259 km rowerem w trzy dni

0
12
fot. arch. prywatne
- reklama -

Od kilku lat wraz z grupą przyjaciół organizujemy kilkudniowe rodzinne wyprawy rowerowe, aby lepiej poznać walory przyrodnicze i historię regionu (nie tylko Śląska Cieszyńskiego). Rower w przeciwieństwie do wędrówki ma tę zaletę, że można więcej zobaczyć. Jest to moim zdaniem najlepsza forma poznawania danego terenu i ma wielką przewagę nad samochodem. Po zdobyciu Północnej i Południowej części Jury Krakowsko – Częstochowskiej w 2013 i 2014 roku oraz wyprawie dookoła Beskidu Śląskiego w 2015, w kolejnym roku przyszedł czas na pogranicze polsko – czeskie (część północno-wschodnia). Słabo znany teren, który jest niezwykle interesujący i przepiękny. W trzy dni przejechaliśmy na rowerze prawie 260 km, a wszystko rozpoczęło się na dworcu kolejowym w Czeskim Cieszynie…

Dzień pierwszy

- reklama -

Ochaby – Cieszyn – Opava (cz) – Pokrzywna –
85 km na rowerze.

Prawie wszyscy mieszkamy w Ochabach, dlatego naszą wielką, wakacyjną przygodę rozpoczęliśmy właśnie tam. Dojazd do Czeskiego Cieszyna potraktowaliśmy jako rozgrzewkę, (dworzec kolejowy) która zajęła nam godzinę (22 km), przez miejscowości Dębowiec, Kostkowice, Gumna. Warto w tym miejscu wspomnieć o Dębowcu. Naturalnym bogactwem tej miejscowości są zalegające na głębokości ponad 500 metrów pod ziemią wyjątkowo bogate, unikatowe na skalę światową złoża solankowe.

Solanka z Dębowca posiada jedną z najwyższych w świecie koncentracji takich minerałów jak: jod, brom, wapń, krzem oraz selen i zaliczona jest do wód leczniczych oraz termalnych. Przebywanie w najbliższej strefie w pobliżu tężni umożliwia naturalną inhalację dróg oddechowych, podobną do przeprowadzonej w strefie nadmorskiej z tą różnicą, że solanka ze Śląska Cieszyńskiego jest biologicznie czysta i zawiera wielokrotnie większą mineralizację (np. jodu w 1 litrze jest prawie 20 razy więcej niż w Morzu Bałtyckim). 

Po zakupie biletów w kasie (pakiet pasażerowie i rowery) wsiadamy do pociągu Český Těšín – Opava Východ (rozkład jazdy znajdziecie tu: www.cd.cz). Na specjalnych rowerowych wieszakach bezpiecznie zostawiamy swoje maszyny i wygodnie zasiadamy w przedziałach. Podróż (69 km) trwa 90 min. Pociągi odchodzą prawie co godzinę. Podekscytowani wysiadamy na dworcu Opava Východ i rozpoczynamy krótkie zwidzanie miasta. W tym miejscu serdecznie polecam aplikację na smartfona Mapy.cz lub stronę www.mapy.cz. Za pomocą tych narzędzi możemy wyznaczać trasy i planować zwiedzanie.

Nad zbiegiem głównych rzek regionu opawskiego – Opawy i Morawicy – leży miasto Opawa, które liczy około 60 000 mieszkańców. Jest największym miastem w zachodniej części województwa morawsko-śląskiego. W przeszłości była miastem królewskim, a także siedzibą śląskiego powiatu ziemskiego. Od 1990 roku jest miastem statutowym. Pierwsza wzmianka o Opawie pochodzi z 1195 roku, a miastem można ją nazwać od 1224 roku.

