Miasta transgraniczne jako laboratorium Europy

0
566
- reklama -

Teoretycznie rzecz biorąc, europejska historia to marzenie: państwa narodowe porzucają swoje imperialne i ekspansjonistyczne cele, zmieniają swój centryzm i samowystarczalność we własnych granicach, aby zjednoczyć się i współistnieć w jednej europejskiej rodzinie narodów. I nie ma wątpliwości, że osiągnięcia w tym zakresie są widoczne. Chociaż Unii Europejskiej można zarzucić wiele rzeczy, od niezrozumiałych i wadliwych procesów demokratycznych i bezsensownych przepisów po zagmatwaną politykę wewnętrzną i zagraniczną, która jest zbyt silna dla jednych i zbyt słaba dla innych, trudno jest naprawdę oskarżyć europejski eksperyment o porażkę.

Unia Europejska jest nie tylko – jak to uznał Komitet Noblowski – generatorem „pokoju i pojednania, demokracji i praw człowieka w Europie” (choć jednocześnie nie docenia się transformacyjnego momentu integracji byłych krajów socjalistycznych z Unią Europejską i tego, jak radykalnie zmniejszyła ona podział między Wschodem a Zachodem), ale już wywarła znaczący wpływ na codzienne życie znacznej liczby Europejczyków. Coraz więcej młodych ludzi studiuje za granicą, przynajmniej przez pewien czas, istnieje wiele wielonarodowych związków romantycznych i wielojęzycznych rodzin, a stosunki pracy również stają się coraz bardziej umiędzynarodowione. Nie zapominajmy również o tym, że coraz większa liczba ludności Unii Europejskiej posługuje się językiem obcym i że główne lub największe miasta w Europie stają się coraz bardziej do siebie podobne, a życie w nich coraz bardziej porównywalne, zarówno pod względem gospodarczym, jak i kulturowym. Miasta te stają się w coraz mniejszym stopniu ośrodkami narodowymi, a w coraz większym europejskimi.
Niestety, poza stolicami ta wspólna Europa jest znacznie mniej widoczna. A im bardziej cofamy się w kierunku obrzeży krajów, tym bardziej Europa staje się odległa, a państwo narodowe bardziej dostrzegalne. Chociaż zdecydowana większość państw członkowskich jest już połączona w ramach strefy Schengen, a granice państwowe są równie łatwe do przekroczenia jak granice poszczególnych gmin krajowych, realia w terenie nie są jeszcze wciąż tak naprawdę wspólne. Na granicy jeden kraj nadal się kończy, a drugi zaczyna, bez żadnej strefy pośredniej lub miękkiej granicy między nimi. Schengen rzeczywiście otworzył przejścia graniczne, ale tak naprawdę nie poprawił życia w obszarze przygranicznym, ponieważ nie zintegrował terytoriów przygranicznych w żadnym stopniu ani nie umożliwił mu optymalnego funkcjonowania ponad granicami. Sprzeczne systemy prawne, brak instytucji transgranicznych, trudności w finansowaniu transgranicznych usług i inwestycji infrastrukturalnych, otwierania przedsiębiorstw i zmiany stałego adresu (patrz też ramkę) pokazują, że Unia Europejska nie jest tak naprawdę bytem terytorialnym, ale istnieje jako połączenie między państwami narodowymi lub między ich stolicami. Używając metafory: Europa jest połączona jakby lotami samolotowymi, które łączą duże miasta ze sobą, a nie koleją, która przebiegałaby przez całe jej terytorium. To ostatnie wymagałoby wysiłku w planowaniu, strategicznego zaangażowania w realizację infrastruktury materialnej, instytucjonalnej i społecznej – wysiłku, który tak naprawdę nigdy nie został podjęty. To właśnie brak strategicznych polityk na poziomie europejskim sprawia, że obszary przygraniczne wciąż pozostają na poziomie peryferii, a zgodnie z badaniem Eurostatu, obszary przygraniczne, zarówno wewnętrzne, jak i zewnętrzne, „często osiągają gorsze wyniki gospodarcze, a dostęp do usług publicznych (takich jak szpitale czy uniwersytety) jest ogólnie gorszy w regionach przygranicznych”. Jest to dość problematyczne, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, że trudno jest przejechać więcej niż kilka godzin przez Europę bez natknięcia się na granicę. Według niektórych statystyk, około jedna trzecia wszystkich obywateli Unii Europejskiej mieszka na obszarach, które można uznać za przygraniczne.
 

