„Ani polski, ani czeski, TĚŠÍN-CIESZYN europejski!“ cz. 2

0
136
fot. arch. autora
- reklama -

Czas budowania symbolicznych „słupów morowych“ po okresie pandemii koronawirusowej.

SŁUP TRZECI
Ludwig Hohenegger

Moje zainteresowanie tym wybitnym obywatelem miasta Cieszyna rozpoczęło się w czasie, kiedy razem z żoną penetrowaliśmy miejsca, gdzie kiedyś wydobywano cieszynit. Z uwagi na rzadkość występowania cieszynity – obok cieszynianki wiosennej – zaliczyć można do najciekawszych osobliwości przyrodniczych Cieszyna. Nie ma takiego państwa na kontynencie europejskim, gdzie moglibyśmy tę charakterystyczną skałę magmową zobaczyć.
Nazwa cieszynitu wywodzi się od miasta Cieszyna, w okolicach którego skała ta została po raz pierwszy na świecie opisana. Dokonał tego Ludwik Hohenegger, geolog
i inżynier górniczo-hutniczy Komory Cieszyńskiej, autor pierwszej szczegółowej mapy geologicznej Księstwa Cieszyńskiego wydanej w 1861 roku. 
Nagroda przyznawana wybitnym osobistościom, promotorom dobrego imienia naszego regionu w świecie – CIESZYNIT UZNANIA – od tej właśnie skały bierze swoją nazwę. Rozpoczynając uroczystą galę wręczenia nagród nie zapominam wymienić człowieka, bez pracy którego nie byłoby nie tylko cieszynitu, ale wielu rzeczy, które doprowadziły do rozwoju miasta i regionu.
Wprawdzie wyżej wspomniana nagroda oczekuje już na swoją piątą edycję i jest wysoko ceniona przez laureatów, ale nazwisko Ludwika Hoheneggera, odkrywcy tej skały magmowej nadal jeszcze większości obywateli naszego regionu nie jest znane. Proszę mi wierzyć, pytałem wielu ludzi, czasem należących do elity intelektualnej… nic nie słyszeli o tym człowieku.
Nie ma się czemu dziwić. Ten zasłużony dla Cieszyna człowiek miał kiedyś w naszym mieście swoją ulicę (dzisiejsza ul. Praska), jego syn Adolf wybudował na rogu tej ulicy i Saskiej Kępy (dzisiaj Główna) duży reprezentacyjny dom z restauracją i kawiarnią (1878).
Nie ma też grobu Ludwika Hoheneggera. Został pochowany w Cieszynie, na nieistniejącym już dziś cmentarzu przy kościele św. Trójcy. Na jego mogile ustawiono wtedy żeliwny nagrobek wykonany przez Josefa Gawrona z huty w Trzyńcu.
„Zastanawiałem się, gdzie jest grób Hoheneggera. Czy będzie w Czeskim Cieszynie, czy, jak mówią tutaj, „po drugiej stronie rzeki”, tj. na prawym brzegu Olzy. Wyszukiwanie było niespodzianką. Grób nie istnieje. W Muzeum Ziemi Cieszyńskiej w Cz. Cieszynie, gdzie miasto na swojej stronie internetowej wymienia Ludwiga Hoheneggera jako osobowość miasta, nikt nie wie nic o jego grobie. Także zapytania skierowane do administracji cmentarzy nic nie dały. Odpowiedź nadeszła od Ireny French z muzeum „po drugiej stronie rzeki” (Muzeum Śląska Cieszyńskiego). Ludwig Hohenegger został pochowany na cmentarzu w pobliżu kościoła Świętej Trójcy, który jest po stronie polskiej. W 1883 r. cmentarz został zniesiony, a groby przeniesiono na cmentarz komunalny. Ale nie wszystkie z nich. W niemieckim tygodniku Silesia, opublikowanym w Cieszynie 3 września 1864 r., znajduje się raport z pogrzebu Hoheneggera, który odbył się 27 sierpnia 1864 r. Na krótko przed wyjściem konduktu żałobnego pojawił się wysłannik cesarza z wysokim odznaczeniem – Krzyżem Kawalerskim Orderu Franciszka Józefa, przyznanym pośmiertnie. Odznaczenie umieszczono na trumnie. Procesja pogrzebowa wyszła od domu na Saskiej Kąpie, gdzie mieszkał zmarły. Na czele procesji szedł w górniczym mundurze
z wyciągniętym mieczem, arcyksiążę Hertist Fallaux, uczeń zmarłego. W procesji wzięło udział 1200 osób, cztery zespoły górnicze, a całe miasto obserwowało procesję na ulicach. Po ceremonii w kościele, w której męski chór wykonał pieśń żałobną, trumnę przyniesiono na cmentarz, a po trzech pozdrowieniach górniczych „Zdarz Bóg” trumnę spuszczono do grobu. „Powszechne uczestnictwo jest dowodem na to, że pochowano uczciwego i wybitnego człowieka”, podsumowuje autor szczegółowego sprawozdania z tego wydarzenia.” (wg Aleš Uhlíř, tłum. autora).
Nie ma grobu, nie ma nagrobka, nie ma żadnej tablicy upamiętniającej…
A przecież był to pomysłodawca i autor projektu kolei koszycko-bogumińskiej, jak również ostrawsko-frydlanckiej i frydecko-cieszyńskiej. Bez tych połączeń transportowych nie byłoby rozwoju lewobrzeżnej części Cieszyna i rozwoju przemysłowego całego regionu!
Powinna być przynajmniej tablica przy wejściu na dworzec w Czeskim Cieszynie.
To trzecia moja propozycja „słupa morowego“.