Już w średniowieczu aktywność miasta koncentrowała się w okolicach dzisiejszych rynków głównych – Górnego i Dolnego, nad którym dominuje kościół pod wezwaniem św. Wojciecha. Również na Górnym Rynku i w jego otoczeniu rozpościera się wiele historycznych i architektonicznych zabytków. Warto zobaczyć wieżę miejską tzw. Hláska, budynek Teatru Śląskiego, katedrę mniejszą Wniebowzięcia NMP – klejnot architektury gotyckiej  lub zabytkowy Targ Rybny (Rybí trh). Na ulicy Masaryka znajdują się okazałe pałace szlacheckie – Blüchera oraz Sobka. Do klejnotów miasta należy również Klasztor franciszkański wraz z kościołem pw. Ducha Świętego, w którego krypcie są pochowani członkowie opawskich Przemyślidów. Obowiązkowo udajemy się do Informacji Turystycznej, gdzie otrzymujemy liczne broszury, mapy i ulotki. Odpoczywamy i podziwiamy architekturę. Naszym pierwszym celem jest szlak rowerowy nr 55 – kierunek na miasto Krnov. Ulicą Pekařská przecinamy rzekę Opavę i zaraz za mostem kierujemy się w lewo. Ścieżka rowerowa (szlak 55) biegnie na północny-zachód lewym brzegiem rzeki. Początkowo przez ponad 20 kilometrów trasa przebiega przez płaskie tereny. Urokliwe wsie i miejscowości skrywają wiele skarbów architektury oraz niezliczone historie. Szlak jest bardzo popularny, panuje tu duży ruch rowerowy. Co kilka kilometrów znajdują się strefy odpoczynku, gdzie można spróbować czeskiej kuchni i napić się bezalkoholowego piwa. Około południa docieramy do miasta Krnov (Karniów). Od tego momentu krajobraz wyraźnie się zmienia. Zaczynają się góry – Sudety Wschodnie (Niski Jesionik, cz. Nízký Jeseník). Czekają nas zatem podjazdy i szybkie zjazdy. Pierwsza wzmianka pisemna na temat miasta pochodzi z 1240 roku. Około roku 1260 Krnov (Karniów) uzyskał prawa miejskie nadane przez książąt opawskich z rodu Przemyślidów, potwierdzone w roku 1279. Już w XIII wieku zbudowano tu murowany zamek. Krnov (Karniów) szybko stał się znaczącym grodem na pograniczu śląsko-morawskim. Zwiedzamy najważniejsze zabytki i miejsca. Miasto robi na nas duże wrażenie. Żal je opuszczać, ale przed nami jeszcze trochę drogi (trzymamy się trasy nr 55). Po kolejnych 10 km osiągamy miejscowość Město Albrechtice. Przy głównej szosie znajdujemy uroczą restaurację z czeskimi specjałami. Czas na obiad. Podziwiamy widoki. Krajobraz, taki pierwotny – trochę przypomina nasz Beskid Niski. Totalne zaskoczenie! Po smacznym posiłku i chwilowym odpoczynku czas ruszać dalej. Żegnamy trasę rowerową nr 55 i bardzo ostrożnie kierujemy się na północ wzdłuż torów kolejowych drogą nr 57. W miejscowości Třemešná z ruchliwej drogi 57 skręcamy w lewo w kierunku wsi Jindřichov. Fragment ten jest jednym z najpiękniejszych w czasie naszej trzydniowej przygody. Wiadukty, mosty i obok malownicza trasa kolejowa. Tłem są góry – coraz wyższe partie Sudetów Wschodnich. Jest to teren nie zniszczony, dziewiczy i imponujący! Po 8 km docieramy do wsi Jindřichov. Do granicy z Polską mamy 2 km. Za okazałym barokowym zamkiem z XVII wieku, przed wiaduktem kolejowym skręcamy z drogi nr 457 w prawo na szlak rowerowy prowadzący na granicę. Trasa wiedzie pod górę. Po 10 minutach wyrazie widać jak wiele brakuje nam jeszcze do standardów czeskiej turystyki. Po polskiej stronie zaczyna się nieczytelnie oznakowany leśny dukt z licznymi dziurami i niebezpieczeństwami. Robimy ostatnie wspólnie zdjęcie w Czechach. Dojeżdżamy do miejscowości Dębowiec (nie mylić z tym na Śląsku Cieszyńskim). Tu  kierujemy się na wypoczynkową miejscowość Pokrzywna. Tym samym znajdujemy się w Górach Opawskich z najwyższym szczytem – Biskupia Kopa (890 m.n.p.m.). Nocleg zarezerwowaliśmy już wcześniej w Szkolnym Schronisku Młodzieżowym w Pokrzywnej (www.schronisko.pokrzywna.prv.pl). Schronisko znajduje się w byłym budynku Wojsk Ochrony Pogranicza w sąsiedztwie hotelu Mieszko. Teren jest bezpieczny, ogrodzony z możliwością pozostawienia rowerów w garażu. Do dyspozycji gości jest kuchnia samoobsługowa z pełnym wyposażeniem, świetlica, boisko do siatkówki plażowej i koszykówki oraz teren rekreacyjny z miejscem na ognisko lub grilla. W pobliżu znajduje się kawiarnia, łowiska pstrągów oraz wiele szlaków turystycznych prowadzących na szczyty Gór Opawskich. Do późna biesiadujemy, wspominamy i pieczemy kiełbaski. Nad nami tylko gwiazdy i czyste górskie powietrze. W końcu po całym dniu pełnym wrażeń, idziemy spać!

