Wsłuchać się w mieszkańców i ich potrzeby

0
286
- reklama -

Znajdujemy się w miejscu, gdzie właściwie mamy wszystko, co mogłoby spowodować, że będziemy tutaj szczęśliwi, będziemy chcieli tu żyć, odprowadzać podatki, wiązać się z miejscem na dłużej i widzieć tutaj przyszłość – mówi Joanna Wowrzeczka, kandydatka na burmistrza Cieszyna.

Marcin Mońka: Co Pani zdaniem jest największą bolączką Cieszyna?
 
Joanna Wowrzeczka: Naszą codzienność utrudniają sprawy bieżące, począwszy od dróg i ich stanu. Sposobem na poprawę sytuacji jest dobre planowanie, odważne myślenie o terminarzu naprawy dróg, pozyskiwanie na te działania środków, a zarazem odpolitycznianie miasta i likwidacja konfliktów. Mamy niestety domniemane konflikty na linii miasto – powiat, i to jest nasz bardzo słaby punkt.
Bolączką jest więc wszystko to, co pozostaje związane z komunikacją na poziomie twardym –  transport i drogi. Dostrzegam również słabość na poziomie miękkim komunikacji, czyli relacji pomiędzy władzą a instytucjami, a przede wszystkim w relacji z mieszkankami i mieszkańcami. To obszar do natychmiastowej i poważnej naprawy. Ta rewitalizacja musiałaby się opierać na zaplanowaniu nowych zachowań, zmiany w mentalności, rozbudowy działów projektowych, abyśmy mogli zabezpieczać środki na działania. Już dziś budżet miasta jest mocno nadwyrężony, może się wkrótce okazać, że nie będziemy mieć wystarczająco, aby zabezpieczyć wszystkie zadania publiczne, jak chociażby transport zbiorowy, zieleń i zadrzewienia, utrzymanie gminnych obiektów, współpracę z organizacjami pozarządowymi, ochronę zdrowia itd.
Stąd tak ważną jest kwestia oddłużania miasta, i to w sensie całościowym. Nie traktowałabym tego jako aktywności odrębnej, oddzielonej od pozostałych. Raczej na odwrót – oddłużanie miasta stałoby się rodzajem ćwiczenia i wyzwania, zwrotem w myśleniu o mieście, miejskich planach i inwestycjach. W takim sposobie myślenia wszystko, co zamierzamy robić, analizujemy w perspektywie oddłużania. Przed rozpoczęciem kolejnego działania zadajemy sobie pytania o wszystkie możliwe ryzyka, tak aby inwestycja mogła nam się zwrócić. Nie stać nas na to, aby zwrot z inwestycji był daleką i odroczoną w czasie nagrodą.
 
Co postrzega Pani jako największy atut Cieszyna?
 
Atutami są rzeczy, które już mamy. Dysponujemy przecież niezwykłą substancją w postaci twardej, jak dziedzictwo i instytucje, ale również elementy, które wydarzyły się dzięki nowoczesności. Korzystamy również z geograficznego uwarunkowania, a więc położenia Cieszyna. Spełniamy więc wszystkie warunki, aby być miastem nie tylko szczęśliwym, ale i bogatym. Bogatym nie tylko w kontekście PKB. Tak określony wzrost na całym świecie jest niestabilny i wielu z nas już wie, że szczęścia nie możemy obliczać, biorąc pod uwagę wyłącznie PKB.  
Bo przecież w równym stopniu szczęściem jest to, co odczuwamy na poziomie duchowym, na poziomie relacji i tym wszystkim, co dzieje się pomiędzy. W ten sposób wiążemy się nawzajem z naszą przestrzenią. Znajdujemy się w miejscu, gdzie właściwie mamy wszystko, co mogłoby spowodować, że będziemy tutaj szczęśliwi, będziemy chcieli tu żyć, odprowadzać podatki, wiązać się z miejscem na dłużej i widzieć tutaj przyszłość.
Jednak nieustannie mamy wrażenie jakiegoś zwrotu, dostrzegamy odpływ ludzi, starzejące się miasto, problemy z komunikacją i wieloma innymi w sferze życia publicznego.
Nie tylko w mojej opinii mamy drzemiący potencjał, który już wiele razy był wybudzany. Zresztą Cieszyn wielokrotnie w ostatnim czasie był diagnozowany, choćby na potrzeby strategii, gdy badane były jego potencjały, jak przedsiębiorczość czy gospodarka, a które miały określić, co tutaj jest możliwe do zrealizowania. I z wszystkich diagnoz wynika, że źródło naszej energii dostrzegamy w uśpionej akademickości, rozumianej jednak nie jako ośrodek akademicki, gdzie interesuje nas wyłącznie wzrost liczny studentów, lecz w sensie ogromnego zaplecza naukowego, badawczego i infrastrukturalnego. Dodam, że Uniwersytet Śląski obecny w Cieszynie, jest włączony w konsorcjum uniwersytetów, czyli grupy siedmiu uczelni o bardzo wysokich standardach naukowych i badawczych. Dlatego trudno nie dziwić się, dlaczego dysponując takim zapleczem nie jesteśmy w stanie nawiązać jako miasto trwałej relacji, która nie będzie limitowana czasem trwania kadencji, lecz będzie ogromną siłą, dostrzegalną nawet za 20-30 lat. Uniwersytety ze swojej natury mają raczej długie życie, zwłaszcza te z doświadczeniem, więc możemy założyć, że uniwersytety będą trwać tak długo, jak długo trwać będzie miasto i możemy liczyć na wszechstronne zasilanie – naukowe, badawcze, narzędziowe, ale również ludzkie. Wszystkie kapitały, które są nam niezbędne do rozwoju miasta, możemy dostarczać tam, gdzie są potrzebne, kanalizować je oraz zasilać. Korzystając z potencjału uniwersytetów możemy wzmacniać swoją pozycję i korzystać z tego dobra, ale tylko pod warunkiem łączenia się i wzajemnego przenikania.
 