 

- reklama -

Ludwig Hohenegger (ur. 21 lutego 1807 r. w Memmingen, zm. 25 sierpnia 1864 r. w Cieszynie) – inżynier i geolog pochodzący z Bawarii. Po ukończeniu studiów prawniczych
i ekonomicznych w Monachium studiował jeszcze w latach 1829–1831 w Akademii Górniczo-Hutniczej we Freibergu. Po studiach podjął pracę w zakładzie hutniczym księcia Salma w Blansku na Morawach, gdzie szybko uzyskał stanowisko kierownika wysokich pieców. Niezadowolony z oporu właścicieli hut przed wprowadzaniem innowacji technicznych (które, zanim przyniosły zyski, wymagały sporych nakładów finansowych) przeniósł się do Westfalii, a następnie do Wolfsbergu w Karyntii, gdzie w 1837 r. został kierownikiem tamtejszych hut. W 1839 r. objął stanowisko dyrektora zakładów górniczo-hutniczych Komory Cieszyńskiej, które piastował aż do śmierci. Zainicjował szeroko zakrojone prace geologiczne na Śląsku Cieszyńskim w poszukiwaniu rud żelaza i węgla. Był twórcą nowoczesnego górnictwa węglowego w Zagłębiu Ostrawsko-Karwińskim oraz inicjatorem rozwoju hut m.in. w Baszce, Ustroniu, Trzyńcu i Węgierskiej Górce. Rozpoczął od modernizacji istniejących zakładów hutniczych, walnie przyczyniając się do budowy bardziej wydajnych wysokich pieców nowszej generacji (służących do wytopu surówki żelaza) a także wprowadzeniu pieców pudlarskich do wytopu stali (Liskowiec, Ustroń), a później nawet tzw. gruszek Bessemera, pozwalających uzyskać stal z surówki w ciągu kilkudziesięciu minut. Dzięki odkryciu nowych złóż węgla i rudy żelaznej w znacznym stopniu uniezależnił zakłady Komory Cieszyńskiej od dostaw surowców od innych właścicieli. W tym celu pozyskał dla Komory obszar węglowy w Pietwałdzie i kopalnię „Gabriela” w Karwinie (1862). Zabiegał o budowę linii kolejowej łączącej kopalnie z hutami, uruchomionej w końcu w 1872 r. jako kolej bogumińsko-koszycka.
Odczuwając brak fachowych sił roboczych w 1846 r. założył w Cieszynie pierwszą wieczorową szkołę zawodową, kształcącą średnią kadrę techniczną, w której uczono mineralogii, geologii oraz zasad górnictwa i hutnictwa. Przy szkole funkcjonowała biblioteka z bogatym zbiorem kopalin.
Uważany jest za pioniera stratygrafii fliszu karpackiego: dzięki jego badaniom uzyskano pierwsze ścisłe informacje na temat budowy geologicznej Beskidu Śląskiego i Śląsko-Morawskiego. Był autorem pierwszej szczegółowej mapy geologicznej Księstwa Cieszyńskiego: wydanej w 1861 r. w Gocie Geologische Karte der Nordkarpathen in Schlesien. Wśród poszczególnych ogniw fliszu karpackiego wyróżnił m.in. frydeckie margle bakulitowe, łupki cieszyńskie, łupki wierzowskie, piaskowce godulskie, piaskowce grodziskie oraz piaskowce istebniańskie. Jako pierwszy wyróżnił też i opisał występujący na tym terenie minerał cieszynit. (źródło: Wikipedia)

