W czerwcu będziemy decydować o Europie

0
287
- reklama -

Już w czerwcu zdecydujemy kto będzie nas reprezentować w nowej kadencji Europarlamentu, najważniejszej instytucji Unii Europejskiej. Wyjątkowość nadchodzących wyborów europejskich podkreśla również pewien jubileusz – w maju bowiem mija 20. lat od wejścia Polski do Unii Europejskiej.

Choć wybory do Europarlamentu nie rozpalają nigdy tak wielkich emocji, jakie zwykle towarzyszą wyborom prezydenckim czy krajowym wyborom parlamentarnym, to jednak warto mieć świadomość ich istotności. Obecność Polski w strukturach europejskich oznacza bowiem, że decyzje zapadające w Strasburgu oraz Brukseli mają pierwszorzędne znaczenie dla niemal każdej przestrzeni naszego życia. Zwykle bowiem zerkamy do Strasburga i Brukseli z pewnego oddalenia, i często towarzyszy nam wrażenie znikomej indywidualnej sprawczości – myślimy po prostu, że niewiele albo zgoła nic od nas nie zależy. Czasami więc warto głębiej zastanowić się nad funkcjonowaniem instytucji, która od dwóch dekad zapewnia europejską stabilność.
O tym, jak wygląda budynek Parlamentu Europejskiego w Brukseli oraz aktywność europosłów od czasu do czasu mają okazję przekonać się wyborcy. Każdy z europosłów bowiem ma możliwość zaproszenia mieszkańców na wizytę studyjną. Na zaproszenie posła ze Śląska Cieszyńskiego – Jana Olbrychta, który w europarlamentarnych ławach zasiada od 20 lat – w Brukseli gościła kilkudziesięcioosobowa grupa wyborców z naszego regionu, w tym również redakcja „Tramwaju Cieszyńskiego”.  
O codziennej pracy, wyzwaniach stojących przed politykami różnych frakcji, wchodzących w skład Parlamentu Europejskiego, o wielodniowych negocjacjach, pracy Komisji Europejskiej, wreszcie o regularnych podróżach pomiędzy Strasburgiem i Brukselą z europosłem rozmawialiśmy w budynku mieszczącym się w stolicy Belgii, gdzie europosłowie spędzają większość czasu. Bo choć główną siedzibą parlamentu jest Strasburg, a Bruksela jest jedynie „zapasową”, to jednak w niej europarlamentarzyści przebywają 3 tygodnie, a tylko tydzień w Strasburgu. – W nowym układzie, który wynika z ostatniego traktatu trzonem decyzyjnym są premierzy, czyli Rada Europejska. Rada stała się unijną instytucją, wcześniej była jedynie spotkaniem premierów, na tzw. szczycie. Obecnie ta instytucja ma również swój budynek. Premierzy podejmują decyzje jednomyślnie, a to oznacza, że tak długo rozmawiają ze sobą, aż przewodniczący na pytanie czy wszyscy się zgadzają, usłyszy odpowiedź potwierdzającą. Premierzy siedzą w sali przy okrągłym stole, wśród nich przewodniczący, i muszą dojść do pewnego porozumienia. I nikt im nie towarzyszy – żadnych doradców, ambasadorów itd. Każda decyzja zapada w obecności premierów – przyznaje Jan Olbrycht. Dopiero później podjęte przez głowy państw decyzje trafiają do ministrów, którzy zaczynają nad nimi pracę z Europarlamentem. 
Europoseł z Cieszyna dzielił się również refleksjami związanymi z codziennym funkcjonowaniem polityków europejskich i motywacjami, jakimi kierują się przy wyborze takiej funkcji społecznej. 
Europosłowie dzielą się na kilka grup. Pierwsza z nich to ludzie, którzy pełnili już różne funkcje, i  pojawiają się tutaj na finał swojej kariery – to często byli premierzy i ministrowie, byli marszałkowie, burmistrzowie czy prezydenci miast. Ze względu na swoją wcześniejszą aktywność znają bardzo wielu ludzi. Dlatego nie muszą tworzyć od początku siatki znajomości. I bynajmniej nie są to ludzie, którzy przyjeżdżają do Parlamentu Europejskiego na emeryturę.
Druga grupa to młodzi ludzie, początkujący politycy, którzy przychodzą do Europarlamentu, aby nabrać trochę ogłady, wyrobić sobie znajomości i dopiero ruszać w dalszą karierę, jako np. ministrowie. To z ich strony przemyślana decyzja i strategia. Trzecia grupa to ludzie, którzy są tutaj wysyłani na emeryturę, to wprawdzie niewielka grupa, ale jednak jest obecna, to czasami politycy, których ktoś chce się pozbyć z kraju – mówi Jan Olbrycht. 
Już wkrótce przekonamy się jaki układ sił będzie dominować w przyszłej kadencji Parlamentu Europejskiego, ponieważ wybory na kolejne 5 lat zaplanowano we wszystkich krajach unijnych na początek czerwca. Przed przyszłymi parlamentarzystami mnóstwo zadań, związanych z codziennym funkcjonowaniem europejskiej wspólnoty. Coraz częściej zresztą padają pytania, jak długo ta wspólnota ma szansę przetrwać w znanym nam wszystkim kształcie, bo niemal każdego dnia słyszymy głosy sceptyków, wątpiących w sens jej istnienia. 
Najbliższe wybory zadecydują o całym systemie, w jakim będziemy wkrótce funkcjonować. Te wybory, tak naprawdę, są starciem głównych sił politycznych w Europie, walczą ze sobą socjaliści, chadecy, zieloni, liberałowie itd. Po czerwcowych wyborach wszystkie partie przyjadą do budynku Europarlamentu i zaczną liczyć, ile mają głosów. A później będą przyłączać się do poszczególnych frakcji, tworzących polityczny pejzaż Europarlamentu. Frakcja, która otrzyma najwięcej głosów, ma największe wpływy w instytucjach, a ponadto przejmuje Komisję Europejską  – tłumaczy europoseł ze Śląska Cieszyńskiego, dla którego obecna, dobiegająca kadencja jest ostatnią w politycznej karierze.
Co więcej, nadchodzące wybory zmienią najpewniej klasyczny podział na prawicę, lewicę czy centrum. W obecnym Europarlamencie zasiada najwięcej posłów z chadecji oraz socjalistów, jednak wszyscy spodziewają się rosnącej ilości populistów. I choć raczej nie staną się siłą przeważającą, to jednak mogą stworzyć mocną frakcję. I przypuszczalnie podział w nowym Europarlamencie będzie przebiegać na linii ugrupowania proeuropejskie i antyeuropejskie, antyrosyjskie i prorosyjskie. 
O tym, kto będzie reprezentować nasz kraj oraz region, zadecydujemy w wyborach, które odbędą się 9 czerwca tego roku.
 
 
- reklama -