Dzień drugi

Pokrzywna – Prudnik – Moszna – Krapkowice –
Góra Św. Anny (schronisko) – 71 km na rowerze.

Drugi dzień rozpoczynamy w doskonałych humorach. Ruszamy dosyć szybkim zjazdem z Pokrzywnej do Prudnika. Historia Prudnika sięga 1255 roku, kiedy to czeski możnowładca Wok z Rożemberka zbudował tutaj zamek. Pozostałością po nim jest kamienna wieża nosząca nazwę wieży Woka. To najstarsza wieża zamkowa na Górnym Śląsku i miejsce, od którego najlepiej rozpocząć zwiedzanie miasta. Na okazałym rynku pijemy kawę, czytamy ciekawą historię regionu. Dalej drogą nr 414 udajemy się w kierunku miejscowości Biała, którą mijamy. Naszym celem jest zabytkowy wiatrak typu holenderskiego w Łowkowicach. W pochodzącym z 1868 roku murowanym wiatraku mieści się kawiarnia i restauracja. Tu w spokoju zjadamy zasłużony obiad i podziwiamy w tle Sudety. Kolejnym celem jest legendarny zamek w Mosznej. O miejscu tym krąży wiele legend i w każdej z nich tkwi ziarnko prawdy. Zawiła jest również historia powstania budowli, która zawdzięcza swój ostateczny kształt rozciągniętym na kolejne stulecia etapom prac. Dzisiaj, słynący z 99 wież i 365 pomieszczeń, Zamek swym niesamowitym urokiem i bajkową architekturą, a także rozległym parkiem z kilkusetletnimi dębami i lipami oczarowuje przybywających turystów z kraju oraz zza granicy. Do teraz skrywa on wiele tajemnic, które czekają na odkrycie… Więcej: www.moszna-zamek.pl.

Wczesnym popołudniem już nieco zmęczeni licznymi atrakcjami ruszamy w ostatni etap trasy. Przez wieś Strzelecki (droga nr 409) docieramy do Krapkowic. Duży ruch i zgiełk powodują, że bez namysłu przejeżdżamy przez most na Odrze. Chyba za dużo jak na jeden dzień! Na rondzie za mostem, skręcamy w prawo w ul. Stefana Żeromskiego, która łączy się z drogą nr 423 (ul. Krapkowicka) tu znowu udajemy się w prawo. Po 2 km w miejscowości Obrowiec skręcamy w lewo w ul. Obrowiecką, by po kolejnych 200 metrach skręcić w prawo w ul. Gogolińską. W miejscowości Wygoda wjeżdżamy na szlak rowerowy nr 52S (Dobrodzień – Góra św. Anny). Z daleka widać już charakterystyczną Górę św. Anny, która wznosi się wysoko ponad równię. Przez miejscowości Jasiona, Oleszka docieramy do ostrego podjazdu. Większość prowadzi rowery. Jest naprawdę cieżko. W końcu słychać już dźwięki autostrady A4. Przecinamy ruchliwą drogę górą. Przed nami ostatnie kilometry drugiego dnia rowerowej przygody. Przez Wysoką docieramy zmęczeni, ale bardzo szczęśliwi do Szkolnego Schroniska Młodzieżowego Góra św. Anny. Schronisko czynne jest cały rok, posiada 50 miejsc noclegowych. Ma znakomicie urządzoną kuchnię oraz miejsce na ognisko lub grilla (www.ssm-goraswanny.pl). 