I wszelkiego rodzaju małe dziwaczne rzeczy, takie jak specjalne rozporządzenie, na mocy którego wszyscy zmotoryzowani mieszkańcy Włoch muszą mieć zarejestrowany samochód we Włoszech, co oznacza dla mnie konieczność przeprowadzenia całej papierkowej roboty, jeśli jedynie przeprowadzę się zaledwie dwieście metrów dalej na zachód; lub odyseja, którą list musi przejść, aby dostać się z urzędu pocztowego w Nova Gorica, przez Lublanę i Florencję, aby dotrzeć do urzędu pocztowego w Gorycji. – Miha Kosovel

Wobec braku ogólnoeuropejskiej polityki na rzecz transgranicznego współistnienia i współpracy na szczeblu lokalnym, wszelkie takie działania są zawsze sprawą dwóch krajów, dwóch stolic, które najczęściej nie mają ani wiedzy, ani zrozumienia specyfiki życia na obszarze przygranicznym. To właśnie widzieliśmy podczas epidemii COVID-19, kiedy z dnia na dzień, dosłownie w ciągu jednej nocy na wznowionej nagle granicy, która była tak samo strzeżona jak od lat 50. ubiegłego wieku, powstało ogrodzenie. W przypadku Novej Goricy i Gorizii oznaczało to przecięcie wspólnej przestrzeni życiowej na dwie części. W przeciwieństwie do granicy słoweńsko-austriackiej, gdzie migracja jest generalnie jednokierunkowa, na obszarze między dwoma Gorycjami bardzo duża część populacji regularnie migruje w obu kierunkach. Wielu Włochów ma firmy w Słowenii, wielu Słoweńców ma dzieci w szkołach we Włoszech, a przede wszystkim wszyscy regularnie przekraczają granicę, aby robić zakupy, uprawiać sport, korzystać z restauracji i pubów również z mieszkań i lokali użytkowych mieszkańcy obydwu miast korzystają na całym obszarze po obydwu stronach granicy. Obszar, który z każdym rokiem jest coraz bardziej traktowany – i tak też zamieszkany – jako jedna całość, został nagle nierealistycznie ponownie podzielony między dwa kraje.
 
Adaptacja
 
Granica sama w sobie jest w tym rozumowania swojego rodzaju końcem, dyskontynuacją w przestrzeni, zarówno w oczach Unii jak i państwa. 
Jest to jednak sprzeczne z intuicją ludzi, którzy tu mieszkają, którzy postrzegają granicę nie tylko jako koniec czegoś, ale jako specyficzną przestrzeń – a nawet wręcz tożsamość – która oferuje wyjątkowe, zróżnicowane i bogate życie – który jednak trzeba odpowiednio poznać, aby umieć w nim żyć. Ale aby ta wiedza nie była tylko sprawą poszczególnej jednostki, lecz była dostępna dla wszystkich, którzy mieszkają w tej przestrzeni lub ją odwiedzają, i aby stanowiła ustalony proces, na którym możemy budować wspólne instytucje, planowanie urbanistyczne, systemy edukacji i opieki zdrowotnej, które pozwolą nam zbudować wspólną infrastrukturę i które przydadzą się, gdy zorganizujemy koncert na granicy lub zbudujemy tam budynek, musimy jeszcze stworzyć, a właściwie wymyślić tę przestrzeń graniczną.
 
 
Co mam przez to na myśli?
 
