Budujemy mosty dla…

0
343
Most Jubileuszowy im. cesarza Franciszka Józefa. Źródło: Fotopolska.eu
- reklama -

Od wiek wieków osady, które z czasem przerodziły się w miasta, powstawały – jak tylko sprzyjały ku temu warunki – w pobliżu rzek. Ciek wodny stwarzał możliwości transportowe, dostarczał też pożywienia w postaci ryb i wszelkiej innej fauny tam żyjącej. Niekoniecznie bywał źródłem wody pitnej.

Rzeka najczęściej traktowana była także jako kanalizacja i to do niej trafiały wszelkie nieczystości. Jeśli więc nasza osada była pierwszą w pobliżu źródła, można było zaryzykować spożycie tej wody. Natomiast jeśli zamieszkaliśmy okolice ujścia rzeki to napicie się mogło skutkować koniecznością pilnej wizyty w latrynie, z której nieczystości płynęły z wodnym nurtem do kolejnej wsi. Rzeka pełniła także funkcję obronną, bo przecież o wiele trudniej jest napaść na osadę zlokalizowaną za zaporą wodną. Jednak przysparzało to również problemów w momencie, gdy to mieszkańcy chcieli przejść na drugą stronę. I tak oto pojawia się nasz dzisiejszy bohater, czyli most. Znanych mostów jest wiele – wystarczy wspomnieć o praskim moście Karola, czy też Tower Bridge w Londynie. Każdy ma bogatą historię i jest tłumnie odwiedzany przez turystów. Cieszyn nie jest wyjątkiem w tej materii. Założony nad rzeką, również potrzebował możliwości przedostania się z jednego jej brzegu na drugi. A że mosty w pewnym momencie zyskały statut przejścia granicznego, przeprawa przez rzekę nabrała międzynarodowej rangi. Każdy mieszkaniec stolicy Księstwa i okolic zna cieszyńskie mosty. Czy wszystkie?
Najbardziej znanym jest Most Przyjaźni, usytuowany w pobliżu cieszyńskiego zamku. Jego lokalizacja jest najstarszą ze wszystkich, ale sama konstrukcja tego obiektu, którą znamy współcześnie, pochodzi z lat 50. XX wieku. By dostać się od strony zachodniej do Cieszyna, dawniej używano brodu, czyli obniżenia terenu i zarazem poziomu wody, co umożliwiało przejście. Drewniany most wzniesiono w tej okolicy najprawdopodobniej w XV wieku i nosił nazwę: Długi. Powodzie uszkadzały lub całkowicie niszczyły kolejne, wznoszone przeprawy. Zmieniała się także nazwa mostu na: Solny, Główny, Zamkowy. W czasie II wojny światowej konstrukcje wysadzano, zwiastując wejście kolejnych armii: najpierw niemieckiej, później radzieckiej. W latach 50. zbudowano żelbetową konstrukcję, stojącą do dziś, i tak oto powstał Most Przyjaźni. Kogo ta przyjaźń miała dotyczyć, mało kto już wnika, ale nazwa pozostała. Od 1920 roku na przyczółkach stanęły budki strażnicze i most stał się granicznym traktem – z przerwą na lata 1938-1945. Okazał się też barierą, z powodu której przestał kursować cieszyński tramwaj. Dziś miejsce to znów bardziej łączy niż dzieli. Budki strażników zniknęły, a sam most, poza funkcją transportową, pełni też rolę atrakcji turystycznej, bo mało kto potrafi oprzeć się pokusie zrobienia sobie zdjęcia, stojąc jedną nogą w Polsce, a drugą w Czechach.
Z miejsca, w którym zaczęliśmy nasz trip, podążyliśmy w stronę granicy miasta w Błogocicach. Za naszymi plecami pozostał w granicach miasta jeszcze jeden most na Olzie. Mowa o przeprawie kolejowej, której ciekawą historię przypomnimy jednak przy innej okazji. Na razie cofnijmy się w czasie do, nie tak odległych, lat 70. i 80. ubiegłego wieku, w których było jeszcze możliwe przekroczenie Olzy kładką u wylotu ul. Młyńska Brama. Została ona wybudowana końcem XIX wieku i nosiła imię swojego konstruktora – Ludwiga Kametza. Kładka miała pecha do powodzi, raz po raz wezbrane wody Olzy uszkadzały konstrukcję, co uniemożliwiało przejście przez