Szkoła, dziecko i rodzic z niepełnosprawnością

0
9
grafika Spot
- reklama -

Wrzesień jest miesiącem, w którym nasze pociechy rozpoczynają nowy rok szkolny. Obowiązkiem nauczania objęte są zarówno dzieci zdrowe, jak i dzieci z różnego rodzaju niepełnosprawnościami.

Oproblematyce związanej z nauczaniem dzieci i młodzieży, których udziałem są różnorakie dysfunkcje, coraz częściej można przeczytać w prasie, dowiedzieć się z audycji radiowych, czy z programów telewizyjnych.

- reklama -

Mało kto zastanawia się nad tym, jak ma się rzecz w przypadku, kiedy zdrowe dzieci mają niepełnosprawnych rodziców.

Na jakie wsparcie ze strony nauczycieli i szkoły może liczyć niepełnosprawny rodzic?

Czy rodzic z dysfunkcją i jego pociecha są traktowani na równi z dziećmi i ich pełnosprawnymi rodzicami?

Na ile pomocny jest telefon oraz Internet w kontaktach z nauczycielami i szkołą?

Kontakt telefoniczny czy poprzez smsy, to tylko dwie z dostępnych możliwości w komunikowaniu się rodzica z nauczycielem, jest jeszcze poczta elektroniczna oraz stosowany już w większości szkół dziennik elektroniczny.

To dzięki tym udogodnieniom rodzic nie musi odbywać częstych wędrówek do szkoły, a postępy w nauce własnego dziecka śledzi na bieżąco.

Tak jak przy wprowadzaniu w życie nowości, tak i w tym przypadku wśród rodziców, ale również nauczycieli są zwolennicy jak i przeciwnicy. Większość do dziennika elektronicznego ma pozytywne podejście, jest on jednak po części problematyczny w przypadku niektórych niewidomych rodziców, korzystanie z niego bez pomocy osoby widzącej dla niejednego niewidzącego jest nie lada wyzwaniem.

Ile szkół i ilu nauczycieli, tyle różnorakich reakcji, począwszy od ignorowania niepełnosprawności rodzica poprzez subtelną pomoc, wsparcie i współpracę szkoły z rodzicem. Zdarza się jednak i tak, że w niektórych szkołach nauczyciel pozwala sobie na szczególny „nadzór” znacznie przekraczający jego kompetencje nie tylko nad uczniem, ale i rodzicem. Taka sytuacja miała miejsce w jednej z cieszyńskich szkół średnich, gdzie wychowawca wręcz żądał od ucznia zwierzeń na tematy prywatne, daleko wychodzące poza zakres zainteresowań szkoły, kiedy uczeń odmówił zwierzeń zaczęło się szykanowanie, a nadzór nad tym, co robił uczeń był wręcz wojskowy. Wychowawca pozwolił sobie nawet na sugestie, że uczeń wykorzystuje niepełnosprawność rodzica, co było kompletną niedorzecznością i sprawiło, że zarówno rodzic jak i jego pociecha z ulgą opuścili mury szkoły, którą wbrew zapewnieniom nadgorliwego nauczyciela uczeń ukończył wysoko punktowaną maturą.

Jako osoba niepełnosprawna, mająca uczące się dzieci mogłam się przekonać, że takie historie jak ta a także wiele innych nie są wymysłem nadwrażliwych i nadopiekuńczych rodziców, lecz faktycznie mają miejsce. Fakt, iż dwójka z moich dzieci uczyła się, gdy ja byłam osobą pełnosprawną, a kolejne w trakcie mojej niepełnosprawności sprawia, iż mam porównanie w tym temacie.

W relacjach nauczyciel – rodzic – uczeń spotkałam się z prawdziwą współpracą, gdzie moja dysfunkcja nie stanowiła żadnej przeszkody, ale byłam również traktowana lekceważąco, wręcz ignorowano moje zdanie, a moja obecność na wywiadówce sprowadzała się do podpisania listy obecności i zapłacenia składek np. na komitet rodzicielski.

Niewidoma Małgorzata, której córka zdobywa wiedzę w szkole podstawowej poproszona przeze mnie o przybliżenie jej doświadczeń powiedziała: „Nasza córka w tym roku ukończyła czwartą klasę szkoły podstawowej. Ja jestem osobą niewidomą, a mąż jest niedowidzący. Nie zauważamy jednak innego traktowania naszego dziecka z powodu naszej niepełnosprawności.  Ja pojawiam się regularnie w szkole i nauczyciele są poinformowani o naszych problemach – niepełnosprawności.

Uważam jednak, że nie istnieje żadna pomoc w stosunku do rodziców niepełnosprawnych, którzy mają pełnosprawne dzieci. Na przykład, żeby przejrzeć podręczniki córki sama muszę się starać z różnym skutkiem o ich przetworzenie. W klasach 1-3 płaciłam pani, która przeglądała zeszyty naszej córki i tak dalej. Pomagają nam nasi znajomi bądź opłacamy nauczycieli”.

Z moich obserwacji i obserwacji innych niepełnosprawnych rodziców wynika, że w większości przypadków każde nawet drobne uchybienie w nauce bądź w zachowaniu dziecka, którego rodzic jest niepełnosprawny natychmiast zostaje wychwycone przez nauczyciela, aczkolwiek w dobrej wierze niejednokrotnie niepotrzebnie podniesione zostaje do rangi problemu.

Trzeba jednak mieć nadzieję, że w obecnym roku szkolnym, jak i w przyszłych wszystkie dzieci będą tak jak córka Małgosi, traktowane jednakowo, niezależnie od tego, jakich mają rodziców.

- reklama -

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here