Dla mnie to pan jest nadzwyczajny

0
412
- reklama -
W znanym serialu „Alternatywy 4” pewien marcowy – starsi Czytelnicy doskonale wiedzą, w czym rzecz – docent mówi, że chciałby zostać profesorem zwyczajnym. Na to jego cicha wielbicielka odpowiada: dla mnie to pan jest nadzwyczajny. Która więc ranga profesorska jest wyższa?
 
W kwestii profesury panuje w Polsce wielkie zamieszanie i niewielu z nas jest w stanie objąć je rozumem. Do nauczyciela szkoły średniej zwyczajowo zwracamy się per panie profesorze/pani profesor. Zazwyczaj nauczyciele ci są magistrami, choć trafiają się i osoby z doktoratami. Jednak jak mawiała moja wychowawczyni z bielskiego LO im. Mikołaja Kopernika – nawet największe sławy zanim nimi zostaną, przechodzą przez ręce zwykłych nauczycieli. I to im należy się duża wdzięczność. Choć dziś mój stopień naukowy doktora habilitowanego jest najwyższym z możliwych w Polsce, z wielkim szacunkiem zwracam się do żyjących jeszcze moich dawnych nauczycieli z liceum właśnie per panie profesorze czy pani profesor.
W polskiej nomenklaturze naukowej mamy tytuły zawodowe, stopnie naukowe i tytuły naukowe.
Tytułami zawodowymi są licencjat, inżynier, magister, magister inżynier, lekarz. Nietrudno więc zauważyć, że jeśli ukończy się studia pierwszego stopnia (licencjat bądź inżynier), drugiego stopnia (magister, magister inżynier), lub jednolite (np. medyczne), otrzymuje się tytuł zawodowy. Warto jednak zaznaczyć, że w latach dawno minionych również magister był stopniem naukowym.
Mamy w Polsce dwa stopnie naukowe: doktora i doktora habilitowanego.
Stopień naukowy doktora uzyskuje się przedstawiając rozprawę doktorską. Nie będę wchodził w szczegóły, na czym polega jej przygotowanie. Powiem tylko tyle, że w matematyce do wszczęcia przewodu doktorskiego zwyczajowo należy opublikować dwie czy trzy prace naukowe i napisać rozprawę bądź przedstawić większy, monotematyczny cykl publikacji. Wówczas jednak potrzeba oczywiście nieco większej liczby opublikowanych prac.
Stopień naukowy doktora habilitowanego uzyskuje się przedstawiając rozprawę habilitacyjną. W tzw. ciężarze gatunkowym w przybliżeniu obejmuje ona trzy doktoraty. Są to oczywiście moje prywatne oszacowania, potwierdzone jednak wielokrotnie doświadczeniem. Wszczynając wiele lat temu swój przewód habilitacyjny miałem opublikowanych 20 prac naukowych, obecnie mam ich ponad 35, a zapowiadają się już kolejne.
Mam więc stopień naukowy doktora habilitowanego. Łacińskie słowo habilitas znaczy zdolność. A i słowo rehabilitacja oznacza przecież przywracanie zdolności uszkodzonym narządom ciała. Toteż mówi się o mnie, że jestem samodzielnym pracownikiem nauki.  W ten sposób mam pełnię praw akademickich: mogę nawet być rektorem uczelni, nie mówiąc o pełnieniu funkcji dziekana wydziału. Rzecz jasna kompletnie inną sprawą jest czy naprawdę pragnę tych splendorów. Mogę zasiadać w komisjach przewodów doktorskich i habilitacyjnych, recenzować rozprawy doktorskie – dotychczas na moim koncie mam pięć recenzji rozpraw doktorskich oraz jedną rozprawy habilitacyjnej.
