HANS GRAF WILCZEK arystokrata, węglowy potentat, polarnik, miłośnik sztuki i filantrop

0
275
- reklama -

Jaroslav Hašek opowiadał, że Ziemię Cesarza Franciszka Józefa I odkrył sam z Bożej Łaski Cesarz Austrii, apostolski król Węgier etc. etc. osobiście, aby zapewnić swoim umiłowanym ludom bogate kolonie, gdzie można by eksploatować najwyższej jakości lód do produkcji lodów w Wiedniu i Pradze oraz do restauracji i gospód tudzież browarnianych piwnic, ewentualnie aby także chłodzić nim rozpalone głowy niektórych polityków i studzić tak zwane elementy wywrotowe. Wszystkie opowieści Haška należy, jak wiadomo, przyjmować z przymrużeniem oka. Pierwsza austro-węgierska ekspedycja w okolice bieguna północnego nie została zorganizowana z łaski Najjaśniejszego Pana czy austro-węgierskiego c.k. ministra skarbu, lecz dzięki pokaźnej dotacji i osobistemu zaangażowaniu Hansa Grafa Wilczka, właściciela największej kopalni na Śląsku Austriackim czyli
w obecnym Zagłębiu Ostrawsko-Karwińskim, gdzie teraz Czesi powoli już kończą wydobycie węgla. Do wyprawy doszło w latach 1872-1874. Austro-węgierska ekspedycja polarna odkryła wtedy – dokładnie 30 sierpnia 1873 roku – na Morzu Barentsa archipelag wysp, który jej dowódcy – Karl Weyprecht i Julius von Payer – nazwali Ziemią Franciszka Józefa, drugą zaś co do wielkości wyspę tego archipelagu, który należy obecnie do Rosji, nazwali Ziemią Wilczka.

W czasach panowania Franciszka Józefa I Johann Nepomuk Graf Wilczek był jednym z najbogatszych arystokratów austriackich. Przy czym jest to jedna z najbarwniejszych postaci habbsburskiej monarchii w jej schyłkowym okresie przed Wielką Wojną i rozpadem imperium. A wraz z upadkiem imperium upadły również jego malownicze, symboliczne reprezentacje, uosobienia ówczesnej kultury i habsburskiej cywilizacji. Kimś takim był właśnie Graf Wilczek, ale jemu upadki niekoniecznie szkodziły. Właśnie mija sto lat od jego śmierci. Urodził się 7 grudnia 1837 roku w Wiedniu. Wywodził się ze śląsko cieszyńskiego szlacheckiego rodu Wilczków, już w średniowieczu zakorzenionego w Dobrej koło Frydku. Herb rodu Wilczków widnieje wśród herbów szlacheckich obrębiających plafon sali sesyjnej cieszyńskiego ratusza. Właścicielami Dobrej stali się w XIV wieku, w 1500 roku przodek Grafa Wilczka uzyskał tytuł barona z przydomkiem Frei und Pannerhern von Hultschin und Guttenland. W 1710 roku Wilczkowie kupili Ostrawę, gdzie później odkryte złoża węgla zdecydowały o przyszłej zamożności i pozycji rodu. Ale Hans Graf Wilczek, który przede wszystkim na tym węglu się wzbogacił, był nie tylko kapitalistą i wyzyskiwaczem, co się dorobił na górniczej krwawicy.
Urodzony w Wiedniu w Palais Wilczek (ulica Herrengasse 5), wykarmiony na austriackich delicjach i frykasach, odebrał głównie domowe (a raczej zamkowe, bo wychowywał się na zamku Seebarn) wykształcenie, które jednak musiało być bardzo solidne i rozległe.
A przy tym zamkowa oświata padała na podatny i wrażliwy grunt, bowiem Graf Wilczek od młodości interesował się nauką i kulturą, w konsekwencji ukończył szacowne Schottengymnasium w Wiedniu, a na Uniwersytet Wiedeński uczęszczał z najlepszymi wynikami. Przy tym wyrósł na okazałego, niemal dwumetrowego dżentelmena o świetnych manierach, czułym, namiętnym sercu, romantycznej fantazji, szerokich horyzontach i różnorodnych zainteresowaniach, które pozwalały mu łączyć przyjemne z pożytecznym, zarówno w życiu prywatnym jak i w sferze publicznej, gdzie udzielał się nad wyraz uczynnie i skutecznie w wielu różnych dziedzinach. Bowiem – jak mówi stare porzekadło zgrabnie ujęte w formę retorycznego pytania – kto bogatemu zabroni?