Co zrobić, aby Cieszyn był lepszym miejscem do życia?
 
Nasze hasło brzmi „Cieszyn łączy”, i właśnie to łączenie jest tutaj kluczowe. Musimy przestać budować instytucje/inwestycje dla turystów, a wsłuchać się w mieszkańców i ich potrzeby. Bo inwestowanie samo w sobie nie jest złe, nie jest złe również, jeśli nie przynosi dochodów, ale musi przynosić korzyści mieszkańcom. To powinien być priorytet. W oparciu o współpracę między instytucjami czy publicznymi funkcjami będziemy nie tylko oszczędzać, ale przede wszystkim wydobywać dodatkową siłę. O tym mówią również najnowsze koncepcje ekonomiczne, dotyczące pobudzania, wzniecania i wzmacniania potencjałów społecznych. 
Podkreślę więc raz jeszcze – my wszystko właściwie mamy, jest nam jednak potrzebna bardzo głęboka komunikacja, która dąży do wytworzenia nowych wartości czy też utrwalenia tych, które nam zamierają, choć są niezbędne do budowania miasta żywego, zdrowego i zachęcającego do życia w nim.
 
Co w Pani opinii wymaga, obok komunikacji, szybkiej poprawy w Cieszynie?
 
Wiele miast dotyka w tej chwili poczucie utraty bezpieczeństwa, i to co najmniej z dwóch powodów. Pierwszy z nich jest związany z indywidualną sytuacją egzystencjalną, gdy zastanawiamy się, czy na koniec miesiąca dostaniemy wypłatę, bo mamy wciąż toczący się kryzys gospodarczy i inflację, towarzyszy nam poczucie, że odpływają ludzie, z którymi jeszcze niedawno tworzyliśmy wspólnotę. To poczucie utraty bezpieczeństwa przejawia się również w rosnącej liczbie osób w kryzysie bezdomności a także w przerażających statystykach dotyczących zdrowia psychicznego. Wiele z naszych dzieci i młodzieży z próbami samobójczymi za sobą, depresją i generalnie trudnym startem w dorosłe życie. To przecież może oznaczać lęk dorosłych, lęk rodziców przed bieżącym życiem.
Drugi lęk wynika z okrutnej wojny Rosji przeciwko Ukrainie. I on dotyka nas wszystkich. Najnowsze badania pokazują, że lęk przed wojną jest największy u osób ok. 18-19 roku życia. On zresztą powraca również u osób z mojego pokolenia, wychowanych na Czarnobylu czy obawie przed wojną atomową. W dodatku nieustannie myślimy o wielu innych miejscach na świecie, gdzie zachodzą globalne ruchy militarne, ale również gospodarcze. Poprzez sytuację w Ukrainie wiemy, że nie jest to jakiś współczesny rodzaj wojny, która dzieje się przez chociażby Internet, lecz realna, tradycyjna wojna z użyciem broni palnej i mnóstwa innych narzędzi służących do zabijania.
Żyjemy w stałym napięciu, więc kwestia bezpieczeństwa nie jest czymś, co omija miasta. Wydaje mi się, że kluczowym jest zadbanie o to, by Cieszyn i jego mieszkańcy mieli poczucie, że jesteśmy zabezpieczeni na poziomie obrony cywilnej.
Inny problem to wszystko to, co wydarzyło się i wciąż się wydarza ze środowiskiem naturalnym. To źródło lęków i strachów jest bardzo podobne w konsekwencjach – musimy być przygotowani do walki z żywiołem, z katastrofami, zwłaszcza suszą. One w efekcie są bardzo zbliżone.
I dlatego wierzę, że każdej osobie kandydującej w Cieszynie głęboko na sercu leży, abyśmy potrafili spoglądać na wszystkie problemy w pewnej spójności, bo przecież troska o zachowanie poczucia bezpieczeństwa nie wyklucza pracy nad kulturą, oświatą czy zdrowiem. Widzę je wszystkie połączone z określonymi instytucjami i obszarami wspólnego życia, w pewnej nierozerwalnej strukturze.
 
