Rok Stalowników

0
171
fot. Lukáš Filipec/HC Oceláři Třinec
- reklama -

Mijający rok dla trzynieckich Stalowników był bardzo udany, choć na krystalicznym wizerunku sportowych osiągnięć pojawiła się i rysa. Dominacja na krajowym podwórku nie przełożyła się bowiem na sukcesy na międzynarodowej arenie. Bo choć Hokejowej Lidze Mistrzów daleko do jej piłkarskiego odpowiednika, z prestiżem i pieniędzmi na czele, to jednak wynik zawsze „idzie w świat”. Na krajowej scenie zespół z Trzyńca nie miał sobie równych, i powoli wszyscy się przyzwyczajają, że w Tipsport Ekstralidze może dominować przez długie lata.

Bez wątpienia był to rok Stalowników. Zespół, który na wiosnę 2021 bronił tytułu mistrzowskiego, zdobytego jeszcze w… 2019 roku, zadanie wykonał zgodnie z planem. Od kilku bowiem lat niemal przed każdym kolejnym ligowym sezonem Stalownicy są stawiani w szeregu najpoważniejszych kandydatów do złotych medali. Nie mogło być inaczej w ostatnich rozgrywkach, choć sezon ze względu na pandemię był dziwaczny, z nieoczekiwanymi dziurami w ligowym kalendarzu i szaleńczym tempem nadrabiania zaległości, wreszcie w dużej mierze bez kibiców albo z widownią mocno ograniczoną. Z tej batalii trzyńczanie wyszli obronną ręką, choć tak naprawdę przez cały czas trwania rozgrywek 2020/21 żaden z rywali nigdy poważniej im nie zagroził. Jeśli przyjąć za wiarygodną teorię, często powtarzaną wśród graczy najlepszej ligi świata – NHL, że sezon zasadniczy to tak naprawdę mecze przygotowawcze, a prawdziwa rywalizacja zaczyna się w play-offach, to Stalownicy ten egzamin zdali celująco. Po rundzie zasadniczej zajmowali wprawdzie drugie miejsce za praską Spartą, które stawia drużynę w uprzywilejowanej sytuacji w fazie pucharowej, lecz jak się późnej okazało, dla HC Oceláři nie miało to większego znaczenia. W ćwierćfinale niemal zmietli z lodu Kometę Brno, awansując dalej najmniejszym nakładem sił – czterema zwycięstwami kończąc serię do czterech wygranych, tracąc zaledwie cztery golem w czasie 240 minut spędzonych na lodzie, i w tym samym czasie aplikując golkiperowi rywali bramek aż 20! Warto pamiętać, że jeszcze trzy sezony wstecz w finałowej rywalizacji w roku 2018 to Kometa obijała Stalowników, nie pozostawiając im najmniejszych nawet złudzeń.
Najpoważniejsze zadanie czekało na HC Oceláři w półfinale – bardzo trudne warunki postawili im gracze z Młodej Bolesławi, do końca praktycznie prowadząc walkę jak równy z równym. O awansie śląskiej drużyny do finału decydowały niuanse, w tym przede wszystkim atut własnego lodowiska w siódmym, decydującym meczu serii. W tej fazie sezonu błyszczał Martin Růžička, żywa legenda trzynieckiego hokeja, już dziś najskuteczniejszy strzelec w ekstraligowej historii klubu, w dodatku napastnik, któremu chyba nigdy nie znudzi się zdobywanie kluczowych bramek. Takiego gola strzelił rywalom z miasta Škody właśnie w ostatnim meczu rywalizacji, doprowadzając do euforii kibiców, zgromadzonych jednak tylko przed telewizorami. Widownia Werk Areny pozostawała bowiem wtedy jeszcze pusta. Zaczęła się pomału zapełniać dopiero na mecze finałowe, najpierw spotkania na żywo obejrzała garstka 300 fanów, na decydującym meczu kibiców było już tysiąc. Finałowa rywalizacja była nie mniej emocjonująca w wykonaniu Stalowników jak mecze półfinałowe, a smaczku dodawał fakt, że ponownie w walce o Puchar zmierzyli się z Białymi Tygrysami z Liberca, czyli zespołem, którego pokonali w finale 2019. Rok później sezon nie został dograny – odwołano fazę pucharową, zatem Stalownicy przez dwa kolejne lata symbolicznie dzierżyli mistrzowski laur. Klub z Sudetów pragnął rewanżu za porażkę sprzed dwóch lat, lecz najnormalniej w świecie zabrakło mu „strzelb”, które mogłyby poważniej zagrozić bramce strzeżonej przez Ondřeja Kacetla. Trzyniecki golkiper okazał się zresztą odkryciem mistrzowskiego sezonu. Rozpoczynał go jako trzeci bramkarz i zmiennik Jakuba Štěpánka, by zakończyć jako filar defensywy, który dokonał rzeczy niezwykłej – aż w sześciu spotkaniach rundy play-off zachował czyste konto.
