Krótka rzecz o języku i lokalnym patriotyzmie

0
87
fot. arch. GC
- reklama -

Czy patriotyzm lokalny może być uzupełnieniem patriotyzmu narodowego, czy też stanowi dla niego zagrożenie? Pytanie jeszcze niedawno wydawało mi się łatwe, proste, wręcz retoryczne. Myliłem się jednak – wspominając o inicjatywie odtworzenia flagi Księstwa Cieszyńskiego nie spodziewałem się, że pomysł wzbudzi kontrowersje, a jego autorzy porównywani będą wręcz do antypolskich separatystów.

Według pierwotnego planu ten tekst miał zaczynać się zupełnie inaczej, o wspomnianej fladze nie miało być nic – temat wydał mi się już opisany i zamknięty. Tym bardziej, że nowym tematem mocno zainspirował mnie jeden z czytelników. Był on chyba nieco zawiedziony jednym z tekstów więc zarzucił mi, że pisząc o potrzebie intensywnej promocji miasta i regionu, szafuję ogólnikami. Jakieś konkrety! Pomysły! Mięso! – domagał się. Nie jestem wprawdzie urzędnikiem odpowiedzialnym za promocję lecz, niesiony ambicją, zacząłem główkować. Czytelników nie wypada przecież zawodzić. Zrobiłem sobie zagadkę, taki swoisty test na pamięć. Temat testu brzmiał: z czym kojarzył mi się Cieszyn zanim tu przyjechałem i kiedy był dla mnie tylko jedną z tysiąca kropek na mapie? Odpowiedź niektórym wyda się pewnie dziwna – kojarzył mi się z literaturą. 

- reklama -

Pierwsze skojarzenie, związane jeszcze z czasami licealnymi, związane jest z Przybosiem i awangardą cieszyńską. Już na studiach, kiedy chęć poznawania świata wykroczyła poza obszar rejestrowania wszystkich możliwych wyników piłkarskich, testowania tanich alkoholi i zapamiętywania imion dziewczyn, zainteresowałem się współczesną poezją. Pamiętam moje zdumienie, kiedy zorientowałem się, że dwóch współczesnych poetów z prywatnego folderu o nazwie “ulubione” pochodzi z tego samego miasta. Potem dowiedziałem się jeszcze o tradycjach drukarskich, fenomenalnej Książnicy Cieszyńskiej, o Filipowiczu, Konopnickiej – która przecież pomieszkiwała w Cieszynie. Gdyby rozejrzeć się po okolicy, można śmiało poszerzyć listę o Morcinka, Pilcha, Zofię Kossak-Szczucką… Całkiem pokaźna lista – z pewnością niepełna, dam sobie rękę uciąć, że o kilku gigantach literatury po prostu zapomniałem. Czy jest w Polsce jeszcze jakieś miasto o podobnych gabarytach, które może pochwalić się tak pokaźnym panteonem literackich bogów? Nie sądzę. Marka “Cieszyn” oznacza w świecie literackim najwyższą jakość i tu widzę ogromny potencjał do zagospodarowania. Potencjał zarówno marketingowy, jak i turystyczny – oczyma wyobraźni widzę bowiem tematyczne trasy turystyczne śladami orłów polskiej literatury, widzę grupy turystów, co najważniejsze – turystów świadomych, dociekliwych, nie tych, sikających w pijackiej malignie pod Florianem…

To jednak nie koniec cieszyńskich zaskoczeń w moim życiu. Kiedy bowiem zakotwiczyłem tu na dłużej, szybko zetknąłem się ze specyfiką tutejszego języka. Nie spodziewałem się zupełnie, że aż tyle osób mówi “po naszymu”. Mową, która – nie okłamujmy się – daleka jest od literackiej polszczyzny. I nagła refleksja – przecież wiele postaci z wyżej wymienionego panteonu literackich bogów stykało się z tą mową, wychowało i wyrastało z niej. Być może stosowało ją w codziennym życiu?

Z życiem jest trochę jak z literaturą – uwielbia paradoksy, uwielbia zwroty akcji. Inicjatorzy odtworzenia flagi Księstwa Cieszyńskiego planują, poprzez podobne działania, kreowanie pewnej marki regionalnej, aby stworzyć nasz region bardziej rozpoznawalnym i przyciągnąć nad Olzę wspomnianych już turystów świadomych – zainteresowanych unikatową tradycją, historią, zabytkami. Tymczasem akcja skręciła niespodziewanie w stronę poważnej debaty historycznej. Życie jest jak literatura – lubi, od czasu do czasu, nakarmić się absurdem. Dość absurdalny jest przecież podchwycenie pomysłu nie przez mitycznych separatystów (którzy, jeśli są, to milczą), lecz tych, bojących się separatystów. Przypomina mi to dość zabawną historię z czasów licealnych, kiedy gościliśmy na wymianie Czechów. Nauczycielka-panikara non-stop, histerycznie, tłoczyła nam do głowy, abyśmy w rozmowach uważali na słowo “szukać”. Ten niewinny czasownik powtórzyła tyle razy, tak mocno wrył nam się w głowę, że chyba każdy z uczniów, zupełnie przypadkowo i odruchowo przynajmniej raz zaliczył językowe faux-pas. Nieprzypadkowo to ci, którzy mają paniczny strach przed duchami, najczęściej je wywołują…

Patriotyzm regionalny i przywiązanie do lokalnej tradycji jest w Polsce czymś normalnym. Co więcej – niektóre regiony robią z tego całkiem niezły biznes – posłużę się chociażby przykładem Podhala. Tu natomiast nie wolno – słyszę nieraz – bo Cieszyn jest przecież taki specyficzny. Dlatego zrobiło mi się jakoś strasznie Was (nas?), mieszkańcy Cieszyna, żal. Gdzie indziej można bowiem do woli puszyć się spuścizną historyczną małej ojczyzny, tutaj natomiast lepiej nie – bo historia była skomplikowana i lepiej tego nie tykać. To dość smutne.

Znam wielu mieszkańców Cieszyna, którzy w codziennych kontaktach często godoją po naszymu. Myślę, że w przypadku miejscowych literackich bogów było podobnie. Nie przeszkadzało im to jednak używać pięknej i kwiecistej polszczyzny, wzbogacać jej dorobek wybitnymi dziełami literackimi. Godka po naszymu nie wadzi się z językiem polskim. Podobnie jest też z patriotyzmem – można z podobną intensywnością kochać swoją małą i dużą ojczyznę.

- reklama -

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here