Wychowany w tradycji oświeconego, austriackiego konserwatyzmu Graf Wilczek potrafił arystokratyczny elitaryzm otwierać w swoim środowisku na idee demokratyczne i postępowe, choć bez przesady czy zacietrzewienia. Z wdziękiem, a nawet nieskrywaną elegancją pozostawał w zgodzie z własną epoką, ale – przełamując uprzedzenia klasowe – wychodził też naprzeciw wyzwaniom trudnej nowoczesności, politycznym, społecznym i cywilizacyjnym sprzecznościom i konfliktom, które niekoniecznie były estetyczne czy atrakcyjne, a kulminowały Wielką Wojną i upadkiem habsburskiego imperium. Interesowały go nauki przyrodnicze, archeologia, sport (zwłaszcza jeździectwo, biegi, wioślarstwo i skok wzwyż), geografia i podróże (głównie związane z pasją myśliwską, typową dla arystokratycznego stylu życia), architektura, dawna sztuka oraz rozwój nowoczesnych instytucji, towarzystw i organizacji pro publico bono, których często sam był organizatorem i szczodrym fundatorem.
Kiedy dorósł, zaczął sporo podróżować. Często ze strzelbą. Jako zapalony myśliwy dotarł na Krym i na Kaukaz (akurat w 1863 roku, kiedy ruski car pacyfikował polskie powstanie styczniowe). Strzelby, a może raczej karabinu też pewnie używał, kiedy jako ochotnik wziął udział w wojnie austriacko-pruskiej w 1866 roku. Wyszedł z niej cało, więc żądny przygód, ciekawy świata i możliwości rozszerzenia monarchii habsburskiej poza Europę, przez dwa lata z kawałkiem buszował po Afryce. Zajęty podróżami, które miały charakter bardziej badawczy niż turystyczny, chyba nie bardzo zajmował się swoją kopalnią, która tak czy inaczej przynosiła mu gigantyczne zyski. Tylko od czasu do czasu wpadał do swojego zamku w Porubie. Nie zajmował się także zanadto swoją żoną, hrabiną Emmą von Emo-Capodilista i czwórką zrodzonych w tym małżeństwie dzieci. Wiadomo, jak to z tymi małżeństwami w kręgach arystokratycznych było. Młodzi zazwyczaj nie mieli wpływu na to, z kim szli do ołtarza i wiązali się świętym sakramentem na całe życie. Pani Wilczkowa była poza tym o trzy lata starsza od swojego męża i może dlatego rychło po ślubie rok w rok zachodziła w ciążę, aby bezzwłocznie zapewnić ciągłość dziedziczenia. A potem już nic. Mąż był głównie w podróży lub na polowaniu.
I może właśnie dzięki takiemu oddaleniu i licznym rozłąkom przeżyła go o dwa lata. Ale w tamtych czasach kobiety jeszcze nie towarzyszyły mężczyznom w wyprawach polarnych.
Albowiem właśnie pasja polarnicza ogarnęła Grafa Wilczka na początku lat siedemdziesiątych XIX wieku, kiedy zaabsorbował go romantyczny, a więc zupełnie nierealistyczny cel znalezienia północno-wschodniego przejścia morskiego z Europy do Japonii i Ameryki przez Arktykę, przy czym zamierzał również zbadać, słabo jeszcze przez Europejczyków znane, okolice bieguna północnego. Ekspedycja polarna pod banderą Austro – Węgier wypłynęła na dwóch drewnianych żaglowcach – „Admirał Tegetthoff” i „Isbjörn” – z norweskiego portu Tromsø w czerwcu 1872 roku. Mały szkuner „Isbjörn”, który należał do Grafa Wilczka, wyruszył kilkanaście dni przed „Admirałem Tegetthoffem”. Jego rejs miał charakter rekonesansowy. Wiózł także uzupełniający ładunek żywności i węgla dla „Admirała Tegetthoffa”, z którym miał się spotkać później na morzu
w pobliżu wyspy Barentsa i rzeczywiście doszło do tego w trzecim tygodniu sierpnia 1872 roku. 21 sierpnia statki rozstały się. „Isbjörn” przyjął kurs na południe
i wrócił do Tromsø, po czym Graf Wilczek wrócił do Austrii. Nawiasem mówiąc, była to czysta donkiszoteria, a Graf Wilczek w dużej mierze przypominał słynnego Rycerza z La Manczy.
