Perły architektury Śląska Cieszyńskiego Zamki nad Piotrówką cz.1 Kończyce Małe

0
371
fot. arch. prywatne
- reklama -

Cieszyński Wawel w Kończycach Małych

Historia Kończyc Małych sięga czasów średniowiecznych. Pierwsza pisemna wzmianka o osadzie znajduje się w wykazie wsi płacących dziesięcinę biskupom wrocławskim i pochodzi z roku 1305, kiedy należała jeszcze bezpośrednio do książąt cieszyńskich. Wkrótce jednak majątek trafił w ręce przedstawicieli miejscowej szlachty. To prawdopodobnie oni wznieśli wśród tutejszych mokradeł, nad przepływającą zakolami przez wioskę rzeką Piotrówką, pierwszy, drewniany dwór obronny. 

- reklama -

Pierwotny zamek miał zbudować pod koniec XIV wieku ród Golasowskich. Wiadomo, że w 1560 roku właścicielem dóbr był Jerzy Sedlnicki, o czym świadczy kamienny portal z nadprożem i herbem Odrowąż Sedlinckich. 

W pierwszej połowie XVI wieku właścicielem Kończyc Małych został ród Czelów z Czechowic, jeden z najstarszych w Księstwie Cieszyńskim, pieczętujący się odmianą herbu Kościesza. W miejscu istniejącej warowni Piotr Czela, syn kanclerza księstwa cieszyńskiego Jana Czeli, wraz z żoną Katarzyną z Sedlinckich wzniósł zamek w stylu renesansowym. Nowy budynek wyróżniający się reprezentacyjnym dziedzińcem ozdobionym arkadami, za sprawą którego zyskał nazwę Cieszyńskiego Wawelu, miał podkreślać zamożność właścicieli. Okazały zamek składał się z czterech skrzydeł z dziedzińcem pośrodku. Dwa skrzydła pełniły funkcje mieszkalne, zaś pozostałe tworzyły zabudowania gospodarcze. W narożniku południowo – wschodnim umieszczono bramę wjazdową, do której pierwotnie prowadził most przewieszony nad fosą, okalającą mury zamku. Dodatkowym elementem chroniącym zamek były rozpościerające się mokradła i staw. 

Na początku drugiej połowy XVII wieku Kończyce Małe przeszły na własność rodu Pełków z Nowego Miasta, starej rycerskiej rodziny herbu Pogonia. W ich rękach zamek pozostał prawie do połowy XIX stulecia. Za rządów Jerzego i Maksymilany Osthaus von Bassy zamek utracił swój obronny charakter, zniknęła fosa i most zwodzony, a w ich miejscu utworzono romantyczny ogród w stylu angielskim z okrągłą altaną i fontanną oraz wysadzaną topolami aleją. 

Ostatnimi prywatnymi właścicielami zamku byli – wzbogaceni na dostawach dla wojska podczas wojen napoleońskich – Folwarczni, śląska rodzina chłopska. Jan Andrzej Folwarczny zakupił rezydencję od wdowy po Jerzym Pełce w 1837 roku, a jego syn w 1880 roku dokonał generalnego remontu i przebudowy siedziby. Ostatnią właścicielką zamku była wnuczka Folwarcznego – Hildegarda Wurzian, która opuściła zamek przed wkroczeniem wojsk Armii Czerwonej. 

Działania wojenne z początku 1945 roku spowodowały poważne zniszczenia rezydencji, która dodatkowo została doszczętnie splądrowana. W 1946 roku majątek przejął Skarb Państwa. W 1960 roku dobudowano do dwóch zachowanych trzecie skrzydło mieszczące salę widowiskową. Ostatni generalny remont przeprowadzono w latach 1993-1995. Dziś zamek ma plan o kształcie litery L. Jego mury wzniesiono z kamienia i cegły, zaś dach przykryto dachem mansardowym z lukarnami. Niewątpliwą atrakcją małokończyckiego zamku jest narożna brama przejazdowa z kolebkowo sklepioną sienią. Nad renesansowym portalem wmurowano kamienne płaskorzeźbione nadproże z datą 1560 i herbem Sedlnickich, którym pieczętowała się żona pierwszego z rodu Czelów właściciela Kończyc Małych.

