 osób: 4 podoficerów,
4 marynarzy

Pierwsze próby z prototypem ścigacza przeprowadzono w dniu 22 kwietnia 1939 r. w Modlinie. Z dniem 13 czerwca 1939 roku, kuter otrzymał nawę „K 30” i został wcielony do III grupy kutrów uzbrojonych III Dywizjonu Flotylli Pińskiej (później został właczony do jednostki OW „Wisła”, dowodzonej przez kmdr ppor. Romana Kanafoyskiego). 26 czerwca tegoż roku złożono zapotrzebowanie na dwa kolejne kutry „K30”, ale ich wyprodukowanie zniweczył wybuch wojny.

We wrześniu 1939 roku załogę ścigacza „K30” stanowiło 8 osób: dowódca – bosman Edward Adamoszek, zastępca dowódcy – mat Czesław Sosnowski, radiotechnik – mat Jan Bargieł, motorzysta – mat zawodowy Roman Tomaszczuk, ster sygnalista – starszy marynarz Józef Hołod, motorzysta – starszy marynarz Borys Jagowdzik, strzelec – starszy marynarz Marian Piotrowski, ster sygnalista – marynarz Franciszek Dąbrowa.
W czasie wrześniowej kampani, kuter „K30” brał udział w akcjach bojowych jednostek OW „Wisła”, m.in. pod Modlinem, Płockiem, Toruniem, Włocławkiem, Wyszogrodem, etc. W nocy z 28 na 29 września, został zatopiony przez załogę na rzece Narwi. Jak po wojnie wspominał Czesław Sosnowski – członek załogi, zatopienie kutra zajęło im pół nocy, gdyż wykonany z lekkiego „metalu” ścigacz, nie chciał zatonąć (musieli wybić we dnie otwory i obciążyć go).

Niemcy odnaleźli wrak kutra (najprawdopodobniej na skutek donosu) i wydobyli go latem 1940 roku, prowadzili na nim różnorodne doświadczenia (np. na rzece Haweli pod Berlinem). Dalsze losy ścigacza, po 1945 roku, nie są znane.
Największą tajemnicą kutra „K30” był cudowny „metal”, lżejszy od powietrza, lżejszy od wody, ale zarazem bardzo twardy i wytrzymały na uderzenia. W jego składzie znalazły się m.in. miedź, magnez, mangan, krzem, żelazo i przede wszystkim aluminium. Wyprodukowano go w Walcowni Metali „Dziedzice”, w Dziedzicach. Skład stopu opracowli wspólnie technolodzy z dziedzickiej Walcowni oraz naukowcy z Politechniki Lwowskiej (na terenie walcowni znajdował się Zakład Doświadczalny tej Poliechniki).
„Metal o cudownych właściwościach nazywał się alupolon. Prace nad nim były objęte ścisłą tajemnicą, a osobom postronnym nie pozwalano się zbliżać do budynku, gdzie go produkowano. Podczas przygotowywania próbek alupolonu, moją uwagę zwróciła nadzwyczajna lekkość i twardość przy wierceniu tego stopu. Cała produkcja alupolonu szła do zakładów PZL oraz do stoczni rzecznej w Pińsku. Zajmowałem się także innym dziedzickim wynalazkiem – anticorodalem, metalem o pięknym połysku.” / Ze wspomnień Czesława Bocheńskiego, który odbywał przed II wojną światową praktyki w dziedzickiej Walcowni Metali/.

Ścigacz rzeczny dzięki użyciu tego tajemniczego „metalu” miał małe zanurzenie dziobowe (40 cm), więc mógł poruszać się po płyciznach. Powierzchnia kutra była także wolna od drgań, co pozwalało na prowadzenie celnego ognia z karabinów pokładowych (21.IX zestrzelono pod Modlinem 2 niemieckie bombowce, a 24.IX – myśliwiec). Specjalnie wyprofilowana część podwodna powodowała, że jednostka przy dużej szybkości była jakby otoczona kurtynami wodnymi (tzw. wąsy), które chroniły ją przed ostrzałem z brzegu. Rozwiązanie to nazwano pancerzem wodnym.
Tajemnica „metalu lżejszego od wody” nie kryła się w składzie chemicznym, lecz w technologii jego produkcji. Wg anonimowej relacji syna metalurga z Politechniki Lwowskiej, złożonej już po wojnie, receptura alupolonu i proces jego powstawania przedstawiał się następująco: „ … proces produkcji jest prowadzony w specjalnej atmosferze, z udziałem 12 składników metali i 2 niemetali, o ciekawej wręcz oryginalnej obróbce cieplnej na zakończenie procesu.”