Góra Świętej Anny jest najwyższym wzniesieniem grzbietu Chełma na Wyżynie Śląskiej o wysokości 408 m n.p.m. Wysokość względna mierzona od dna doliny Odry (przepływającej w odległości 6,7 km) wynosi około 220 m. Na szczycie znajduje się bazylika i sanktuarium, z figurką św. Anny Samotrzeciej (XV wiek) z jej relikwiami, franciszkański zespół klasztorny z Rajskim Placem (dziedzińcem arkadowym) z lat 1733-1749, na którym stoi 15 stuletnich konfesjonałów, jest także grota wykonana na wzór groty z Lourdes oraz 40 kaplic kalwaryjnych z lat 1700-1709. Na szczycie Góry św. Anny zbudowano w latach 80. XV wieku klasztor i kościół, który od XVIII wieku jest ważnym centrum pielgrzymkowym. Zwiedzamy zabytki, odpoczywamy. Wieczorem tradycyjne ognisko, kiełbaski i zasłużony odpoczynek.

Dzień trzeci

Góra św. Anny – Leśnica – Stara Kuźnia – Rudy – Rybnik – Świerklany – Pniówek – Pielgrzymowice – Pruchna – Ochaby – 103 km na rowerze.

Plan na ostatni dzień był zupełnie inny. Chcieliśmy dojechać do Rybnika na dworzec PKP na pociąg w okolicach godziny 15.00, który zawiezie nas do z przesiadką w Czechowicach – Dziedzicach do Chybia. Tam już do Ochab zostałoby nam 10 km…

Żegnamy wyjątkowe miejsce Górę św. Anny, które dosłownie nas oczarowało swoim urokiem. I co ważne nie potrzebowaliśmy tego dnia budzika, gdyż kościelne dzwony obudziłby każdego! Na starcie zaliczamy ostry zjazd do miejscowości Leśnica. Bijemy tu rekordy prędkości. Zostawiamy Leśnicę. Tego dnia jedzie się znakomicie, sprzyja nam północno-zachodni wiatr. Bardzo szybko osiągamy miejscowość Sławięcice, gdzie przecinamy rzekę Kłodnicę. Od tego momentu tylko las! Kolejno docieramy do Starej Kuźni, Kotlarni, Rudy. W tej ostatniej mieści się zabytkowa stacja kolejki wąskotorowej. W weekendy można przejechać się zabytkowym składem, prowadzonym przez parowóz na trasie Rudy-Paproć-Rudy. Serdecznie polecam! Przez Stodoły drogą nr 920 docieramy do Rybnika na trzy godziny przed odjazdem pociągu! Chwila zastanowiania, czas na posiłek i regenrację. Co robimy? Czekamy, czy jedziemy dalej? Jest wspólna decyzja! Ruszamy do Ochab z Rybnika! Krajobraz zmienia się diametralnie. Dominuje górnośląski industrial. Wszędzie charakterystyczne domy, tzw. familoki. Kolejno docieramy do miejscowości – Świerklany, Krzyżowice, Pniówek oraz Pielgrzymowice. Już widać nasze Beskidy. Coraz bliżej do Księstwa Cieszyńskiego! W końcu bardzo zmęczeni przez Pruchną osiągamy upragnioną metę – Ochaby.

Na liczniku tego dnia 103 km. Przez trzy dni przejechaliśmy 259 km na rowerze oraz 70 km pociągiem. Co tu jeszcze napisać! Było wspaniale, polecam Wam serdecznie i życzę owocnych wakacyjnych wypraw! 

- reklama -

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here