Obecność nie tylko w święta

0
112
Fot. Agnieszka Jaworowska
- reklama -

Jest taki dzień, tylko jeden raz do roku… – śpiewają Czerwone Gitary. Wokół tego jednego dnia od początku listopada panuje ogromne zamieszanie. Żadne inne święto, a także tradycja, nie zostało tak bardzo skomercjalizowane. Ulegamy atmosferze planowania, kupowania i przygotowań. I co roku pojawia się myśl zaczepna, by tej presji nie dać się zdominować. Skupić się na jakości bycia w tym czasie.

Sama uległam tej kalendarzowej sugestii, poszukując tematu do artykułu. Pojawiła mi się myśl przewodnia, by zaapelować o obecność, o zatrzymanie. Nie szaleć z myciem okien, sprzątaniem domu od podłogi po sufit, uwzględniając wszystkie szafki i zakamarki. By nie zapożyczać się na prezenty. Nie planować dwunastu potraw, przypominając sobie, ile z tego zdąży się zepsuć, nim zdążymy to zjeść. By nie dać się spiąć i nakręcić, tak że zamiast radosnej atmosfery oczekiwania, będziemy zmęczeni, poddenerwowani, odreagowujący na najbliższych. Przypomnieć za innymi, że często mniej znaczy więcej. Że naprawdę nie o te czyste okna w tym czasie chodzi.
Miałam wspomnieć, że w ostatnich latach okres świąteczny naznaczony jest nietypowymi okolicznościami. Najpierw pandemia, czas niepokoju, izolacji, sprzecznych informacji i budzących wątpliwości przepisów. Wiele osób poczuło się z tego powodu wykluczonych, poznało inny wymiar samotności, rodziny spotykały się na wideokonferencjach zamiast przy wspólnym stole. Media konsekwentnie karmiły nas informacjami o ilości zakażeń i zgonów, każdy miał w swoim otoczeniu osoby, które trudniej przechodziły kontakt z nowym wirusem albo straciły kogoś bliskiego. Nie każdemu było dane się pożegnać, bo wizyta w szpitalu była zwyczajnie niemożliwa.
Nie złapaliśmy oddechu, nie wróciliśmy do równowagi, a w tle mamy wojnę w Ukrainie. Od narodowego zrywu pomocowego minęło kilka miesięcy, a tam konflikt cały czas trwa. Część osób jest tym zmęczona, część zniecierpliwiona, część już na to zobojętniała. Bo jak mówimy ogólnie, to znaczy że także bezosobowo. Perspektywa zmienia się, gdy pomagaliśmy konkretnej osobie czy rodzinie. Trzymamy kontakt i przez to połączenie, ta wojna także nas dotyczy. I wśród życzeń przez przypadki odmieniać będziemy spokój, wolność i bezpieczeństwo.
Układając te okoliczności pandemiczno-wojenne nie sposób nie wspomnieć o… inflacji. Każda wizyta w sklepie jest już dość nerwowym doświadczeniem, a im bliżej świąt, tym więcej cenowych „niespodzianek” na nas czeka. I jak zestawimy to z realnym oszczędzaniem, przede wszystkim na prądzie, to atmosfera świąt rozmywa się… w smogu powstającym z powrotu palenia byle czym. Ale przecież święta rządzą się swoimi prawami, więc przetrzymamy, zaciśniemy zęby, byle było jak co roku.
A ja chciałam napisać o obecności. Ale może uwzględniając te wszystkie wspomniane okoliczności zewnętrzne, na które nie mamy wpływu, święta mogą być pretekstem, by zmienić coś w wymiarze jakości spotkań rodzinnych. Być może zamiast zaciskać zęby, szykując się na nietrafione albo zaczepne życzenia, serię co najmniej nie na miejscu pytań o stan cywilny albo co gorsza o plany powiększenia rodziny, wybrać, z kim i jak chcemy ten czas spędzić. Nie ma tradycji, której by zmienić, bądź lekko zmodyfikować, się nie dało. Może wystarczy spokojnie wyjaśnić, że odpytywania i mało zabawne żarty nas nie bawią, a pewne zachowania są nie tylko nie na miejscu w święta, ale w ogóle i noszą znamiona przemocy psychicznej. Warto zatroszczyć o swoje granice i pokłady wytrzymałości. Zdecydowanie dobrze jest uwolnić się od polityki, analiz ekonomicznych – kto jak sobie w kryzysie radzi itp. za to zawsze warto wyciągnąć album ze zdjęciami, zagrać wspólnie w planszówkę, zaplanować dłuższy spacer, obejrzeć film i niekoniecznie musi to być „Kevin”, a może właśnie powinien. Wedle uznania. Może trzeba pozwolić sobie na totalne lenistwo, nadrobić zaległości książkowe. Zadbać, by było zwyczajnie miło. To może okazać się wystarczające.
Trochę naokoło dotarłam do sedna przekazu. O obecność i jej jakość warto dbać codziennie, nie tylko w święta. Bo naprawdę życie pisze różne scenariusze, dziś jesteśmy, jutro można nas nie być. Banał, dopóki nie stracimy kogoś ważnego niespodziewanie i za szybko. Zmieniają się okoliczności wokoło, bywa trudniej, właśnie wtedy najwięcej dowiadujemy się o jakości naszych znajomości, relacji – tych rodzinnych, przyjacielskich i zawodowych. Sukces i czas spełnienia także wiele pokazuje. Po litanii czynności, które niekoniecznie trzeba wykonywać szykując się do świąt, refleksja na temat naszej obecności w życiu innych i innych w naszym życiu, może być wartościowym doświadczeniem i co ważniejsze impulsem do spotkania się z nowymi emocjami. Dobrze jest dostrzec i zaakceptować, że pewne więzi zostały zerwane, inne straciły na jakości, ale pojawiły się nowe, nie mniej wartościowe. Warto zobaczyć, dla kogo my jesteśmy. Kiedy? Czy tylko gdy nam wygodnie, po drodze, czy potrafimy dla ważnych osób zmienić plany? Każda wartościowa relacja opiera się na wzajemności.
Ważnym w naszym życiu osobom powinniśmy to okazywać codziennie, a nie od święta. Nie ma jednego sposobu. To czasem wysłany sms, nagranie głosowe, czy zaproszenie na szybką kawę. To moc spotkania. Warto je celebrować.
Dobrych relacji, pełnych akceptacji, życzliwości, ze szczyptą humoru, słownej prowokacji, z dodatkiem wyrozumiałości. Wzmacniających spotkań. Obecności ważnych osób nie tylko w święta sobie i Państwu już dziś życzę.

Kasia Koczwara – trenerka języka ruchu i świadomej pracy z ciałem, wykorzystuje narzędzia Laban/Bartenieff, psychodietetyk pomagający zbudować prawidłową relacją z jedzeniem, piszący socjolog, obserwatorka codzienności, interesuje się człowiekiem, pracą z emocjami. Miłośniczka biodanzy. Prowadzi profil na FB Ciałoczułość – Kasia Koczwara

- reklama -