SŁUP CZWARTY
Kultura w przestrzeni publicznej miasta

Kultura to dorobek duchowy społeczeństwa, jego wiedza i system wartości. To one określają wzory zachowań a w odniesieniu do miasta stanowią podstawy projektowania jego przestrzeni oraz formułowania zasad jej zagospodarowania.
Przestrzeń publiczna jest również sceną konfliktów. Posiadanie bowiem władzy politycznej czy gospodarczej jest zazwyczaj silniejsze niż poszanowanie wartości. Przestrzeń staje się więc często narzędziem do osiągnięcia celów politycznych, które dominują nad jej wartościami.
Poddanie przestrzeni kulturowej dyktatowi politycznemu bardzo niekorzystnie odbiło się na ciągłości systemu wartości miasta Cieszyna. Zwłaszcza ostatnich sto lat odbiło swoje piętno na kondycji tkanki organicznej miasta, jego jedności urbanistycznej. Na ten temat wypowiadałem się wielokrotnie, począwszy od tematu mojej pracy dyplomowej (1979) aż po szereg artykułów w Tramwaju Cieszyńskim. W jednym z nich zastanawialiśmy się wspólnie z architektem krajobrazu Rudolfem Klusem nad relacją zieleni i architektury. Postawiliśmy wtedy pytanie:
Co robić w obliczu znikającego krajobrazu kulturowego, który nasi przodkowie tak znakomicie skomponowali i pieczołowicie kultywowali?
Tysiąc lat cieszyńskie Wzgórze Zamkowe rozwijało się dzięki twórczemu działaniu człowieka. W naszych czasach przestrzeń ta jest raczej wyrazem rezygnacji z odpowiedzialnych i kompetentnych decyzji.
Nasze wzgórze nie leży w wolnym krajobrazie, lecz jest częścią miejskiego krajobrazu kulturowego. Muszą więc w tym miejscu bezwzględnie obowiązywać kanony kompozycyjne, które towarzyszyły budowaniu miasta.
Co jeszcze powinniśmy przy tej okazji uświadomić sami sobie i wszystkim mieszkańcom grodu nad Olzą?
Wzgórze Zamkowe to centrum byłego Księstwa Cieszyńskiego i podobnie jak rzeka Olza jest symbolem naszej małej Ojczyzny. W przeszłości to miejsce kształtowali niezwykli wizjonerzy, tacy jak książęta cieszyńscy Przemysław Noszak, Kazimierz II czy też Elżbieta Lukrecja z mężem Gundakarem Lichtensteinem. W czasach cesarstwa był to słynny mecenas sztuki Albert Kazimierz Sasko-Cieszyński ze swoją żoną Marią Krystyną. Byli czołowymi znawcami sztuki europejskiej i do Cieszyna sprowadzili słynnego wiedeńskiego architekta Józefa Kornhäusla, który zbudował tu pałac myśliwski z cennym portalem zwróconym w stronę Olzy. („Zieleń kontra architektura“, Tramwaj Cieszyński, nr 14, luty 2018)
Umieściliśmy wtedy zdjęcie brzydkiej porośniętej jemiołą lipy zasłaniającej znakomity portal „palladiowski“ pałacu myśliwskiego, która przy silniejszym wietrze mogłaby na niego runąć… Po ukazaniu się artykułu w ciągu paru dni lipy nie było! Jednak presja poparta argumentami ma sens…
Do krajobrazu kulturowego i ważnych miejsc w przestrzeni publicznej odniosłem się i w dalszych artykułach, na przykład o miejskich łaźniach zwanych niegdyś „Kaiserbad“:
