Historia jednej fotografii DĄB

0
397
- reklama -

Fotografia jest obecna w moim życiu od najmłodszych lat. Najpierw była dziecięca fascynacja sprzętem, później odkrywanie czaru ciemni fotograficznej, poszukiwanie tematów, wreszcie decyzja o życiowej drodze i wybór szkoły, w której trafiłem na wspaniałego człowieka, profesora, fotografa, mojego mentora Piotra Szymona. On zmienił moje myślenie i pomógł odnaleźć się w świecie fotografii. Zacząłem więc bardziej świadomie patrzeć na fotografię, ale również na inne dziedziny sztuki jak film, teatr, malarstwo… Obserwując malarstwo właśnie, a w szczególności impresjonistów pomyślałem, że skoro nie zostałem obdarzony talentem malarskim i nawet szkicu nie potrafię dobrze wykonać, to będę szukał rozwiązania w fotografii. Tak aby dzięki niej jak najbardziej zbliżyć się do malarstwa. Jedną z pierwszych prób stał się cykl „Senny Tokaj”, który próbował wyrazić doświadczenia węgierskiego miasteczka w chwili wielkiej powodzi, gdy odwiedziłem je podczas wyprawy motocyklowej.

Prezentowana fotografia „Dąb” jest pierwszą bardzo świadomą pracą, którą wykonałem w technice fotograficznej mając na myśli impresje…fotograficzne. Historia tej fotografii jest dość zaskakująca, może wręcz wydawać się mało prawdopodobna. Otóż taki obraz… przyśnił mi się którejś nocy, a tuż po przebudzeniu wykonałem bardzo chaotyczny szkic. I od tej chwili myślałem nieustannie gdzie mógłbym taki obraz odnaleźć i stworzyć. Życzliwa pamięć przywołała pola w Zabłociu, które uwielbiam odwiedzać z aparatem, a wśród nich stojące samotnie olbrzymie i piękne drzewo. I już wkrótce
– a był to marzec 2019 roku – spędziłem całe popołudnie, od zachodu słońca aż do pełnej ciemności. Nim nastał kolejny dzień – moja fotografia była już gotowa, by objawić się światu.

Tę fotografię wykonaną przez Mariusza Gruszkę można obejrzeć w Tramwaj Cafe. Do końca wakacji trwa tam bowiem jego autorska ekspozycja, zatytułowana „Archikrajobrazy”, na której jest prezentowanych niemal 30 fotografii.

- reklama -