Bohaterem play offów był także kapitan Stalowników – Petr Vrána, który w trakcie sezonu zasadniczego przeżył osobisty dramat – tragiczną śmierć żony. Wrócił do gry i okazał się jednym z najjaśniejszych punktów zespołu, przyznając zresztą, że to hokej i sportowa rywalizacja pozwalają mu funkcjonować w tych najtrudniejszych chwilach w życiu.
Kapitan po sezonie pozostał na trzynieckim pokładzie, jednak kilku innych bohaterów postanowiło zmienić otoczenie. Ofertę bogatszego klubu zagranicznego przyjął Martin Gernát, jeden z najskuteczniejszych
w historii klubu obrońców, który związał się z drużyną z Lozanny, szwajcarski kierunek obrał również filar ataku – Matěj Stránský, który podpisał kontrakt w Davos, wreszcie na Północ przenieśli się Michael Špaček (szwedzki Frölunda HC) oraz Jack Rodewald (TPS Turku w Finlandii). W ich miejsce pozyskano klika wzmocnień, najbardziej licząc na Andreja Nestrašila, występującego ostatnio w Metallurg Magnitogorsk w KHL oraz Martina Marinčina, który ma za sobą występy w lidze NHL w barwach Toronto Maple Leafs oraz Edmonton Oilers.
Sezon 2021/22 wystartował normalnie, tzn. bez konieczności odkładania spotkań, na trybunach zaczęli pojawiać się widzowie. Stalownicy błyskawicznie wskoczyli na mistrzowskie obroty, szybko lokując się na czele ligowej tabeli. O tym jednak, jak ciężko jest walczyć w kolejnych ligowych meczach, gdy każdy kolejny rywal w sposób specjalny motywuje się na grę z mistrzowską drużyną, potrafi długo przekonywać każdy trener
i zawodnicy, którzy doświadczyli tego na własnej skórze. Nie ma też sensu ukrywać, że w każdym meczu i w rywalizacji z każdym rywalem wszyscy pragną udowadniać mistrzowską formę i niejako potwierdzać pełnię praw do mistrzowskiej korony. Bywają mecze,
w których po prostu trzeba jak najmniejszym nakładem sił wywalczyć jak najlepszy wynik. Takich meczów każda drużyna hokejowa rozgrywa w roku przynajmniej 52, bo tyle trwa sezon zasadniczy, najlepsze ekipy dokładają do tego również maratony w play-offach. Stalownicy jesień w lidze mieli bardzo udaną, i choć zdarzały się im potknięcia, rok kończą wygodnie umoszczeni w samej szpicy ligowej tabeli.
Nim jednak rozpoczęła się rywalizacja w kolejnym już sezonie ligowym – a Stalownicy w czeskiej elicie hokejowej występują nieprzerwanie od roku 1995 – kibice zespołu przeżyli srogi zawód w rywalizacji z silnymi ekipami z Europy. Stalownicy nie uszczknęli nawet punktu w czterech spotkaniach ze szwedzkim Leksands oraz szwajcarską ekipą Fribourg-Gottéron, kompletując tylko dwie wygrane ze Slovanem Bratysława. W europejskich rozgrywkach wystąpili po raz szósty, i niestety nie był to udany występ – gorzej wypadli jedynie jesienią 2018 roku, gdy w swojej grupie zdołali wygrać zaledwie jedno spotkanie.
Dla czeskich kibiców najważniejsza jest jednak liga – a w tej wygląda na to, że HC Oceláři Trzyniec znów pragnie walczyć o najwyższe laury. Niech dobra passa trwa jak najdłużej – często powtarzają fani zespołu, który od dekady notuje najlepsze wyniki w ponad 90-letniej historii klubu. A od sezonu 2014/15, gdy przeprowadził się do nowej Werk Areny, zespół aż czterokrotnie grał w seriach finałowych. I chyba nikt na Śląsku Cieszyńskim nie miałby nic przeciwko, aby wiosną 2022 Stalownicy znów zameldowali się w wielkim finale.

- reklama -