Tytuł naukowy natomiast jest tylko jeden – profesor. Czasem mylnie mówi się, że to profesor zwyczajny. Ale w żargonie naukowym używa się sformułowania profesor belwederski. Tytuły profesorskie bowiem uroczyście wręcza Prezydent RP (tu odnoszę się do tego zaszczytnego urzędu, a nie do pełniącej go osoby) na wniosek Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów. Mówi się również profesor tytularny. To również określenie żargonowe, ale zgodnie z prawdą – jest nim bowiem osoba posiadająca tytuł naukowy profesora. Tytuł ten może otrzymać posiadacz stopnia naukowego doktora habilitowanego, który ma odpowiedni dorobek naukowy. Ustawa nieprecyzyjnie mówi, że musi on znacznie przekraczać wymagania stawiane rozprawom habilitacyjnym. Oczywiście chodzi o dorobek po uzyskaniu habilitacji. Tak więc tytuł profesorski jest niejako zwieńczeniem dorobku naukowego znacznej części życia. Choć np. niedawno dowiedzieliśmy się o osobie, która zasłużenie otrzymała ten tytuł już w wieku 29 lat, czyli raczej na początku swojej dobrze zapowiadającej się kariery. W praktyce jednak wiele osób otrzymujących tytuł profesora ma ok. 60 lat.
I gdzie tu miejsce na wspominane na wstępie zamieszanie? Powodują je nieszczęsne nazwy profesor nadzwyczajny oraz profesor zwyczajny. Są to ni mniej, ni więcej, tylko nazwy stanowisk zawodowych, tak jak kierowca, maszynista, tokarz, referent, księgowy itp. Kiedyś istniało stanowisko docenta i właśnie takie mógłbym wtedy otrzymać po habilitowaniu się. W obecnych czasach zwykle po habilitacji otrzymuje się stanowisko profesora nadzwyczajnego i takim profesorem jestem. Dobitnie podkreślę, że nie jestem profesorem tytularnym! To bardzo ważne rozróżnienie, bo do otrzymania tytułu profesorskiego nieco mi jeszcze brakuje. Jeśli chciałbym wszcząć procedurę przewodu profesorskiego, musiałbym powiększyć swój dorobek naukowy i wypromować przynajmniej dwóch doktorów. Do dziś nie udało mi się jednak wypromować ani jednego. Nie tylko na mojej uczelni ciężko dziś o doktorantów z matematyki.
Do otrzymania stanowiska profesora nadzwyczajnego według mojej wiedzy nie jest wymagana habilitacja, ale doktorat już tak. Z reguły jednak profesorami nadzwyczajnymi są doktorzy habilitowani. Profesor zwyczajny również jest stanowiskiem, które jednak może otrzymać tylko profesor tytularny.
Na koniec jeszcze o rozróżnieniu w pisowni.
    • Profesor tytularny: prof. dr hab. Wiktoria Wiedeńska (nazwisko zmyśliłem, ale bardzo mi się podoba).
    • Profesor nadzwyczajny: dr hab. Szymon Wąsowicz, prof. ATH.
Dopisek prof. ATH oznacza profesora Akademii Techniczno–Humanistycznej w Bielsku-Białej. Jeśli zmienię pracę, nie będę już automatycznie profesorem nowej uczelni. Przypuśćmy, że zmieniłem pracę na Uniwersytet Tego i Owego (nazwa fikcyjna, lecz dobrze odzwierciedlająca stan polskiego szkolnictwa wyższego). Wtedy, jeśli uzyskam tam stanowisko profesora nadzwyczajnego, będzie się o mnie pisać dr hab. Szymon Wąsowicz, prof. UTO.
Niektórzy profesorowie nadzwyczajni piszą się tak: prof. UTO dr hab. Eugeniusz Superbiński (nazwisko również zmyślone). Taka pisownia niedwuznacznie sugeruje, że chodzi o profesora tytularnego, do którego czasem może jeszcze prowadzić długa droga.
Jak otrzymać doktorat, habilitację, tytuł profesora? Sukcesywnie powiększając dorobek naukowy. W matematyce po prostu formułuje się problemy, które zresztą często skutecznie usiłuje się rozwiązać. Mam więc na swoim koncie twierdzenia własnego autorstwa, których przede mną nikt nie sformułował ani tym bardziej nie udowodnił. Np. moim dokonaniem, na którym oparłem rozprawę habilitacyjną, jest stworzenie teorii funkcji podpierających funkcje wypukłe wyższych rzędów i jej zastosowanie do dowodzenia nierówności typu Hermite’a-Hadamarda wraz z szacowaniem błędów kwadratur przy słabszych niż klasyczne założeniach regularnościowych. Brzmi to straszliwie i osoba nie będąca matematykiem-specjalistą jest w stanie zrozumieć z ostatniego zdania jedynie spójniki. Za wspomnianymi zagadnieniami naukowymi stoi jednak około dwadzieścia lat rozwoju naukowego.
- reklama -