Jak widzi Pani Cieszyn za 5 i 10 lat?
 
W perspektywie 5-letniej widzę Cieszyn jako miasto, które udało się oddłużyć, widzę miasto, w którym mówiąc o inwestycjach, uwzględniamy pułap społeczny i środowiskowy. Każda decyzja, którą podejmujemy, musi zawierać te dwie perspektywy. Widzę miasto, w którym mieszkańcy są dumni, że tu mieszkają. Widzę ludzi mówiących – czujemy się wysłuchani, a nasze potrzeby są brane pod uwagę. Wiemy, do kogo się udać, aby rozwiązać problem, jesteśmy w stałym kontakcie z tymi, którzy decydują o tym, jak sprawy są realizowane. Przekonaliśmy się, że urząd to nie jest budynek na Rynku, ale również obecność w terenie, konsultacje społeczne są konsultacjami a nie tylko informacją zamieszczoną na BIP. W końcu dostrzegliśmy, że władza jest służbą, i relacje z nią są zdrowe. I to będzie naprawdę wiele, gdy za 5 lat usłyszymy, że mieszkańcy są dumni ze swojego miasta, że służy im polityka mieszkaniowa, przybywa mieszkańców, widoczni są młodzi ludzie, i potrafimy nadążać za zmianami zachodzącymi globalnie, że chcą tu mieszkać ze względu na warunki życia a nie sentymenty.
W dalszej perspektywie widzę natomiast, że w końcu udaje się wprowadzić takie czynniki, które niezależnie od kolejnych zmieniających się władz, wciąż będą działać i funkcjonować. Żyjemy w świecie, w którym z każdymi kolejnymi wyborami spodziewamy się totalnego przeobrażenia. A ja chciałabym takiego miasta, które byłoby zdolne do trwania nawet w najtrudniejszych warunkach.
 
Jak na przestrzeni ostatnich 5 lat zmieniła się Pani perspektywa postrzegania roli burmistrza?
 
Kluczowa jest zmiana mojej percepcji ustawy o samorządzie. Zupełnie czymś innym jest bowiem jej poznawanie, gdy ją czytamy, a czymś innym jest jej przekładanie na doświadczenie.
To o tyle istotne, że wiele marzeń, które mamy w odniesieniu do miejsca, w którym żyjemy i które pragniemy kształtować, jest przez tę ustawę limitowanych. Lecz jednocześnie pewne ograniczenia pobudzają wyobraźnię, zaczynamy bowiem zadawać więcej pytań. Zastanawiamy się, czy jeśli nie mamy możliwości zrealizowania konkretnego zadania w pewien sposób, to czy możemy zrobić to inaczej.
Z jednej strony więc poszerzyła się moja świadomość, kim w ogóle jest osoba pełniąca funkcję burmistrza, jakie ma możliwości i ograniczania, a z drugiej jak istotna jest to rola i jak wiele zależy od kultury zarządzania, od kultury bycia, od umiejętności dystansowania się do siebie, od po prostu mądrości i pokory. Kluczowe są nie deklaracje słowne, ale te, które są legitymizowane działaniem. Nie trzeba mówić, że ważna jest dla mnie komunikacja, jeśli ta się dzieje. 
I na koniec. W perspektywie myślenia o samorządzie jest mi bliska również rzeka Olza. I w tym myśleniu traktuję ją bardzo podmiotowo. Rzeka łączy nas przecież na poziomie głębokich wartości z czeską stroną. Jest też łącznikiem z przeszłością, ale również z przyszłością, w pewnym sensie stała się osią naszego świata. A jednocześnie jest przestrzenią bardzo zaniedbaną, i potrzebuje z naszej strony wsparcia. Znam pojedyncze, indywidualne akty jej pomocy. Systemowe wsparcie Olzy nie jest jednak częścią polityki miasta. To chciałabym również zmienić.
 

Joanna Wowrzeczka – kandydatka na stanowisko burmistrza miasta Cieszyna Komitetu Wyborczego Wyborców Siła. W bieżącej kadencji radna miejska, członkini Klubu Radnych RM Siła, przewodnicząca Komisji Spraw Społecznych, członkini Komisji Finansów, Rozwoju i Spraw Komunalnych. Członkini Rady Edukacji. 

- reklama -