rzekę w tym miejscu, czasami nawet na kilka lat. Kładka po kolejnych remontach zmieniała także swoją zwyczajową nazwę. W czasie wojny cieszyniacy nazywali to miejsce mostem wojennym, a niektórzy przechodzili przez most u Gorola. W 1972 roku konstrukcja, wzniesiona przez Armię Czechosłowacką jako prowizorka, która jak wiadomo trzyma się najdłużej, została porwana przez powódź aż do Karwiny. Odbudowaną kładkę rozebrano ostatecznie w 1982 roku, by ograniczyć ilość przejść granicznych, wykorzystywanych zazwyczaj do przemytu. Po zmianie ustroju, w obu miastach nad Olzą, były podejmowane próby budowy mostu w tej lokalizacji. Pamiętamy pokaźnych rozmiarów bilbord po polskiej stronie, ukazujący wizualizację przeprawy, jednak do dziś przejście rzeki w tym miejscu suchą stopą jest niemożliwe. Chyba że stan wody jest wyjątkowo niski, a dodatkowo dobrze radzimy sobie z przeskakiwaniem z kamienia na kamień.
Od nieistniejącej już kładki Kametza niedaleko do następnej, funkcjonującej przeprawy, czyli Mostu Wolności. Pierwotnie miejsce to nosiło nazwę Mostu Jubileuszowego, bo – jak nietrudno zgadnąć – został wzniesiony w jubileuszowym czasie. Cała monarchia austro-węgierska w 1903 roku obchodziła 55-lecie rządów cesarza Franciszka Józefa. Z tej okazji w Cieszynie wzniesiono most, który miał skomunikować centrum z prężnie rozwijającą się nową dzielnicą miasta za rzeką – dzisiejszym Czeskim Cieszynem. Przeprawa przetrwała w swej pierwotnej formie do 1939 roku, kiedy to polscy żołnierze most wysadzili. Obiekt został odbudowany, po czym Niemcy powtórzyli wcześniejszy scenariusz, niszcząc most na wieść o zbliżającej się Armii Czerwonej. Po raz kolejny konstrukcję odbudowano i pełniła swoją rolę do tragicznego 1970 roku, gdy wielka powódź zmyła obiekt i odebrała życie pięciu strażakom, usiłującym go ratować przed żywiołem. Do dziś, w rocznicę tego wydarzenia, strażacy z polskiej i czeskiej strony spotykają się w tym miejscu, by upamiętnić swoich druhów, tworząc efektownie wyglądający most wodny.
Większość mieszkańców Cieszyna, zapytanych o mosty na Olzie, wspomni jeszcze sportową kładkę w Lasku Miejskim wybudowaną w 2012 roku. I na tym koniec. Kompletnemu zapomnieniu uległa jeszcze jedna możliwość przeprawy, która istniała do lat 90.! Chodzi o most przy ul. Trzynieckiej, niedaleko tzw. III Jazu. Budowa tego obiektu umożliwiła komunikację osobnej niegdyś wsi Błogocice z Sibicą, i dalej Trzyńcem. Jak wszystkie cieszyńskie przeprawy, od powstania w XIX wieku, notorycznie uszkadzana była przez powodzie. Tak, jak i inne, kładka ta wysadzona została w 1939 roku. Dziś niestety po tej przeprawie nie ma już śladu, a tuż obok wznosi się nowoczesny wiadukt wiodący do Trzyńca.
Rzeki nierzadko wyznaczały początek miasta, a ich obecność wiązała się z wieloma korzyściami. Największym problemem było ich pokonywanie, ale tutaj z pomocą przychodziły mosty. Nie raz niszczone czy to przez naturę czy człowieka, po odbudowaniu umożliwiają komunikację do dziś. Może w Cieszynie nie mamy zabytku na miarę Mostu Karola, ale dzieje cieszyńskich przepraw są złożone i bardzo ciekawe, i wciąż wiele pozostaje do odkrycia. Ale to już zupełnie inna historia i szansa na kolejny trip.

Kilka słów o russkietripy.pl

Jesteśmy rodziną, która wyznaje zasadę, że każde wyjście z domu to już trip (czytaj: wyprawa). Wystarczy tylko dobrze się rozejrzeć, by odnaleźć niesamowite miejsca wokół siebie. Relacje z takich wypraw przedstawiamy na naszej stronie, gdzie trafiają się też opowieści o naszych wyprawach w bardziej odległe miejsca. Ale to już zupełnie inna historia.

- reklama -