Kościoły drewniane na Śląsku Cieszyńskim w zapiskach ks. Józefa Londzina

0
159
Historyczne zdjęcie kościółka w Gutach, jednego z najstarszych drewnianych na Zaolziu. Obiekt spłonął w 2017 roku. W czerwcu 2021 roku w tym samym miejscu poświęcono jego replikę
- reklama -

Kilkusetletnie kościoły drewniane, często otoczone starym cmentarzem, są jednym ze stałych elementów polskiej architektury sakralnej. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu byt wielu z nich stał pod znakiem zapytania. Po pierwsze brakowało pieniędzy na konieczne remonty i konserwacje, po drugie często ambicją lokalnych parafii było zastępowanie ich murowanymi budowlami, które uznawano za trwalsze i po prostu lepsze.

Obecnie na szczęście rzadko się tak myśli, a stare drewniane kościoły są chlubą parafian i mieszkańców. Pełnią nie tylko swą podstawową rolę – miejsca sakralnego, ale są także cennym dziedzictwem, ukazującym kunszt dawnych artystów i rzemieślników. Dodatkowo nierzadko są miejscem, wokół którego zachowały się pomnikowe już dziś okazy drzew. Warto wspomnieć, że sadzenie i utrzymywanie drzew wokół drewnianych kościołów miało kiedyś, oprócz funkcji ozdobnych, cele praktyczne, jak np. zabezpieczenie kościoła przed nadmiernym promieniowaniem słonecznym, łagodzenie dobowych różnic temperatury, a w przypadku lipy – prowadzenie gospodarki pasiecznej. „Zdarzało się nieraz, że pszczelarze w testamencie zapisywali pszczoły kościołowi. Pasieki te miały przeznaczenie dostarczać wosku na świece do kościoła, a miód sprzedawano i zapisywano jako dochód do rachunków kościelnych” (Londzin, str. 10).
Oczywiście Śląsk Cieszyński również może pochwalić się zabytkowymi drewnianymi kościołami. Może jednak nie każdy wie, że obszerne dzieło poświęcone kościołom drewnianym na tych terenach wyszło spod pióra księdza Józefa Londzina. Nosi tytuł „Kościoły Drewniane na Śląsku Cieszyńskim” i zostało wydane w Cieszynie w 1932 roku. Książka powstała z zebranych po śmierci Londzina zapisków, których przejrzenia, uporządkowania i przygotowania do druku podjął się ks. R. Tomanek. 450-stronicowe dzieło jest owocem ponad dwudziestu lat gromadzenia materiałów przez Londzina, w tym z archiwum Generalnego Wikariatu w Cieszynie i kronik parafialnych. Zapiski pochodzą z lat 1906-1911 i ponad 18 lat przeleżały w biurku Józefa Londzina, który ze względu na ogrom pracy społecznej i administracyjnej nie zdołał ostatecznie zredagować zgromadzonych przez siebie materiałów. Pierwotnie materiał ukazywał się w „Gwiazdce Cieszyńskiej” (od sierpnia 1929 roku). Zredagowana przez ks. Tomanka książka znajduje się obecnie w zbiorach Książnicy Cieszyńskiej, jest także dostępna online np. w Śląskiej Bibliotece Cyfrowej.
Józef Londzin doceniał piękno lokalnych wiejskich kościółków i tak pisał w pierwszych zdaniach wstępu do swojego dzieła: „I u nas na Śląsku Cieszyńskim wysilał się mieszczanin i wieśniak, aby dom swój jak najbardziej na zewnątrz przyozdobić, aby go uczynić jak najpiękniejszym (…). Lecz sztuka ludowa znalazła dopiero w budowie kościołów swe zupełne wykończenie. Talent naszych domorosłych cieśli, mistrzów w tworzeniu dzieł sztuki, występuje tu na jaw w całej pełni. A nie sądźmy, że dopiero w XVIII. lub XIX. wieku artyzm ten zaczął dominować.
