Filip Komorski: Każdy mecz gramy o wszystko

0
327
Filip Komorski, reprezentant Polski na co dzień występujący w GKS Tychy, a w przeszłości m.in. w barwach trzynieckich Stalowników i HC Frydek-Mistek wierzy, że turniej mistrzostw świata dla reprezentacji Polski zakończy się happy endem. Zdjęcia: Robert Kania
- reklama -

– W każdym meczu chcemy udowadniać, że jesteśmy graczami reprezentacji, która zasługuje na to, aby grać w światowej elicie. Udział w takiej imprezie, zwłaszcza dla tych młodszych graczy, to niepowtarzalna szansa, aby pokazać się hokejowemu światu – mówi Filip Komorski, napastnik reprezentacji Polski, która w Ostrawie toczy heroiczną walkę o utrzymanie w światowej elicie hokeja.

Marcin Mońka: Za reprezentacją Polski cztery spotkania na mistrzostwach świata, to ostatnie, rozegrane w środowy wieczór przeciwko Słowacji wyglądało na pewno lepiej niż wcześniejszy mecz z Francją…
Filip Komorski: Do meczu z Francją podeszliśmy źle, zapragnęliśmy grać z nimi jak równy z równym. Trochę zwiodła nas perspektywa dwóch wcześniejszych meczów na turnieju, i dobra postawa w pojedynkach z Łotwą i Szwecją. A przecież nie możemy zapominać o tym, że nie mamy takich umiejętności jak przeciwnik, we wszystkich meczach możemy walczyć o wygraną przede wszystkim sercem i poświęceniem. I właśnie tego elementu zabrakło w meczu z Francuzami.
Z kolei w spotkaniu ze Słowacją wróciliśmy na właściwe tory, choć te dwie stracone szybko bramki na pewno nam nie pomogły, wraz z upływem czasu było coraz lepiej. Niestety w ostatniej fazie zabrakło nam koncentracji na kilkadziesiąt sekund, a przeciwnik wykorzystał ten moment bezlitośnie. Zresztą ten mecz mógłby wyglądać inaczej, gdybyśmy wykorzystali któryś z okresów gry w przewadze, niestety ten element wciąż nam się na tym turnieju nie udaje. Jestem przekonany, że kontaktowy gol w takim spotkaniu sprawiłby, że w grę przeciwnika wkradłaby się nerwowość i wtedy losy tego meczu mogłyby się ułożyć zupełnie inaczej.
W pojedynku ze Słowacją charakteryzowało nas to, co towarzyszyło kadrze w dwóch pierwszych meczach: solidna praca w defensywie i poświęcenie. Być może to nie jest fajny hokej dla kibiców i dziennikarzy, gdzie dużo wybijamy, czekamy na krążek, który może gdzieś podskoczyć, ale znajdujemy się w sytuacji, gdzie nie możemy równać się z rywalami umiejętnościami i doświadczeniem, i w ten sposób walczymy o gole i punkty dla naszej drużyny. Może to nie jest efektowny styl dla oka, nas interesuje jednak efektywność, bo chcemy, żeby znów zaczęły nam padać bramki, tak jak wpadały w pierwszym meczu.

Czwarty kolejny mecz naszej reprezentacji na turnieju kończy się bez happy endu. Pewnie jednak nie tylko kibice ale również wy, zawodnicy, wierzycie, że turniej zakończy się szczęśliwie…
Cały czas brakuje nam szczęście, niemal za każdym razem jest tak blisko, a zarazem daleko do pełni radości. Wiedzieliśmy, że na mistrzostwa świata do Czechii przyjeżdżamy jako ekipa underdogów, i żaden z naszych rywali się nas nie boi, a my jednak za wszelką cenę chcemy się pokazać z jak najlepszej strony, i udowodnić, że nie znaleźliśmy się tutaj przypadkiem. I choć przeczuwaliśmy, że ten turniej może właśnie tak wyglądać, i będziemy przegrywać, to jednak gdzieś w głębi serca liczyliśmy, że coś dobrego jednak zacznie się wydarzać i zaczniemy urywać punkty również tym najsilniejszym ekipom. Chcemy, aby tak jak w pewnym momencie Słowacy, którzy zaczęli się w drugiej tercji frustrować grą z nami, underdogami, że nie wpadają im kolejne gole, frustrowali się i inni.
Gramy turniej, który trwa dla nas dziesięć dni, i ważnej mierze nie możemy się załamywać. W tym czasie mamy do rozegrania siedem spotkań, więc musimy mieć szczególnie silne i odporne głowy. Po każdym meczu trzeba je czyścić, i do każdego kolejnego meczu wchodzić z czystą kartą. Wtedy wszystko jest możliwe.

- reklama -

Mecz ze Słowacją rozgrywaliście w szczególnych okolicznościach – kilka godzin przed jego rozpoczęciem został postrzelony słowacki premier. Ta sytuacja miała wpływ na nastroje w szatni? Pojawiły się dywagacje że mecz mógłby zostać przełożony?
O zamachu w Handlovej dowiedzieliśmy się tuż przed wyjazdem z hotelu do hali. Bardzo nas poruszyła ta dramatyczna sytuacja, bo przecież mecz mieliśmy rozgrywać właśnie ze Słowakami, a mnie dodatkowo skojarzyła się z historią sprzed kilku lat i atakiem na prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza.
O tym jednak czy mecz ma zostać przełożony nie decydują zawodnicy, więc wśród nas nie było takiego tematu. Tego typu decyzje podejmują organizatorzy wydarzenia, a więc światowa federacja, i gdyby rzeczywiście mecz został przełożony, uszanowalibyśmy ją w stu procentach w tym trudnym dla słowackiego społeczeństwa momencie.

Przed wami w piątek kolejny niesłychanie trudny rywal, czyli reprezentacja Stanów Zjednoczonych. Czy w kontekście walki o utrzymanie nie odpuścicie tego spotkania, by zachować więcej siły na kluczowy mecz z Kazachstanem?
Nie ma mowy, abyśmy jako sportowcy mogli odpuszczać jakiekolwiek spotkanie na mistrzostwach świata! W każdym meczu chcemy udowadniać, że jesteśmy graczami reprezentacji, która zasługuje na to, aby grać w światowej elicie. Udział w takiej imprezie, zwłaszcza dla tych młodszych graczy, to niepowtarzalna szansa, aby pokazać się hokejowemu światu. Naszą walką o utrzymanie miejsca w elicie chcemy zaprezentować topowym europejskim ligom, że też potrafimy grać w hokej, aby nie traktowano nas jak przysłowiowych chłopców do bicia. I że można nam zaufać, wziąć do drużyny klubowej, gdzie każdy z graczy tej kadry będzie spełniać zadania. A więc mecz ze Stanami Zjednoczonymi to kolejna szansa, aby pokazać się hokejowemu światu.
I na koniec podkreślę to wyraźnie – dla nas każdy kolejny mecz na tych mistrzostwach jest najważniejszy, bo każdy kolejny jest meczem o wszystko.