Nie rozumiem włodarzy miasta, którzy przez długie lata godzą się na taki stan rzeczy. Budynek byłych Łaźni Cesarskich (Kajserbad), który był kiedyś przedmiotem dumy mieszkańców miasta, stanowi już od wielu lat przedmiot drwin i pośmiewisk.
Nie trzeba być miłośnikiem architektury i historii miasta, by porównując stare widokówki i stan istniejący tego obiektu, powiedzieć: jesteśmy barbarzyńcami! Jak można doprowadzić do takiego stanu budynek, który jest niepodważalnym fragmentem dziejów starego Cieszyna, ważnym aspektem społecznego, a przede wszystkim sanitarnego życia jego mieszkańców. Sposób jego aktualnego użytkowania i stan techniczny nie jest w żadnym wypadku wizytówką miasta. A przecież stoi on jako pierwszy obiekt po prawej stronie Mostu Przyjaźni, bramy do Polski! (Tramwaj Cieszyński, Łaźnie Kajzerbad. Kiedyś chluba miasta, dzisiaj jego wstyd, nr 10/ 2017).
Niedawno elewacja od strony mostu została „odnowiona“, ale w sposób urągający architekturze tego budynku (okna plastikowe, brak detali historycznych). A okropna elewacja od strony rzeki pozostała.
Nie trzeba się rozpisywać o konieczności niezwłocznych decyzji dotyczących tego i innych miejsc krajobrazu kulturowego miasta. Wiele już można było zrobić w ramach funduszy europejskich. Lecz miasto, to nie tylko wydatki publiczne. Bez prywatnych inwestorów nie można budować miasta. Sny Cieszyna o „małym Wiedniu“ nigdy się nie zmaterializują, jeżeli będziemy Cieszyn wyburzać (w czasie pisania tego artykułu planowano wyburzenie budynku Drukarni Cieszyńskiej). Historię miasta trzeba uszanować, materialnym śladom tej historii, obiektom architektury, powinno się nadać godne oblicze i funkcje, które są wysoko w hierarchii współczesnego miasta.
W tym kontekscie cieszę się niezmiernie z tego, że zamiast wyburzenia ruszyła odbudowa budynku byłej Drukarni Cieszyńskiej. Wielki szacunek dla prywatnego inwestora!
Dwa lata temu wypowiadałem się na temat stresogenności reklamy w przestrzeni publicznej.
Poziom wizualny przestrzeni publicznej ma zasadniczy wpływ na psychikę mieszkańców, wpływa na ich komfort estetyczny i wreszcie tworzy „image” miasta.
Reklama zabiera nam historyczną spuściznę. Okazało się, że już nie mieszkamy wśród domów, mieszkamy wśród płacht i ekranów reklamowych. Na dodatek cała reklama zewnętrzna, która nas otacza jest chaotyczna, niszcząca, bałaganiarska, byle jaka.
W większości wypadków nie przynosi żadnych pozytywnych, estetycznych wartości.
Wśród przyczyn ekspansji różnorodnych form reklamy wymienia się niedoskonałe prawo oraz niską skuteczność jego egzekucji.
W rzeczywistości sytuacja ta odzwierciedla grę sprzecznych interesów. Z jednej strony reklama zewnętrzna jest formą działalności gospodarczej, z drugiej instrumentem wizualnej agresji. Stresogenność reklamy jest konsekwencją przeciążenia sensorycznego, a także negatywnego wpływu niektórych sposobów jej eksponowania na ludzkie zdrowie oraz bezpieczeństwo ruchu w przestrzeni publicznej miasta.