Najstarsze drewniane kościoły, jakie na Śląsku Cieszyńskim istnieją, pochodzą z XVI. wieku, a właśnie one odznaczają się przed innemi, zwłaszcza nowszemi, niezmierzonem bogactwem w wyrazie estetycznym i konstrukcyjnym, tak wielkiem bogactwem, że stanowi ono bezsprzecznie wartość o wiele znaczniejszą, niż się nam to pozornie wydaje”. (Londzin, str. 1-2).
Oto inny cytat, który potwierdza tę pasję Londzina:
„Gdy się takiemu starożytnemu kościołowi drewnianemu przypatrzymy, musimy zdjąć kapelusz przed przodkami naszymi, którzy go budowali, przed ich pomysłowością, praktycznością, roztropnością i przezornością (…) Kościółki wiejskie, na pierwszy rzut oka tak ubogie, niepozorne, pochylone od starości, ujęte zazwyczaj w wieniec starych lip, czasem i dębów, chroniących je od wichrów, poczerniałe od deszczów, od mchów zielone, są prawdziwemi skarbami dawnej sztuki. Ile uroku, piękna, poezji i harmonji zaklętych jest w waszych formach, linjach i otoczeniu! Poprzez gęstwę konarów i liści przedzierają się promienie słońca i wywołują na zielonych od mchów dachach i ścianach kościółka przedziwną grę kolorów (…) W kościółku takim modliło się mile, bo ludek czuł się w nim jak u siebie w domu. Wszystko tam było proste i pojedyncze, a przytem pełne poezji i swoistego wdzięku”. (Londzin, str. 3, 8,12).
Książka składa się ze wstępu i 47 rozdziałów, które opisują drewniane kościoły w 47 miejscowościach Śląska Cieszyńskiego. Część z tych kościołów istnieje do dziś, część pozostała już tylko na kartach jego dzieła i w innych dokumentach historycznych. Londzin szczegółowo opisywał wygląd każdego kościoła, historię powstania parafii, wymieniał wyposażenie, opisywał zdobienia, obrazy, rzeźby, dzwony, wieże, cmentarze, krzyże, oceniał stan okien i drzwi. Zachowanie oryginalnego piękna kościółków leżało mu na sercu, ubolewał np. nad praktyką pokrywania dachów drewnianych kościołów blachą lub papą. Książkę zdobią rysunki kościołów i ich fragmentów oraz przekroje konstrukcji zrobione na podstawie fotografii znajdujących się w Muzeum Miejskim w Cieszynie oraz fotografii umieszczonych w ,,Holzkirchen” Strzygowskiego.
Na uwagę zasługuje umieszczenie przez autora szczegółowych informacji na temat źródeł dochodów parafii, które dokumentują ówczesne życie gospodarcze parafii i wsi. Na przykład o parafii w Dębowcu pisał:
„Pole rozpoczyna się od samego ogrodu farskiego i ciągnie się między polem Jerzego Fenricha, a polem Jana Grossa, długości 11 gonów, szerokości zaś 24 zagonów, aż do granicy Hażlacha; łąk nie ma wcale. Do parafji należą cztery wioski: Dębowiec, Kostkowice, Simoradz (Siedmoraczy) i Iskrzyczyn. Mesznego otrzymuje z nich proboszcz w życie i owsie dwa małdry, jedenaście mierzyć, trzy wiertele i jeden korzec. Ze Simoradza wpływa każdego roku czynsz w kwocie 4 tal. Dalej jest rybnik. Z jednej części roli dziedzicznego pana Jana Goczałkowskiego składane bywają dziesięciny w snopkach, gdy część ta obsiewana bywa pszenicą (triticum) lub owsem; gdy obsiewana bywa innym gatunkiem zboża, proboszcz nic nie otrzymuje. Od jednego siedlaka i trzech zagrodników otrzymuje 28 groszy czeskich”. (Londzin, str. 61-2).