Tymczasem „Admirał Tegetthoff” zgodnie z planem popłynął na północ w jakżeż błędnej nadziei, że dalej morze jest też wolne od lodu. Kiedy polarnicy minęli wyspę Nowaja Zemlja pogoda raptem się zmieniła i pod koniec sierpnia austrowęgierski trójmasztowiec został uwięziony przez masy napierającego lodu. Dwudziestopięcioosobowa załoga – marynarze w większości byli Chorwatami z Istrii i Dalmacji, w ekipie znaleźli się też czterej Czesi, a właściwie Morawiacy, lekarzem był Węgier, a pilotem lodowym i harpunnikiem oczywiście Norweg – wraz z ośmioma psami i dwoma kotami musiała w tych warunkach przeczekać do wiosny następnego roku. Wtedy okazało się, że żaglowiec jest osadzony na ogromnym masywie lodowym, który spycha go jeszcze bardziej na północ. W lecie na horyzoncie pojawił się nieznany ląd, archipelag wysp, którego nie było na mapach. Weyprecht i von Payer, dowódcy wyprawy, natychmiast bez wahania nazwali go Franz Josef Land – Ziemią Franciszka Józefa. A pierwszą wysepkę, na którą dotarli pieszo po lodzie, nazwali Wyspą Wilczka.
Podczas polarnego lata żeglarze próbowali uwolnić swój statek z okowów lodu i powrócić na otwarte morze, ale ich wysiłki okazały się daremne, choć statek wyposażony był także w silnik parowy i mógł manewrować bez rozpiętych żagli. Chcąc nie chcąc musieli tu przetrwać następną arktyczną zimę. Jednak nie marnowali czasu. Prowadzili badania przyrodnicze i geologiczne, prace kartograficzne, obserwowali niebo i zmiany pogodowe, niektórzy prowadzili dzienniki i dużo rysowali. Jak przystało na prawdziwych, romantycznych polarników. Julius von Payer, który był geografem (a także zdolnym malarzem), z dwoma towarzyszami wyruszył na pieszą wyprawę na północne krańce archipelagu i w kwietniu 1874 roku zbliżył się do bieguna północnego bez mała na wysokość 82 równoleżnika, dokąd nigdy przedtem nie dotarła ludzka stopa. Po jego powrocie, kiedy kolejne próby wyzwolenia „Admirała Tegetthoffa” z lodu się nie powiodły, kapitan Weyprecht uznał, że trzeba zostawić statek i ruszyć na południe. Najpierw pieszo po lodzie, a potem na łódkach, z resztkami żywności, ostatkiem sił wydostali się na otwarte morze płynąc
w kierunku Syberii. Mieli szczęście. Po trzech miesiącach od opuszczenia „Admirała Tegetthoffa” ocalił ich rosyjski statek rybacki, który za opłatą odtransportował ich do norweskiego Vardø, małego portu nad Morzem Barentsa, skąd dwa dni później statek pocztowy zabrał ich do Hamburga. Nie wrócił tylko Otto Krisch, czyli Ota František Kříž, Morawianin, mechanik „Admirała Tegetthoffa”, który podczas wyprawy zachorował na gruźlicę i zmarł na Wyspie Wilczka w marcu 1874 roku, a jego grób jest prawdopodobnie najdalej na północ położonym grobem na Ziemi.
Pierwsza austro-węgierska ekspedycja polarna zakończyła się niepowodzeniem, ale jej powrót do Wiednia był tryumfalny. W dziejach odkryć polarnych wyprawa Weyprechta i von Payera pod auspicjami Wilczka ma niemal mityczne, prekursorskie znaczenie i jest poniekąd symbolicznym przejawem austro-węgierskiej potęgi morskiej, która opierała się o wybrzeże adriatyckie i nie miała regularnego dostępu do mórz północnych. Po powrocie polarników autorytet i wpływ Grafa Wilczka na różne dziedziny austriackiego życia publicznego jeszcze bardziej wzrósł. Kiedy sponsorowana przez niego ekspedycja zimowała w podbiegunowych lodach, Graf zakupił ruiny średniowiecznego zamku Kreuzenstein
i jął przebudowywać go w stylu romantycznym, a więc baśniowo – neogotyckim, na swoją siedzibę, która miała być zarazem muzeum średniowiecznego rycerstwa, galerią dawnej sztuki, a w dodatku rodzinną kryptą. Graf zgromadził tam ogromną, liczącą około dziesięciu tysięcy obiektów kolekcję dzieł dawnej sztuki i rzemiosła artystycznego, w tym wielkie zbiory witraży, rzeźb, obrazów, mebli i ceramiki. Posiadał też największą w Austrii kolekcję broni i jako znawca historycznych militariów
w latach 1894 -1918 pełnił funkcję kustosza wiedeńskiego Muzeum Historii Wojskowości.
