Hokejowa Reprezentacja Artystów lubi pomagać

0
355
- reklama -
Jeszcze kilkanaście miesięcy temu nie przypuszczałbym, że trafię do Hokejowej Reprezentacji Polski Artystów. Jednak w zeszłym roku zagrałem dla niej okazjonalnie na charytatywnym meczu w Oświęcimiu. W reprezentacji występują ludzie zajmujący się twórczością – aktorzy, muzycy, autorzy tekstów. Niedługo później okazało się, że moje felietony dla „Tramwaju Cieszyńskiego” stały się dobrą przepustką, abym w tej reprezentacji zagościł na stałe, jako jej pełnoprawny zawodnik.
 
 
W debiucie, gdy występowałem jeszcze jako hokeista – gość specjalny, w meczu z Małą Orkiestrą Świątecznej Pomocy, udało się nam zebrać ok. 200 tys. zł na pomoc dla hospicjum. Odczułem wtedy, że taka forma aktywności ma sens i już na spotkaniu pomeczowym opowiadałem o mojej współpracy z „Tramwajem”. Z tej wiadomości ucieszył się bardzo prezes HRAP-u, i oficjalnie namaścił mnie na podstawowego zawodnika tej drużyny. Od tej chwili, gdy tylko mogę i pozwalają mi na to klubowe obowiązki, staram się przyjeżdżać na mecze HRAP. Zdarzyło się kiedyś, że nie mogłem wystąpić w spotkaniu Reprezentacji Artystów, bo następnego dnia rozgrywałem ligowy mecz, postanowiłem jednak wesprzeć drużynę. Pełniłem wówczas inną rolę – wcieliłem się w rolę trenera, towarzysząc na ławce szkoleniowca legendom polskiego hokeja – Henrykowi Gruthowi i Wiesławowi Jobczykowi. 
Od chwili debiutu w HRAP cieszę się, że mogę tam być. Dla mnie ważne jest przede wszystkim to, że nie tylko swoją grą przyciągamy kibiców na trybuny, choć dla ludzi jest ogromnie ważne, aby obejrzeć na lodzie znanych aktorów czy piosenkarzy. Nakręca mnie jednak przede wszystkim ten wymiar pomocowy. Zazwyczaj, aby wziąć udział w takim wydarzeniu kibice kupują bilety cegiełki, przeznaczając dowolne kwoty wsparcia. Bo każdy taki mecz ma określony cel charytatywny, czy to wparcie hospicjum czy też na pomoc dla konkretnej osoby, np. w jej walce z chorobą.
Ważną częścią tych wydarzeń są licytacje, na które za każdym razem coś fajnego przekazujemy Zdarzyło mi się np. przekazać dwa kije, którymi rozgrywaliśmy ligowe mecze trzynieckich Stalowników. Pierwszy z nich wylicytowano za 12 tys. zł, drugi za 5 tys., więc czułem dużą radość z tego powodu. Sam też staram się aktywnie uczestniczyć w licytacjach, i włączać się w pomoc finansową. Bo pomaganie to bardzo ważna sprawa – wszyscy dobrze wiemy, jak wiele osób potrzebuje pomocy.
Podczas naszych meczów jest mnóstwo śmiechu i radości, a ponadto zawsze są przygotowane specjalne elementy show. I tak np. na ławkę kar zawodników odwożą łyżwiarki figurowe przebrane w stroje policjantów, z kolei gdy przytrafia się jakiś uraz na lodzie, często zresztą sfingowany, to z pomocą przychodzą pielęgniarki z różnymi medycznymi atrybutami, np. ogromnymi strzykawkami. Staramy się ludzi bawić i dawać wiele radości. I kibice bardzo polubili te widowiska. Dzień przed moim debiutem w HRAP na lodowisku w Oświęcimiu w tej samej hali odbywał się ekstraligowy pojedynek miejscowej Unii z Podhalem Nowy Targ. I to spotkanie śledziło na trybunach 600 kibiców. Dzień później graliśmy my, mierząc się z ekipą Małej Orkiestry Świątecznej Pomocy, i wówczas hala wypełniła się w komplecie, czyli  oglądało nas 5 tys. ludzi. Z jednej strony wiem, że to dość przytłaczające dla polskiego hokeja, a z drugiej strony cieszyłem się, że aż tylu ludzi przyszło, aby włączyć się w szczytną akcję pomocy hospicjum. 
Mam za sobą udział w trzech meczach HRAP jako zawodnik, i jedno spotkanie jako trener. To już całkiem niezły staż, biorąc pod uwagę, że Reprezentacja Artystów rozgrywa ok. 3 mecze w roku. Zagrałem więc na lodowiskach w Oświęcimiu, Janowie i Sosnowcu, a w Tychach doradzałem graczom z trenerskiego boksu. Pewną historyczną wartość ma dla mnie mecz w Sosnowcu – byliśmy wraz z zespołem TVN24 pierwszymi ekipami, które zagrały na nowym Stadionie Zimowym. Zagraliśmy dla chorego Adasia, zbierając całą kwotę, jaką założyliśmy, czyli 360 tys. zł, która wsparła operację chłopca. A historyczny dla mnie moment to zdobycie pierwszego gola w tym meczu – moje trafienie było pierwszym golem w nowej hali, więc zarówno ja, jak i cały HRAP zapisaliśmy się już na stałe w annałach sosnowieckiego hokeja. 
To dla mnie forma zabawy, bo przecież zarówno ja czy Mariusz Czerkawski moglibyśmy strzelać mnóstwo bramek. Nie o to jednak w tym chodzi. Zwykle gram tak, aby podawać krążek koleżankom i kolegom, aby mogli zdobywać gole. Np. często asystuję tym z nich, którzy jeszcze nie wpisali się na listy strzelców. I widziałem już ogromną radość z debiutanckiego trafienia.
W naszej reprezentacji występuje wielu komików, więc szatnia żyje żartami. Naszym kapitanem jest Bogdan Kalus, który potrafi zadbać o świetną atmosferę. Niedawno HRAP miał swoje letnie zgrupowanie, w którym nie mogłem uczestniczyć, jednak codziennie miałem filmową relację z wydarzeń. Oprócz tego, że pomagamy, staliśmy się już takim zżytym ze sobą kolektywem, tworząc fajną, sportową i nie tylko, rodzinę. 
- reklama -