Z kolei o parafii w Zebrzydowicach: „Dochody kościoła pochodzą z worka, pobożnych legatów, z dzwonienia przy pogrzebach, z krów i czynszów. W gotówce znajduje się 11 talarów śląskich, 34 groszy i 6 halerzy; oprócz tego powinni parafjanie zwrócić kościołowi
2 talary śl. 26 gr., wydane z kasy kościoła na reparaturę fary. Czynsz dają według wyroku sądu ziemskiego od 17 września r. 1659 w zamian za przędzę i pracę następujący zagrodnicy: Andrzej Srebrny, kowali, Jan Szkaradek, Adam Polak i Melchior, co wynosi rocznie 4 talary śl., 33 groszy i 11 kur. Krowy mają (w dzierżawie): szlachcic Wilhelm Lgocki jedną, Jan Szkaradek jedną, Jerzy Zajączek jedną, Paweł Kaplik jedną (…), wdowa po zmarłym Mikołaju Zamerliku uciekła z jedną w r. 1672. Szlachcic Jan Kisielowski przy przeniesieniu się z Zebrzydowic do Bobrku nie oddał krowy ani też od lat pięciu nie płaci z niej czynszu. Krowa, która była u małoletnich sierót szlachcica Rudzkiego i uważaną była za własną, odebrana została w drodze egzekucyjnej z powodu zaległego czynszu; będzie się trzeba o nią procesować. Dłużnikami kościoła są: szlachcic Jan Kisielowski winien od pogrzebu syna 10 tal. śląskich; z gruntu dług zagrodnika Melchiora z zaległych czynszów wynosi 2 tal. śl. i 12 kur i nowszy 18 gr. i 1 kura; z gruntu zagrodnika Adama Polaka z zaległych czynszów 18 gr, 6 kur; z gruntu zagrodnika Jana Szkaradka z zaległych czynszów 24 gr, 4 kury, których zawsze odmawiają z powodu błędu przy zapisie; ten sam winien od krowy za 1678 r. 18 gr. Dalej winien Paweł Kaplik, zwany Pawliczka, 18 groszy i inni, którzy krowy skradli i odprowadzili” (Londzin, str. 396-7).
Na szczęście nie sprawdziły się obawy Józefa Londzina, gdy pisał, że kościoły drewniane znikną całkowicie z krajobrazu za kilkadziesiąt lat. „Czas budowy drewnianych kościołów minął, ludność domaga się obecnie wielkich, pięknych kościołów murowanych. Toteż znikają jeden po drugim i za jakich kilkadziesiąt lat nie będzie już może ani jednego na Śląsku Cieszyńskim. Szkoda, że się tak dzieje (…)” (Londzin, str. 12).
Obecnie mamy wyznaczone w całej Polsce szlaki architektury drewnianej, które przyczyniają się do popularyzacji zwiedzania tego typu obiektów. Wiele drewnianych kościołów, wiejskich chat i obiektów gospodarczych poddano w ostatnich latach zabiegom konserwacyjnym, przeniesiono do skansenów lub wpisano na listę zabytków. Nadal jednak, jak w przeszłości, największym zagrożeniem pozostaje ogień, powstały np. w wyniku usterki instalacji elektrycznej lub celowego podpalenia (na przykład w 2017 roku doszczętnie spłonął zabytkowy kościół drewniany w Gutach po czeskiej stronie Śląska Cieszyńskiego). Na szczęście nikt już nie myśli o burzeniu starych drewnianych kościołów. Jak pisał Józef Londzin: „Niechże przynajmniej najpiękniejsze z tych zabytków przeszłości głoszą obecnością swoją jeszcze przez pewien czas, że w naszym prostym ludzie istniał kiedyś zmysł artystyczny i estetyczny” (Londzin, str. 20).

Bibliografia: J. Londzin, „Kościoły Drewniane na Śląsku Cieszyńskim. Z pośmiertnych zapisków Autora przejrzał, uzupełnił i do druku przygotował ks. R. Tomanek”, Cieszyn 1932, on-line https://sbc.org.pl/Content/310385/Publikacja-KC-6897.pdf

- reklama -