Została zatracona równowaga pomiędzy interesami reklamodawców i mieszkańców miast. Nic nie chroni naszego prawa do względnie uporządkowanego, przynajmniej neutralnego otoczenia, które jest przecież tłem naszego życia. (Tramwaj Cieszyński, Wizualny smog cieszyński, nr 15/2018)
Z wielką satysfakcją przyjąłem wiadomość, iż 28 listopada 2019 r. Rada Miejska Cieszyna większością głosów przyjęła tzw. „Uchwałę Krajobrazową”, czyli uchwałę w sprawie ustalenia zasad i warunków sytuowania na terenie Cieszyna obiektów małej architektury, tablic reklamowych i urządzeń reklamowych oraz ogrodzeń, ich gabarytów, standardów jakościowych oraz rodzajów materiałów budowlanych, z jakich mogą być wykonane.
Mam nadzieję, że i mój list do Rady Miasta Cz. Cieszyna, który napisałem przed laty w sprawie urągającej kulturze miasta reklamie „alkoholowej“, również kiedyś znajdzie swój wyraz w ustawach miejskich.
Zastanawiam się, jak to jest, iż miasto, w którym tak dużo dzieje się na polu kultury (słynne festiwale nadgraniczne, teatry, domy kultury, wiele organizacji kulturalno-oświatowych itp.), pomimo usiłowań włodarzy obu części miasta, w większości przestrzeni publicznych ma wyraz rażącego braku kultury.
I to jest wielki dług naszej generacji. Przywróćmy przestrzeni publicznej ład wizualny, wartości estetyczne i oblicze godne naszej cieszyńskiej kultury.
To czwarty słup morowy…
Przecież przymiotnik „morowy“ w naszej gwarze znaczy coś dobrego, wzniosłego. Poprosiłem mojego przyjaciela, który zna się na pochodzeniu słów języka naszych przodków, by objaśnił mi ten paradoks językowy. Oto jego odpowiedź:
Jaka jest geneza tego przymiotnika czy przysłówka? Otóż „morowy“ pochodzi od moru, ogromnej epidemii, która dotknęła milionów ludzi. Było to zatem coś wielkiego, ogromnego w sensie negatywnym. Ale oto w polszczyźnie potocznej, chyba od czasu młodopolskiego, słyszymy o morowym człowieku (wspaniałym, dzielnym, odważnym itp.), morowej dziewczynie (identycznie), że na imprezie było morowo, czyli bardzo przyjemnie, wspaniale. Otóż ewolucja znaczeniowa tego przymiotnika (przysłówka) poszła w tym kierunku, że zachował znaczenie wielkości, wyniesione z określenia epidemii, jednak to pierwotne znaczenie wielkości negatywnej zamienił na cechę pozytywną. No i mamy morowego sportowca, który w trudnej sytuacji zachował się morowo. (Prof. Karol Daniel Kadłubiec)

Również i my, po tej trudnej lekcji pandemicznej, zachowajmy się „morowo“, spójrzmy prawdzie historycznej w oczy i naprawmy nasze zaniedbania. Budujmy te symboliczne słupy morowe!

Karol Cieślar, 1-3 maja 2020 r.

- reklama -

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here