Spektakularne doświadczenia podróżnicze poparte zamożnością i pozycją tajnego radcy dworu predestynowały go do objęcia prezesury Austriackiego Towarzystwa Geograficznego, które założył razem z kapitanem Weyprechtem w 1875 roku. Nie zrażony, a może wręcz pobudzony niepowodzeniem pierwszej austro-węgierskiej wyprawy polarnej nadal inwestował w badania polarne, finansował następne ekspedycje, które miały już bardziej pragmatyczny i realistyczny, a przy tym naukowy charakter i świadczyły o globalnych aspiracjach Austro-Węgier. Swoją uwagę skierował również później na biegun południowy, ale wybuch wojny po zamachu w Sarajewie, zniweczył także i te plany. Austro-Węgry starały się bowiem, często z powodzeniem, konkurować z Imperium Brytyjskim, Królestwem Pruskim czy Cesarstwem Francji, które rywalizowały o dominację
w Europie. W związku z ogłoszeniem pierwszego Międzynarodowego Roku Polarnego 1882/83 austro-węgierska ekspedycja spędziła rok na wyspie Jan Mayen, prowadząc intensywne badania i mapując terytorium wyspy. Inicjatorem wyprawy i założenia austro-węgierskiej stacji badawczej był Karl Weyprecht, który jednak przedwcześnie zmarł na gruźlicę w 1881 roku. Weyprecht był pomysłodawcą zorganizowania sieci stacji arktycznych wykonujących regularne pomiary warunków pogodowych i lodowych za pomocą identycznych urządzeń i w ustalonych z góry odstępach czasu. W latach 1882 -1884 dziesięć krajów zbudowało w Arktyce dwanaście takich stacji. Stacja austro-węgierska działała od wiosny 1882 roku do wiosny 1883 roku. Wszystkie koszty tego przedsięwzięcia pokrył Graf Wilczek, a mapa wyspy Jan Mayen opracowana przez ekspedycję była używana aż do lat pięćdziesiątych XX wieku.
Mimo swoich dalekomorskich wypraw i podróżniczych pasji Graf Wilczek czuł się mocno związany z Wiedniem. Założył Stowarzyszenie Wiedeńskich Przyjaciół Sztuki, a jako prezes Stowarzyszenia na rzecz Starego Wiednia – Gesellschaft Alt-Wien – opowiadał się za zachowaniem historycznego pejzażu miejskiego naddunajskiej stolicy i stworzeniem ustawy
o ochronie zabytków. Na pamięć i wdzięczność swoich współczesnych, a nawet potomnych, zasłużył przede wszystkim jako wielkoduszny, hojny filantrop skory do spontanicznych akcji charytatywnych. Pamięta się go więc przede wszystkim jako współzałożyciela Freiwillige Rettungsgesellschaft – Wiedeńskiego Towarzystwa Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, założonego
w grudniu 1881 roku, nazajutrz po pożarze teatru Ringtheater, gdzie wskutek płomieni straciło życie 380 osób.
W następnym roku zaś sfinansował Rudolfinerhaus, czyli pierwszy w Cesarstwie instytut kształcenia pielęgniarek założony przez wybitnego chirurga Theodora Billrotha. Legendarna pozostaje również jego wyprawa
z pomocą dla ofiar potężnego trzęsienia ziemi u wybrzeży Sycylii i Kalabrii, które pod koniec grudnia 1908 roku zniszczyło tamtejsze miasta, m.in. Messynę. Wskutek katastrofalnego żywiołu zginęło ponad 80 000 ludzi,
a władze włoskie i lokalne były bezradne wobec ogromnych rozmiarów klęski. Pomoc nadchodziła z różnych stron świata. Natychmiast też postanowił działać 71-letni już wówczas Graf Wilczek, a świetnie wyposażone przez niego Freiwillige Rettungsgesellschaft miało już doświadczenia w ekspedycjach ratunkowych po trzęsieniu ziemi w Lublanie (kwiecień 1895), a także po powodzi w Pradze i wylewie Dunaju w Wiedniu w lipcu 1897 roku.
