W trosce o przestrzeń, w której żyjemy

0
145

Już nikogo nie muszę przekonywać o zaletach związanych z wdrażaniem uchwały krajobrazowej – naszą wspólną przestrzeń czyścimy z nadmiaru komunikatów, porządkujemy treści informacyjne w taki sposób, aby nie ingerowały w przestrzeń i w niej nie dominowały. Żyjemy przecież w wyjątkowym mieście, z ogromnym dziedzictwem architektonicznym, i dlatego od dawna towarzyszy mi świadomość, że uchwała, choć już działa, powinna tak naprawdę towarzyszyć nam od wielu lat – mówi Anna Syrokosz, specjalistka ds. architektury miejskiej, zabytków i ochrony krajobrazu Urzędu Miejskiego w Cieszynie.

Marcin Mońka: Uchwała krajobrazowa funkcjonuje już od kilku lat. Chyba już nikt nie ma wątpliwości, że była miastu bardzo potrzebna…
Anna Syrokosz, specjalistka ds. architektury miejskiej, zabytków i ochrony krajobrazu Urzędu Miejskiego w Cieszynie: Aby w pełni docenić korzyści z niej wynikające, wystarczy pospacerować po mieście, i to nie tylko po śródmieściu. Wprawdzie trudno od razu uchwycić zmiany, jakie uchwała wywołała, bo jej wdrażanie to proces rozpisany na wiele lat, i czasami niewielkie, choć systematycznie dokonywane zmiany, mogą nam po prostu umykać. Wystarczy jednak spojrzeć na archiwalne zdjęcia sprzed kilku lat i porównać je ze stanem obecnym. Myślę, że już nikogo nie muszę przekonywać o zaletach związanych z wdrażaniem uchwały – naszą wspólną przestrzeń czyścimy z nadmiaru komunikatów, porządkujemy treści informacyjne w taki sposób, aby nie ingerowały w przestrzeń i w niej nie dominowały. Żyjemy przecież w wyjątkowym mieście, z ogromnym dziedzictwem architektonicznym, i dlatego od dawna towarzyszy mi świadomość, że uchwała, choć już działa, powinna tak naprawdę towarzyszyć nam od wielu lat. Cieszę się jednak, że wszelkie procesy w przestrzeni, które zachodzą, wywołują również zmiany w mentalności ludzi, bo tutaj tkwi sekret długotrwałego powodzenia uchwały, przywracającej walory wizualne miejsca, w którym żyjemy.
 
Wdrażanie uchwały jest długotrwałym procesem, a kolejną ważną datą w kalendarzu stanie się  25 grudnia tego roku. Dlaczego?
To ważna data zarówno dla mieszkańców, jak i przedsiębiorców działających na terenie Cieszyna. 
Uchwałę krajobrazową podjęliśmy w 2019 roku, i od tego momentu zaczęły obowiązywać zasady, według których należy umieszczać informacje niosące za sobą treści promujące. Pojawiające się od tej chwili nowe nośniki powinny być dostosowane do nowych zasad.
Natomiast, aby uporządkować istniejący chaos, ustawodawca założył również możliwość przewidywania terminów dostosowania do zasad uchwały wszystkich obecnych już wcześniej w przestrzeni nośników informacji. Miasta, które zdecydowały się na wprowadzenie uchwały, mogą same decydować, jak długi będzie ten termin. Jedynym warunkiem jest, by okres ten nie był krótszy niż rok.
Aby łagodniej przejść ten czas, zdecydowaliśmy, że podzielimy okres adaptacji na kilka terminów. Pierwszy z nich – dostosowania reklam w śródmieściu oraz szyldów na ogrodzeniach – minął trzy lata temu. Teraz z kolei mija termin związany z wszystkimi innymi nośnikami reklamy, z wyjątkiem tych, które mają pozwolenie na budowę. Dotyczą więc wszystkich szyldów w miejscu prowadzenia działalności oraz wszystkich reklam. Aby szyldy były bardziej widoczne, mocno ograniczyliśmy możliwości pozostałej formy reklamy. Dlatego mocnym efektem wizualnym będą choćby zmiany związane z obecnością billboardów w przestrzeni. Billboardy będą wprawdzie dalej dozwolone, jednak aby je umieszczać, trzeba będzie stosować się do wielu wytycznych, jak choćby wielkości, uzależnionej od wielkości działki oraz odległości pomiędzy nośnikami znajdującymi się na tej samej działce. Zmieni się zatem ilość nośników w przestrzeni i ich wielkość. 
Mocnym wizualnym aspektem będzie również ograniczenie reklam w pobliżu skrzyżowań, gdzie zazwyczaj bywało ich największe nagromadzenie. Te reklamy będą musiały zniknąć, ponieważ wprowadziliśmy zakaz reklam w odległości 30 metrów od skrzyżowania. Ikonicznym przykładem zmian jest skrzyżowanie ul. Bielskiej z Wyższą Bramą, gdzie na płocie przy światłach wisiały banery, nad nimi stały duże reklamy, a dziś mamy widok na zieleń i wieżę zabytkowego kościoła. 
 