Obecnie Cieszyński Wawel obok hotelu i restauracji mieści Izbę Regionalną, filię Gminnej Biblioteki Publicznej oraz siedziby regionalnych zespołów i stowarzyszeń. 

Legenda o zamku w Konczycach Małych

Dawno, dawno temu, gdy na ziemi byli jeszcze prawdziwi rycerze, a w zamku kończyckim mieszkał Hrabia Rodryg wydarzyła się ta niezwykła historia…

Hrabia był bardzo zamożnym i bogobojnym człowiekiem. Poślubił piękną  Hrabiankę Reginę. Przez pierwsze lata, żyli w zgodzie i szczęściu, bardzo szybko dochowali się potomka.

Pewnego razu Hrabia podjął niezrozumiałą dla wszystkich domowników decyzję, aby wyruszyć do Ziemi Świętej na wyprawę krzyżową. Początkowo Hrabina Regina bardzo rozpaczała, jednak w okolicy znalazło się wielu przystojnych i walecznych rycerzy, którzy postanowili ukoić tęsknotę hrabiny. Cała sytuacja sprawiła, że po tęsknocie Hrabiny za mężem nie pozostało śladu. Hrabina miała tłumy adoratorów, wykorzystujących nieobecność Hrabiego Rodryga. Rycerze stawali w szranki o rękę niewiernej białogłowy, staczali boje i bawili się, nie bacząc na i tak już nadwątloną reputację Reginy. 

Tak upływało życie na zamku, gdzie już prawie wszyscy zapomnieli o Rodrygu.

Pewnego jesiennego poranka, po długiej podróży, Hrabia zawitał do zamku. To, co zastał przeraziło nie tylko jego, ale i całą jego świtę. Rodryg wpadł w szał, pobiegł do komnaty Hrabiny, a tam zastał ją w objęciach innego rycerza. Hrabia wiele się nie namyślał, wziął kuszę i wycelował w stronę Reginy. Strzała ugodziła niewiastę w serce i zabarwiła całą suknię na czerwono. Hrabina skonała. Rodryk w rozpaczy przeklął cały swój ród i popełnił samobójstwo. 

Od tej pory co noc Hrabina w czerwonej sukni przejeżdżała konno drogą wzdłuż stawu, a z kurhanu po drugiej stronie zamku słychać było jęki Hrabiego.

Na przestrzeni wieków wszyscy potomkowie Rodryga i Reginy próbowali ułaskawić los i przeciąć pasmo nieszczęśliwych miłości, które spotykały zamkowych władców. Niestety – bezskutecznie. 

 W XVIII wieku na zamku zamieszkał Hrabia Henryk. Poślubił on piękną i nadobną niewiastę Annę, lecz w żaden sposób nie potrafili być szczęśliwi. Kiedy wydawało się, że nie ma już żadnej nadziei na szczęście, w zamku kończyckim pojawił się Wielki Mistrz Czarnoksięstwa i Magii, czarodziej Zormanus, rodem z Czech. Hrabia Henryk skorzystał ze sposobności i poprosił Wielkiego Maga o radę. Czarnoksiężnik, po jakimś czasie znalazł rozwiązanie hrabiowskich problemów. Henryk, według ścisłych wskazówek Czarodzieja, zbudował w zamku komnatę sypialną, w której każdy, kto choć raz przenocował ze swoją oblubienicą, miał doznać dozgonnego szczęścia i powodzenia w życiu rodzinnym. 

W taki oto sposób, Mag rozwiązał problemy dziedziców zamku i nareszcie klątwa Rodryga przestała działać.

Czasami jednak, w Noc Świętojańską, słychać o północy tętent konia i można dostrzec jak niewierna Regina przeprasza i płacze przy kapliczce, na grobie swego nieszczęsnego męża Rodryga.

(Spisane przez uczestników I pleneru malarsko-rzeźbiarskiego 2004, po osobistym spotkaniu z Magiem Zormanusem w Kończycach Małych)

- reklama -

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here