Jednocześnie był mecenasem wielu artystycznych i bombastycznych przedsięwzięć, które wzmagały imperialny splendor Habsburgów, w szczególności widoczny w Wiedniu, kształtowały tamtejszą arystokratyczną, pompatyczną wrażliwość i mieszczańskie snobistyczne pretensje czasów habsburskiej belle époque końca XIX i początku XX wieku. W 1879 roku sfinansował imprezę znaną jak korowód Makarta, na cześć srebrnego jubileuszu pożycia cesarskich małżonków – Franza Josefa i Sissi, pochód ulicami Wiednia w historycznych kostiumach, paradę ze specjalną oprawą scenogarficzną z żywymi obrazami historycznymi poruszającymi się na specjalnych wozach pod artystyczną kuratelą malarza Hansa Makarta. Arystokracja i wiedeńskie mieszczaństwo spotykało się odtąd na tego typu imprezach miejskich, jednocząc się w adoracji dla panującej pary cesarskiej, a mieszczański gust podciągał się do poziomu arystokratycznych wzorców estetycznych, co w Austrii z powodzeniem przetrwało do naszych czasów i raz po raz odkrywane jest jako rewelacja wiedeńskiego smaku, który imponował nie tylko Wagnerowi, ale później także Hitlerowi.
Razem z Nikolausem Dumbą, innym znanym wiedeńskim krezusem, Wilczek sfinansował edycję monumentalnej 24-tomowej encyklopedii „Kronprinzenwerk. Monarchia Austro-Węgierska w słowach i obrazach” wydawanej w latach 1885 – 1902. Jako mecenas artystów uchodził też niejako automatycznie za autorytet w dziedzinie sztuki i jako taki był kuratorem austriackiej ekspozycji wysłanej na międzynarodową wystawę sztuki w Petersburgu (1904) oraz zaprojektował sekcję historyczną wiedeńskiej wystawy łowieckiej w 1910 roku. Wówczas wydawało się, że arystokracja podnosi łowiectwo i myślistwo do rangi dyscypliny artystycznej (brrrr!) i w szlacheckich rezydencjach lubowano się w ekspozycjach wypchanych trofeów myśliwskich. Nikt wtedy jeszcze nie myślał
o możliwości zagłady i wymierania gatunków. W kręgach arystokratycznych, ramię w ramię z klerem i hierarchią kościelną, powszechnie wyznawano dogmat, że Ziemię czyli przyrodę, należy sobie czynić poddaną,
a zasoby naturalne zdawały się niewyczerpane a właściwie niewyczerpywalne.
Była to epoka gwałtownej industrializacji i wzmożenia rabunkowej eksploatacji surowców naturalnych. Kapitaliści i potentaci branży wydobywczej mieli więc pańskie spojrzenie, a przy tym maniakalnie i skrupulatnie dbali o swój wizerunek. Graf Wilczek chętnie pozował do portretów, które malowali najbardziej prominentni malarze wiedeńscy tamtych czasów – Makart, Hans Canon, u którego Wilczek zamówił również portrety austro-węgierskich polarników, a także zabrał go do Londynu, gdzie razem pozyskiwali zwierzęta do wiedeńskiego ZOO czy Viktor Stauffer, którego zatrudnił przy renowcji zamku Kreuzenstein. Korzystny wizerunek Grafa Wilczka nie zmienił się nawet po ujawnieniu w 2010 roku jego pikantnych listów adresowanych w 1886 roku do wiedeńskiej aktorki Kathariny Shratt, o której względy konkurował z samym Najjaśniejszym Franciszkiem Józefem, co jednak Cesarzowi nie przeszkodziło w przyznaniu mu Orderu Złotego Runa, choć dopiero w 1916 roku, kiedy dawne namiętności już wygasły, pozostając tylko romantycznym wspomnieniem – zanikającym bezpowrotnie echem starych dobrych czasów.