Część przedsiębiorców narzeka na konieczność wymiany szyldów…
W tej sytuacji istotna jest potrzeba zrozumienia społecznego, że przepisy zmieniliśmy po to, aby nasza wspólna przestrzeń wyglądała lepiej. Dlatego też z jednej strony wiemy, że szyldy są drogimi konstrukcjami, i przedsiębiorcy muszą ponieść koszty związane z wymianą, z drugiej jednak strony część z istniejących szyldów jest umieszczona prawidłowo. Zasady w dużej mierze odnoszą się do odpowiedniego wkomponowania szyldów w elewację budynku, tzn. dostosowanie do osi kompozycyjnych elewacji,  nie przesłanianie detalu architektonicznego. 
Co ważne – szyldem jest również nalepka w oknie, stąd będą musiały zniknąć nalepki zasłaniające całą szybę. Limitując duże nalepki chcemy m.in. pozbyć się wrażenia, że miasto jest puste, ponieważ przesłonięte witryny wywołują wrażenie pustej przestrzeni. 
 
W jaki sposób przekonuje Pani przedsiębiorców, ale również mieszkańców, którzy mają działki z reklamami, aby zastosowali się do przepisów uchwały?
Na początku mieliśmy wiele spotkań informacyjnych i konsultacyjnych, także w czasie, gdy przygotowywaliśmy samą uchwałę, aby była jak najbardziej elastyczna. Pracowaliśmy również w terenie, pokazując jak zmieni się nasze miasto, gdy znikną reklamy. Przeprowadziliśmy  akcję przy targowisku na ul. Katowickiej uzmysławiającą ile przestrzeni jest zasłoniętej przez treści reklamowe. 
Wiele wyzwań pojawiło się w okresie pierwszego terminu dostosowania, gdyż wiele osób wciąż nie wiedziało, że uchwała zaczęła obowiązywać. Wprawdzie jako urząd miasta wykorzystywaliśmy wszystkie dostępne nam narzędzia informacyjne, to jednak nie zawsze byliśmy w stanie dotrzeć do wszystkich tych, którzy uchwałą powinni być zainteresowani.
Kontaktujemy się z przedsiębiorcami i właścicielami nieruchomości, którzy wciąż mają nieodpowiednie nośniki reklamy. I prowadzimy kampanię informacyjną w dostępnych nam kanałach, jak internet, prasa czy spotkania. 
Wciąż prowadzę konsultacje, i zawsze można zwrócić się do mnie bezpośrednio i zapytać o kolejne kroki. Rozumiem, że te przepisy są trudne, i choć staraliśmy się zrobić je jak najprościej, to jednak ten dokument ma swoje formalne ramy. Ktokolwiek jednak się do nas zgłasza, otrzymuje niezbędną pomoc w ich zrozumieniu, interpretacji i wdrożeniu. Zgłaszają się zarówno osoby prywatne, jak i firmy, które stopniowo wprowadzają zmiany w przestrzeni.
 
