Grzechy przodków

0
33
fot. arch. prywatne
- reklama -

Po pierwszej powieści pt. „Blizna”, która obraca się wokół tragedii wojennej małej podcieszyńskiej wioski Żywocice, w „Trzeciej terapii” wybrała pani temat o wiele bardziej znany i często eksploatowany, jakim jest obóz koncentracyjny Auschwitz-Birkenau. Mamy ostatnio wysyp powieści z Auschwitz w tytule…

No właśnie. Czasem odnoszę wrażenie, że takie właśnie tytuły mają być gwarancją dobrej sprzedaży książki. Zrezygnowałam z podobnej nazwy, aby być uczciwą wobec czytelnika. Bo moja powieść odnosi się do tego tragicznego miejsca, lecz to nie jest literatura obozowa. Auschwitz to tylko jeden z wątków powieści. Przeszłość przodka, który był esesmanem w obozie koncentracyjnym, rzutuje na samoocenę, poczucie wartości i komfort psychiczny jego córki oraz wnuczki. I wtedy pojawia się ktoś, kto potrafi to umiejętnie wykorzystać do swoich celów. Psychoterapeuta, a może raczej psychopata…

- reklama -

I to ma związek z tytułem „Trzecia terapia”?

Tak. Terapia rozumiana także w przenośni – terapia, która jest raczej pseudo-terapią, bo prowadzi do psychicznego uzależnienia, do manipulacji, a nawet przemocy. Ale zawsze można próbować się uwolnić, stanąć na nowo na własnych nogach, tak jak próbuje to Mathilda, bohaterka mojej powieści.

Jej dziadek esesman jest rzeczywistą postacią?

Nie, wszyscy bohaterowie mojej książki są postaciami fikcyjnymi. Co nie znaczy, że fakty mnie nie interesowały. Wręcz przeciwnie – kilkakrotnie jeździłam do Oświęcimia, konsultowałam się z pracownikami Muzeum Auschwitz-Birkenau, czytałam literaturę nt. załogi obozu. Wszystko po to, aby realnie przedstawić okoliczności służby Wolfganga Taunitza. Dzięki uprzejmości kierownika archiwum, dr Wojciecha Płosy, dowiedziałam się, jak w archiwum można znaleźć materiały dotyczące konkretnego więźnia czy też esesmana z załogi Auschwitz.

Do jakiej „szuflady” włożyłaby pani swoją powieść? To literatura historyczna, obyczajowa…?

Nazywam ją powieścią obyczajowo-psychologiczną, gdzie historia upomina się o swoje. Na rynku księgarskim została zaszeregowana do kategorii literatura piękna polska.

Jest w niej miejsce na miłość, na relacje międzyludzkie?

Cała ta książka jest o relacjach. Mathilda wikła się w toksyczny związek z psychoterapeutą Thomasem, nie zdając sobie sprawy, że zamiast miłości dostaje niezdrowe uzależnienie. Drugi bohater, Grzegorz – nie radzi sobie po tragicznej śmierci żony. Tkwi w niełatwym trójkątnym układzie z matką i z dorastającą córką, jego kolejne związki z kobietami kończą się porażką.

W pewnym momencie życiowe drogi Mathildy i Thomasa się spotykają. Co może mieć wspólnego kobieta z Drezna z mężczyzną zamieszkałym w Oświęcimiu?

W pewnym momencie Mathilda postanowi zmierzyć się z prawdą, poznać szczegóły działalności jej dziadka w obozie koncentracyjnym, chce poznać ciężar jego winy. Grzegorz, który pracuje jako przewodnik w Muzeum Auschwitz, może jej pomóc w dotarciu do informacji.

Tych dwoje połączy „coś więcej”?

W tej powieści nic nie jest takie proste ani oczywiste. Nie będę zdradzała szczegółów, ale relacja Mathildy i Grzegorza jest o wiele bardziej skomplikowana. Układy, w których oboje tkwią i zahamowania, które mają, sprawiają, że boją się

Pani pierwsza powieść „Blizna” jest mocno osadzona na Zaolziu. W „Trzeciej terapii” mamy Oświęcim, Kraków, Drezno. Zaolzia nie ma w tej książce?

Jest, choć faktycznie nie ma ono tu tak wielkiego znaczenia. W „Bliźnie” zaolziańskie Żywocice były sceną, na której rozegrała się tragiczna wojenna historia, w „Trzeciej terapii” pojawia się Zaolzie sielankowe, dokąd człowiek lubi wracać, bo to jest powrót do czasów młodości. Na rodzinną miejscowość jednej z moich bohaterek, matki Grzegorza, wybrałam malowniczą beskidzką wioskę Łomna, którą zapewne zna wielu czytelników „Tramwaju Cieszyńskiego”. Ale nawet w idyllicznej krainie nie sposób uchronić się przed bólem czy nieszczęściem.

Zatoczyliśmy łuk i wracamy na początek naszej rozmowy. Temat zbrodni nazistowskich jakoś głębiej panią interesuje?

Od pewnego czasu tak. Przed dwoma czy trzema laty kilkakrotnie towarzyszyłam w charakterze tłumacza czeskim wycieczkom odwiedzającym Auschwitz-Birkenau. Moje częstsze pobyty w tym miejscu sprawiły, że zaczęłam się zastanawiać nie tylko nad tragedią ofiar obozu, ale także nad losami i rolą członków załogi SS w Auschwitz. W tamtym okresie przeczytałam książkę Tatiany Freidensson „Mój ojciec był nazistą”. Autorce udało się dotrzeć do potomków prominentów nazistowskiej Trzeciej Rzeszy i skłonić ich do opowieści o tym, co względem nich czują. Nienawidzą ich? Usprawiedliwiają? Usuwają ich ze swojej pamięci i świadomości? Reakcje i opowieści były różne. A mnie ta lektura skłoniła do zastanowienia się, jak było – czy też mogło być – w przypadku potomków „zwykłych”, szeregowych esesmanów. I dlatego zaczęłam pisać tę powieść.

Znalazła pani odpowiedź na nurtujące panią pytanie?

Myślę, że nie ma jednej, uniwersalnej odpowiedzi. W Niemczech, gdzie żyje mnóstwo potomków osób aktywnie służących nazistowskiemu reżimowi, wojenna historia przodków nadal jest tematem tabu. Nie mówi się publicznie o tym, że ojciec, dziadek czy pradziadek był w SS i wykonywał takie lub inne zadania. Pytałam o to znajomą pisarkę i lekarkę, która mieszka w Dreźnie. Z racji swojego zawodu obraca się często wśród starych ludzi, którzy wiele pamiętają. Oni nie chcą opowiadać o wojnie, a jeżeli już, to tylko ogólnie. Ale myślę, że ta przeszłość wojenna nadal w ludziach tkwi, że osoby bardziej wrażliwe – takie jak Mathilda i jej matka Ingrid – bohaterki mojej książki – nie czują się dobrze, mając świadomość win swoich przodków.

Danuta Chlupová, dziennikarka „Głosu“ – gazety Polaków w Republice Czeskiej. Mieszka na Zaolziu. Jest autorką dwóch powieści, pisze trzecią.

Trzecia terapia Danuty Chlupowej Wydawnictwa NOVAE RES czeka na naszych czytelników
pod numerem 577 148 965!

- reklama -

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here