Romantycznych, malowniczych, także heroicznych, owszem również niezwykłych i osobliwych wspomnień – jeśli nie cierpiał na alzheimera – miał Graf Wilczek zapewne co niemiara, kiedy umierał 27 stycznia 1922 roku na swoim zamku Kreuzenstein (akurat w czasie papieskiego interregnum po śmierci Benedykta XV). Ten zamek jak i kilka parę innych zamków podniósł z ruin, ale Austro-Węgry i imperium Habsburgów bezpowrotnie legły w gruzach. Cesarz Franz Josef I umarł w listopadzie 1916 roku po niemal siedemdziesięcioletnim panowaniu, a jego umiłowane ludy, po Wielkiej Wojnie i epidemii grypy hiszpanki, odwróciły się od cesarzy, monarchów i imperatorów, wybierając nacjonalizm i samostanowienie. Austriacy, po definitywnym rozstaniu z Węgrami, wybrali ustrój republikański, inklinując w stronę Niemiec. Ostatni Cesarz i władca przegrywających wojnę Austro-Węgier, młody, niedoświadczony
i naiwny politycznie Karol I Habsburg po paru konwulsyjnych, daremnych wysiłkach odzyskania władzy został wskutek decyzji przywódców państw Ententy wywieziony krążownikiem Royal Navy na Maderę, gdzie zmarł, w biedzie i przedwcześnie, na zapalenie płuc w kwietniu 1922 roku.
Władze republikańskiej Austrii skonfiskowały majątek Habsburgów, zarówno państwowy, dynastyczny, jak i prywatny. Arystokraci i przemysłowcy tacy jak Wilczek mogli jednak spać spokojnie. Ich majątków nowe władze nie konfiskowały. Nowym państwom potrzebny był węgiel i stal. Także władze Czechosłowacji nie znacjonalizowały kopalń i hut zagłębia ostrawsko – karwińskiego. Pociągi ze śląskim węglem i stalą nadal rozchodziły się w różne rejony Europy, choć głównie na południe, aż do Triestu, który pozostawał ważnym portem przeładunkowym. W 1922 roku, kiedy umarli Graf Wilczek i Karol I Habsburg, a w Polsce zamordowany został prezydent Narutowicz, Europa po Wielkiej Wojnie, epidemii hiszpanki i rewolucji bolszewickiej w Rosji pozostawała jeszcze w chaosie. Europejczycy radykalnie zrywali z przeszłością, gorączkowo szukali nowego ładu, łatwego zysku, poprawy warunków życia, nowego piękna i nowoczesnego stylu. Przy czym przegrani szukali przede wszystkim możliwości zemsty, wyrównania rachunków i nowych mocy. Nacjonaliści obejmowali władzę, walczyli ze sobą nawzajem, robotnicy strajkowali, biedni chłopi harowali za bezcen, kobiety domagały się swoich praw, artyści awangardowi prowokowali i wywracali dotychczasową sztukę na nice, Lenin dostał pierwszego udaru, formalnie powstał ZSRR. Tymczasem we Włoszech faszyści pomaszerowali na Rzym i władzę przejął Mussolini. Austria była teraz małym krajem między nowymi państwami powstałymi na gruzach imperium Habsburgów oraz Włochami i Republiką Weimarską, gdzie właśnie zaczynała działać NSDAP z Hitlerem na czele.
Hans Graf Wilczek to osobowość i biografia paradoksalna, niejednoznaczna, ambiwalentna, typowa zarówno dla schyłkowej monarchii habsburskiej jak i drapieżnego kapitalizmu drugiej połowy XIX wieku i pierwszej połowy wieku XX. Arystokrata, ale o skłonnościach demokratycznych i liberalnych, posiadacz ziemski i potentat węglowy, którego przyciągały podbiegunowe lodowce, tak jakby wyczuwał, że od spalania węgla zależeć będzie nie tylko los Arktyki, ale i całego globu. Wyzyskiwacz, który zyski z brutalnej eksploatacji węgla w białych rękawiczkach przeznaczał hojnie na cele charytatywne, zwolennik badań naukowych, który był zarazem romantykiem i mecenas sztuki, która szybko zamieniała się w kicz. Marzyciel i pragmatyk. Miłośnik staroświeckości i tradycji,
a zarazem promotor modernizacji i nowych środków komunikacji. Maniakalny myśliwy i opiekun wiedeńskiego ZOO. Szczodry mecenas kultury, spontaniczny filantrop i prominent antropocenu.

 

 

 

- reklama -