A jeśli trafiają do Pani przedsiębiorcy i pytają w jaki sposób mają się reklamować, bo znikają banery, to co mogą usłyszeć?
Wiele zależy od prowadzonej działalności. Żyjemy w czasach, w których zmienia się mentalność. I o ile w latach 90. był boom na nośniki reklamy zewnętrznej, i hasła, że „reklama jest dźwignią handlu”, to jednak teraz reklamować możemy się w zupełnie inny sposób. Mamy przecież tak „zagraconą” informacyjnie przestrzeń, że bardzo wielu ludzi przejeżdża i przechodzi w pobliżu reklam kompletnie nie zwracając na nie uwagi. Ludzie są przebodźcowani, więc na takie komunikaty nie reagują. Dlatego takie reklamy przestają w ogóle być efektywne. 
Często na pytanie o to, co w zamian, odpowiadam sugerując się wieloma badaniami właśnie na temat efektywności reklam. I tłumaczę, że być może lepiej jest zaplanować większą reklamę w jednym miejscu, niż mnóstwo różnych, a zarazem mniejszych, w wielu punktach. Uświadamiam ludziom, że warto poddać analizie, co dla ich biznesu będzie ważne i co może przynieść efekt. A poza tym – mamy takie możliwości reklamy internetowej, że często ta reklama zewnętrza kompletnie nie jest już potrzebna. Możliwości jest zresztą o wiele więcej. Jeśli ktoś chce trafić do konkretnego miejsca, to wprowadza adres do mapy i udaje się pod konkretną lokalizację, podobnie jest z usługami – przecież nikt już nie chodzi po mieście i nie wyszukuje reklamy w przestrzeni, lecz zagląda do internetu. Sposób reklamy się zmienia, w efekcie reklama zewnętrzna może zostać ograniczona. 
 
Pewnie niepokoją się również osoby, które wynajmowały przestrzeń pod nośniki reklamowe, wspomagając w ten sposób domowe budżety…
Rzeczywiście część osób wynajmujących działki pod billboardy bądź płoty pod banery reklamowe poniesie straty. To są koszty wprowadzania nowych przepisów. Gdyby podobne zasady obowiązywały od 20-30 lat, wtedy wiele z tych osób nie zarabiałoby pieniędzy z tytułu najmu, więc nie miałoby poczucia, że ktoś ogranicza ich dochody. Najwięcej stracą ci, którzy dysponowali przestrzenią do wynajęcia przy skrzyżowaniach. Są jednak sytuacje, gdzie nie ma konieczności definitywnego likwidowania wszystkich reklam. Na bieżąco analizujemy, w jaki sposób ktoś ma szansę dostosować się do przepisów. I może się okazać, że ktoś będzie musiał zrezygnować z reklamy o powierzchni 12 m kw. na rzecz mniejszej, jednakże może wtedy np.  renegocjować stawki. Są również sytuacje, gdy ktoś miał dwie reklamy, a w myśl nowych przepisów w danej przestrzeni będzie mógł mieć jedną – wtedy musi zadecydować, którą z nich pozostawić. 
A poza tym może się okazać, że po 25 grudnia będziemy mieć zupełnie inną sytuację na rynku. Zapewne będą się zmieniać stawki za przestrzenie reklamowe. Więcej, nawet jeśli zmniejszą się  powierzchnie pod wynajem reklamy, to jednak dochody mogą pozostać na takim samym poziomie. 
 
A co w sytuacji, gdy ktoś jednak nie zastosuje się do zasad?
Nie chciałabym używać tego narzędzia, mamy jednak możliwość nakładania kar. Ustawodawca przewidział mechanizm egzekwowania przepisów, a kary rzeczywiście są dotkliwe, są w dodatku naliczane za każdy dzień. Dlatego ważne jest, aby już teraz przygotować się do grudniowego terminu, bo przecież nie w każdym przypadku działania dostosowujące można przeprowadzić z dnia na dzień. 
Rozmawiał: Marcin Mońka