Przez cały okres wojny nie udało się niemieckiemu wywiadowi dotrzeć do wynalazców alupolonu, ani do konstruktorów i budowniczych kutra. Wojnę przeżyło tylko dwóch, nie ujawnili nigdy tajemnic alupolonu.

Jak utrzymuje większość polskich specjalistów od metalurgii, alupolon nie był żadnym odkryciem ani wynalazkiem, był znany jako duraluminium (i znany był od 1909 r.). Z tego stopu, produkowano w Polsce przed II wojną światową blachy pokrycia samolotów „Łoś”. Wg „Instrukcji użytkowania samolotu Łoś A i B” z 1938 r., wydanej przez Ministerstwo Spraw Wojskowych, wymieniając materiały użyte przy produkcji samolotu napisano:
„Zasadniczym tworzywem jest duraluminium i pokrewne metale lekkie (aluminium, hiduminium, alupolon, elektron)”. W powyższej instrukcji duraluminium i alupolon są wyraźnie rozdzielone.

Z relacji Wojciecha Zbiluta, pracownika stoczni w Pińsku: „Alupolon, przychodził do warsztatów w stanie utwardzonym i wymagał tzw. „odpuszczenia przed obróbką”. Następnie zaś trzeba było go powtórnie utwardzić. Każda z tych czynności wymagała innej temperatury: „odpuszczenie” następowało w temperaturze 330 stopni C., utwardzenie w 450 stopniach C.” Podgrzewania dokonywano w specjalnych wannach podgrzewanymi palnikami ropnymi. W wannach znajdował się roztwór soli (NaCl i NHCl)”.
Wg profesora Jerzego Nowackiego z Instytutu Inżynierii Materiałowej Politechniki Szczecińskiej, alupolon to:
„ wieloskładnikowy stop aluminium z miedzią przeznaczony do obróbki plastycznej”.
Czy Niemcy tak gorliwie poszukiwaliby wraku kutra „K 30” oraz jego twórców, gdyby był wykonany tylko z duraluminium? Chyba był to jednak jakiś inny tajemniczy „metal”, który dawał taką przewagę taktyczną polskiemu ścigaczowi.
Dzieje, aczkolwiek krótkie, ścigacza rzecznego „K 30”, to nie tylko piękna legenda, rodem z renesansowych pracowni alchemicznych, ale to przede wszystkim wspaniała historia sławiąca bohaterstwo polskich marynarzy.

Bibliografia:
Baliszewski D., „Kosmiczna broń II RP”, [w:] „Wprost” nr 46/ 2007, 18 listopad 2007, ss. 78-81,
Borowiak M., „Ciężki kuter uzbrojony „Nieuchwytny”, Ścigacz rzeczny KU 30 [w:] Wielki leksykon uzbrojenia. Wrzesień 1939 t. 45, Warszawa 2014,
Dyskant J.W., Oddział Wydzielony „Wisła”; zarys działań bojowych OW „Wisła” Flotylii Rzecznej we wrześniu 1939r.”, Warszawa 1982,
„Instrukcja użytkowania samolotu Łoś A i B (Przedruk), MSW, Dowodztwo Lotnictwa, Nr 2800-29/Techn., Warszawa 1938
Kunicki A., „W sprawie działalności kontrwywiadu wojskowego w Bielsku w latach 1933-1939”, [w:]Podbeskidzie i jego droga do Polski Ludowej. Materiały z sesji popularno-naukowej zorganizowanej przez Zarząd Wojewódzki ZBOWiD w Bielsku-Białej, Śląski Instytut Naukowy, Państwowe Muzeum w Oświęcimiu, Katowice 1979
Pertek J., „Wielkie dni małej floty”, Poznań, 1981,
Rostkowski, „Unheimlich, czyli latający kuter”, http://zychlin-historia.com.pl/wp-content/uploads/2014/03
Zdjęcia pochodzą ze zbiorów Izby Regionalnej w Czechowicach-Dziedzicach, archiwum Walcowni Metali „Dziedzice” w Czechowicach-Dziedzicach, zbiorów prywatnych i internetu. Materiał ten po raz pierwszy ukazał się w „Kalendarzu Beskidzkim 2019”.

- reklama -

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here