Koty chodzą własnymi ścieżkami i królowe też

0
257
- reklama -
 
Turcja – regionalna potęga, która stoi w rozkroku pomiędzy Wschodem i Zachodem, wymykając się schematom, w które chce się ją wcisnąć na wszelkie możliwe sposoby, co miałem okazję obserwować przy okazji wyborów prezydenckich w tym kraju. Mająca swoje problemy: galopującą inflację (a jakże), pogłębiające się ubóstwo, radykalizujący się islam oraz niemniej radykalnych zwolenników świeckiego państwa, na którego straży stoi od dekad armia. Dodajmy do tego mieszankę wpływów i korzeni, a będzie bardziej kolorowo niż na tureckim bazarze. Piszę to z perspektywy człowieka, który nadal mało wie o Turcji, ale wystarczająco, by nie zaczynać tej historii od Odsieczy Wiedeńskiej i rozpisywania się nad sromotną klęską jedynego znanego w Polsce wezyra.
 
A gdybym zaczął tak całkiem niepoważnie: od kota, a nawet wielu. Nie takich, jak u Szymborskiej, które by chodziły po pustym mieszkaniu, zaznaczając swoimi występkami nieobecność pana, chociaż w przypadku kota słowo „pan” jest niezwykle niefortunne. Kot chodzi swoimi ścieżkami, docierając tam, gdzie miękkie łapy go poniosą. Musicie wiedzieć, że koty w Turcji cieszą się niezwykłą estymą bez względu na swoje pochodzenie. Nie trzeba być persem, by być traktowany niczym jakiś pasza. Koty swobodnie chodzą po ogrodach, hotelowych lobby, czy restauracjach. Nikt nie uważa, że są nieproszonymi gośćmi. Mają swoje przywileje. Bo czym można uzasadnić otwarcie hoteli w czasie nieobecności gości dla kotów, by nie zamarzły w czasie zimy?
Drugim krajem, który od zawsze kojarzył mi się z kotami, był starożytny Egipt. To tam koty miały całe swoje miasto – Bubastis, w którym zwierzęta te miały status świętych. Za umyślne spowodowanie śmierci zwierzęcia można było zapłacić własną głową. Nie wiadomo, czy mieszkańcy miasta nie poginęli, handlując zmumifikowanymi zwłokami czworonogów, które dla zysku wcześniej uśmiercili i czy to były ich jedyne przewiny. Faktem jest, że ich upadek przewidział prorok Ezechiel, pisząc: „Młodzieńcy z On i Pi-Beset (Bubastis) polegną od miecza, a miasta te pójdą w niewolę”.
Swoją drogą, koty to nie jedyny wspólny mianownik obu krajów. Byłem niezwykle zaskoczony w Turcji popularnością Kleopatry. Otóż królowa Egiptu z dynastii Ptolomeuszy ma tutaj swoją bramę, plażę, a nawet basen. Jej wizerunek firmuje hotele oraz salony tatuażu. Wiele lokalnych historii o jej obecności w Turcji jest mocno naciąganych, choć najprawdopodobniej tam nastąpiło jej spotkanie z Markiem Antoniuszem w mieście, z którego pochodził święty Paweł.
Dlaczego Kleopatra? A nie żadna inna Turczynka? Jak wyjawiła mi pewna przewodniczka, to przejaw zakompleksienia Turków, którzy nie mogą się poszczycić żadną postacią kobiecą, która byłaby znana również poza granicami kraju. Każdą należałoby wypromować, co nie jest proste. A Kleopatra jest gotowym produktem. O żadnej kobiecie nie napisano tyle. A zaczął już Plutarch: „Piękność jej sama w sobie nie była – jak podają – niezrównana i olśniewająca wzrok ludzki, ale zetknięcie się z nią miało coś zniewalającego. Jej postać, przy ujmującej łatwości w rozmowie i jednocześnie tchnąca z niej jakoś kultura obyczajów, wywoływały swoiste wrażenie. Przyjemny miała już sam głos w rozmowie. A język, jakby jakiś wielostrunny instrument, bez trudu zmieniała na dowolny dialekt. Z niewielu obcymi porozumiewała się za pośrednictwem tłumacza”. O żadnej też nie nakręcono tyle filmów. Nie, nie rzeknę ani słowa o najnowszej produkcji Netflixa. Z nią rozprawili się już sami egiptolodzy.