Weźmy banalny przykład: piszę pracę magisterską w bibliotece w Novej Goricy, ale potrzebuję literatury z biblioteki po drugiej stronie granicy. Kiedy kontynuuję tam pisanie, a bateria w moim laptopie się wyczerpuje, zdaję sobie sprawę, że gniazdko ma inny standard i nie mogę naładować komputera. Gniazdko uczyniło mnie obcym. Ale gdybym miał adapter, mógłbym poruszać się z komputerem bez obaw, ponieważ każde gniazdko by się do tego nadawało. Adapter zamieniłby dwie przestrzenie w jedną. A gdyby każdy zawsze miał adapter w kieszeni, powoli zapomnielibyśmy, że istnieją dwa różne systemy gniazdek.
W tym sensie adapter (pomysł zawdzięczam Antonowi Špacapanowi, Luce Chinaglii i Evie Sušnik, którzy opracowali go już przede mną) jest metaforą tworzenia przestrzeni transgranicznej. To pomysł, który został wypracowany po to, aby pomagać pokonywać granice. Takie adaptery to nie tylko wynalazki techniczne, ale także społeczne, prawne i inne. Wobec braku rozwiązań odgórnych, takie adaptery są wymyślane na poziomie lokalnym.
Aglomeracja Gorycji nie jest w tym osamotniona. W Europie istnieje około 35 takich transgranicznych miast bliźniaczych, z których dobra połowa znajduje się na wewnętrznych granicach Unii Europejskiej. Te ostatnie w ciągu ostatnich dziesięcioleci szybko wymyślały sposoby wspólnego życia jako obywatele na poziomie lokalnym. Był to jeden z impulsów do stworzenia projektu Transbordering laboratory, który rozpoczęliśmy półtora roku temu wraz z kolegami z polsko-niemieckiej aglomeracji Frankfurt nad Odrą-Słubice i estońsko-łotewskiej aglomeracji Valga-Valka. Przekraczając granicę i integrując się z drugą stroną, musimy wykazać się inwencją, ponieważ wkraczamy na nieodkryte terytorium, nowo odkryty obszar „ziemi pomiędzy”, który nie ma jeszcze ustalonego sposobu istnienia. Łączenie się z innymi miastami, innymi osobami, grupami, organizacjami i instytucjami poprzez proces wzajemnego uczenia się od siebie nawzajem tworzy zbiór wiedzy, która ułatwia poruszanie się po tej niezdefiniowanej przestrzeni. Laboratorium nie jest arbitralną etykietą: podobnie jak w laboratoriach dochodzimy do wspólnej wiedzy poprzez pewne procesy i eksperymenty, tak w transgranicznych miastach bliźniaczych uczymy się tworzyć funkcjonalne społeczności transgraniczne i dzielić się tą wiedzą z innymi. Suma tej wiedzy, owych adapterów, mogłaby stać się polityką europejską, która pozwoliłaby na integrację terytoriów przygranicznych w jej ramach, omijając w ten sposób procesy peryferyzacji. Jeśli sama struktura państwa narodowego, grawitująca wokół stolicy, tworzy peryferie na jego obrzeżach, to właśnie na obrzeżach Europa jest obecnie wymyślana na nowo w praktyce – lokalne instytucje transgraniczne stają się de facto instytucjami europejskimi, ponieważ nie zważając na to, że są lokalne, wykraczają poza same państwa narodowe. Europa odradza się na marginesach.
Niewątpliwie jednym z powodów, dla których nacjonalizm i szowinizm tak uporczywie powracają do dyskursu publicznego, jest właśnie brak pozytywnych przykładów integracji europejskiej. Unia Europejska często utożsamiana jest z bogatą, wykształconą, „kosmopolityczną” klasą wielkich ośrodków miejskich, podczas gdy poza nimi ma znajdować się opuszczony naród, pozbawiony obecnie państwa narodowego. Dlatego właśnie na obszarach peryferyjnych, przygranicznych, ważne jest, aby afirmować Europę, poważnie potraktować misję zjednoczenia Europy i wymyślić ją tutaj na nowo. Nie musimy sprowadzać Europy tutaj, musimy ją tutaj praktykować, a Europa musi przenieść nasze lokalne praktyki na poziom Unii.
Właśnie to zadanie od początku postrzegałem jako podstawową misję projektu Nova Gorica-Gorizia 2025 – Europejska Stolica Kultury (ESK). Powinno ono być zorientowane na problem i poprzez zaangażowanie kulturalne ustanowić i zaprezentować praktyki tworzenia transgranicznej aglomeracji, która będzie pomocą dla innych podobnych miast i otuchą dla tych obszarów, które obecnie zmagają się z zamkniętymi i silnie strzeżonymi granicami. Jeśli program ESK pozostanie jedynie wspaniały i interesujący sam w sobie, a my nie wywiążemy się z tego zadania, wówczas ESK nie będzie prawdziwym sukcesem.
 
Miha Kosovel jest redaktorem magazynu „Razpotja”, mieszka w Novej Goricy
 

Niniejszy tekst jest publikowany w ramach serii tekstów wg programu „Nova Gorica 2025”, która koncentruje się na rozwoju przestrzennym Nowej Goricy. Seria jest redagowana przez architektkę Evę Sušnik we współpracy z zespołem redakcyjnym magazynu Outsider w krytycznym okresie przygotowań do projektu Europejskiej Stolicy Kultury GO! 2025.

tłumaczenie z języka słoweńskiego – Nikodem Szczygłowski

- reklama -

Tekst w oryginale jest dostępny tutaj:

https://outsider.si/miha-kosovel-cezmejna-mesta-kot-laboratorij-evrope/?fbclid=IwAR1V22gKfH_cF050sBhOwWGHQjEZFomHFvrtgoWK_gCrluhP4_Pqvdys8ZM