Moja piastowska Wieża Babel

0
69
fot. arch. GC
- reklama -

Wakacje, choć nie urlop, spędzam w granicach mojego miasta. To tu zjeżdżają się ludzie z całego świata grupami. Z tymi z Belgii rozmawiałem przez cały dzień. Zawsze ciekawili mnie Polonusi. A ci właśnie przyjechali na przegląd zespołów folklorystycznych. To spotkanie, prawie sentymentalne, kosztowało mnie tyle co frazeologiczny słownik języka polskiego, jaki polskim Belgom ofiarowałem.

Lato w moim mieście, gdzie już nie kursują tramwaje spędzam z „Faraonem”, którego od lat usiłuję jako zalecaną lekturę rzeczywiście przeczytać. Ale i tego lata mi się nie udało. Może dlatego, że na campusie spotkałem potomka Ramzesa? Ahmed przyjechał na Szkołę Letnią Kultury i Języka Polskiego. Jak Allach mu pozwoli, będzie przewodnikiem dla moich pobratymców.
– Ile umiesz już po polsku ? – pytam go prawie drukowaną polszczyzną, jednocześnie pokazując mu pojednawczo egzemplarz Koranu w moim ojczystym języku.
– A ile ty umiesz po arabsku?- O mało nie przewróciła mnie jego riposta. Wycofałem się zawstydzony jakbym rozmawiał co najmniej z Avicenną. W zasadzie potrzebowałem rozmawiać z koleżanką Ahmeda rodem z Aragonii. Ibelise była święcie przekonana, że my tu w nadwiślańskim kraju mówimy po rosyjsku. Aż mi trudno było uwierzyć w taką wiedzę Europejczyków o nas.
Po rosyjsku to ja gadam ze studentką z Kanady i Gruzinami. Ci drudzy rozmawiają wówczas ze mną językiem swego okupanta.
Po czesku jeszcze się nie nauczyłem, choć uczestniczyłem w wielu potyczkach słownych. Już nie będę mówił „pozor”, ale „s dovolenim” lub „prominte”. Tak jest mniej urzędowo, grzeczniej.
Pośredniczyłem raz w dialogu polsko – czeskim, gdzie znajoma po dwutygodniowym kursie czeskiego w Pradze pragnęła zaimponować Honzowi. Tłumaczyłem naszemu współbiesiadnikowi z czeskiego na polski to, czego on nie był w stanie zrozumieć, co się do niego po czesku mówi.
Najpiękniejszą rozmowę miałem z Japończykiem, absolwentem Szkoły Letniej Języka Polskiego. Nawet napisaliśmy do siebie parę listów. Poróżnił nas jednak rozbieżny pogląd na haiku. No bo haiku jest integralną częścią kultury i języka japońskiego. Nie zdążę się nauczyć japońskiego, nie będę dokonywał zaboru kultury.
Bardzo liczyłem na to, że hiszpańscy uczestniczy Światowych Dni Młodzieży zawołają do mnie „hola”! Ale oni tylko „hello” albo „hi”. Wolałbym już łacińskie „salve”, bo przecież większość z mężczyzn jakąś tam łacinę zna. Uczyłem się angielskiego, ale z małym skutkiem. Dlatego, gdy czegoś nie rozumiem, odpowiadam wymijająco – „ Yes, I love You”.
Ale kolega, wybierający się na saksy do Anglii, któremu chciałem pomóc, na moje zatroskane pytanie „can I help You ?”, rzekł zaledwie – co do mnie mówisz ?
Po wakacjach w moim mieście pełnym atrakcji filologicznych, jadę teraz na urlop. Łowił będę egzotykę i folklor tam, dokąd uciekło te gorące lato. Ale wrócę, bo w cieniu Wieży Piastowskiej językiem domowym porozumiewać się jest najlepiej.

- reklama -
- reklama -

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here