Plastikowa pamięć o zmarłych

0
24
fot. arch. TC
- reklama -

„Umarłych wieczność dotąd trwa, dokąd pamięcią się im płaci.”
Wisława Szymborska

Jednak czy ta pamięć musi być konkurencją nagrobnych ozdób? Ozdabiamy pomniki cmentarne dla oczu ludzi, a nie by uczcić zmarłych. Zatapiamy pamięć w plastikowych kwiatach i grających zniczach. Kupcy zacierają ręce, bo dla nich to czas „żniw”, a nam uszczupla się zawartość portfela. Prawdziwy obraz naszej pamięci widać kilka dni po Wszystkich Świętych, w zalegających stosach śmieci. I tak od lat bierzemy udział w wielkim wyścigu próżności i szaleństwie. Tylko po co? Na cmentarze docieramy często zdenerwowani korkami i brakiem miejsc parkingowych. Na koniec przeciskające się tłumy w wąskich chodnikach między grobami powodują, że chcemy uciec. Nic więc dziwnego, że w tym dniu na cmentarzach spędzamy o wiele mniej czasu niż kiedyś. Ważne by zaznaczyć obecność, by rodzina wiedziała, że byliśmy pozostawiając po sobie plastikowy „wiecheć”.

- reklama -

Każdego roku przy okazji Wszystkich Świętych na wysypiska trafiają tony plastikowych zniczy i kwiatów. Jeszcze przed 1 listopada kontenery przy nekropoliach pękają w szwach. Czy nie mamy innego sposobu na uczczenie naszych zmarłych niż zdobienie grobów tonami plastiku?

Moda na plastikowe kwiaty pojawiła się w przestrzeni postkomunistycznej w latach 90 XX wieku. Do Polski przywiozła je pierwsza fala przedsiębiorców z Chin. Ze względu na niskie ceny i trwałość, „inwazyjne”, plastikowe rośliny zaaklimatyzowały się tu na dobre.

Gdy byliśmy dziećmi lubiliśmy Święto Zmarłych. Na cmentarzach spędzało się dużo czasu. Maczaliśmy palce w kolorowych woskach zniczy. Oblepialiśmy je barwnymi warstwami robiąc „rękawiczki”. Na cmentarze wracaliśmy wieczorem podziwiając kolorową łunę i grzejąc się ciepłem zniczy.

Dziś na cmentarzach we Wszystkich Świętych nie przebywa się już tak długo i nie jest już na nich tak ciepło. Nie ma łuny takiej jak kiedyś. Świeczki i otwarte znicze, najczęściej z glinki, zastąpiły coraz to bardziej wymyślne „dzbany” z plastiku. Wielkie niczym kuchenne misy, a tli się w nich tylko wątły ogienek we wkładzie ze sztucznego tworzywa. Nie chodzi jednak tylko o nostalgię za łuną nad cmentarzem. Nie chodzi o ratowanie wspomnień, bo z perspektywy czasu, wiem jak trujące bywały opary z parafiny. Chodzi przede wszystkim o to, że zdobiąc nasze groby coraz to większymi bukietami z plastiku i coraz to większymi „zniczami” w plastikowej oprawie, zaśmiecamy cmentarze i w ogóle środowisko.

Krajobraz po Zaduszkach przypomina ten po bitwie. Śmieci plastikowe, szklane, gliniane – wszystko trafia do jednego kosza i nie jest używane kilkakrotnie, choć w założeniu temu służy. Kompostowniki na cmentarzach to ciągle jeszcze ewenement. Ludzie bronią tych plastikowych ozdób argumentując ekonomią i trwałością. Jednak to bardzo złudne. Nikogo nie przekonają, że pamiętamy o zmarłych bliskich. Ich wątpliwa już na wstępie uroda jest nadzwyczaj nietrwała, za to bardzo długo trwa ich toksyczny rozpad.

- reklama -

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here