Wprost przeciwnie

0
98
- reklama -

Są ludzie praktyczni, którzy studiują dokładnie instrukcję obsługi, aby zakupiony sprzęt umieć obsłużyć. Aby ów sprzęt służył im długo i wiernie. Aby się umieć przypodobać temu, co z początku wydaje się obce i niezrozumiałe, trzeba o nim przeczytać. Koniecznie. To nie poprawi wskaźników czytelnictwa, ale uchroni przed wtórnym analfabetyzmem.  

Aby podpatrzeć warsztat poety i lepiej zrozumieć jego wiersze, przeczytałem „Tak. Trzy eseje o poezji” Wojciecha Kassa. Lektura wyzwoliła we mnie nakaz, aby traktować każde słowo z wielką uwagą. Nie tylko esej o poezji, ale i elementy wiersza. Nie tylko instrukcję ,ale i tomik. Czytając więc, wsłuchuję się w sens, w znaczenie, cel, przekaz, wartość słowa. Czytam i wchodzę w intymność relacji. Bowiem w instrukcji potykam się o sekret – „…nie dziel się słabością bracie, bo sczeźnie Twoje imię. Czy jednak sam potrafię uwolnić pieśń bezmiernego zagubienia?…”. Czytam bardzo empatyczny, pełen afirmacji tekst, który jest „Przepisem”, jak tworzyć i stanowi odpowiedź na list młodego twórcy, innego poety. Tak – „słowa są całą pasją życia” (Henry Becque). Tak, „czas przemija, słowo pozostaje” (Lew Tołstoj). Tak – odnalazłem zapis pewnej przestrzeni, w której żyłem dawno temu i ubolewałem wtedy nad kulturą studencką, która miała na terenie istniejącej jeszcze Filii, swój chyba najlepszy w życiu czas. Środowisko, które miało swój Niezależny Magazyn Studentów WPROST PRZECIWNIE. Młoda generacja podejmowała tam prowokacyjnie ważne tematy. Prowokacja zawierała się w cytacie do ciekawego artykułu – Przyczynek do kultury studenckiej – „Kubek wódki albo dwa, by nauka lepiej szła”. Był grudzień 1994, czyli pięć lat po zmianach nazywanych odzyskaniem niepodległości. Transformacja, która mnie i moje pokolenie nazwała szokującymi słowami – homo sovieticus.  Wszedłem w dialog i anonimowo wówczas opublikowałem swoje obserwacje. Bardziej dla żartu aniżeli z ambicji bycia popularnym. W pierwszej części publikacji „Ściana, czyli nasze małe graffiti” w rozdziale „Oświadczenia, odezwy, listy” prezentowałem twórczość mieszkańców osiedla akademickiego. Zakwaterowanie na DeeSach wynosiło grubo ponad 100 %. Oprócz studentów dziennych, którzy nie mieli w czasie rekrutacji problemu z przydziałem dwuosobowego pokoju, byli również ci, którzy pokój dostali z odwołania. Nazywano ich w systemie zakwaterowania rotacyjnymi. Mówili o sobie – „rotuj sie gdo może”. Czyli radź sobie, ratuj się jak umiesz.  Rotacyjni przed weekendem zwalniali swoje pokoiki lokując cały dobytek w tak zwanych depozytach. Na ich miejsce wchodzili studenci zaoczni. O gościnności w tak zatłoczonym akademiku świadczy fakt, że znajdowali tu miejsce lokatorzy nieoficjalni, którzy nie zdążyli na czas załatwić formalności z zakwaterowaniem. To nadużycie gościnności nazywano waletowaniem. Był to element koniecznych zmian. Okres studiów miał być przydatnym w życiu. Ale zaczynał też być ucieczką przed bezrobociem. Powoli do lamusa przechodziło pojęcie „wiecznego” studenta. Zamieniano to na kontynuowanie studiów na drugim fakultecie. Nadchodziła nowa jakość życia. Oto historyczny już zapis, którego dokonywali sami studenci mieszkający tak blisko.

Witamy studentów zaocznych. Chce Ci się uczyć – połóż się, przejdzie Ci. Tu destylowano etanol. W sumie mamy ciekawiej. Nie jedzie. Nie zamykaj – daj się innym wysikać! Klucz nie służy do ochrony niewieściej czci – do tego służy zasłonka. Matka, nie świruj jakkolwiek… Gosia weź plecak i pudła z książkami. Tu mieszka Aneta i Aga, lubią się znęcać nad małymi dziewczynkami. Proszę nie pisać po ścianie. Proszę nie prosić. Limo contra. Limo to dupek – ale za to jaki przystojny! Maryla, broń się. Nie gumować! Prezydent Lech Wałęsa odleciał do Egiptu. Jelcyn to alkoholik. Dlaczego mnie? To nie ja, to oni. Wstęp tylko z rekwizytem. Zamknijcie drzwi od kaplicy. Zamykaj, bo kradną. Klucz na portierni. Wesołych Świąt, jelenie. Uwaga na kupy – no i po kupach. Proszę nie kopać. A co robić? Interwały to odległość między wałami.

Religia, aforyzmy, filozofia

Po roku 1989 na Filii doszło, jak w całym kraju, do zmian światopoglądowych. Zniknęło gdzieś Studium Wojskowe. Obok galerii uniwersyteckiej, w salce kameralnej utworzono kaplicę. Ze swymi wykładami przychodzili do studentów, bez względu na ich konfesję, ksiądz i pastor. Dużym wydarzeniem było spotkanie na auli z profesorem księdzem Józefem Tischnerem. Jednocześnie z typowo żeńskiego akademika usunięto całą pruderię i zalegalizowano w DeeSie koedukacyjne zakwaterowanie. Wśród nietypowych lokatorów zaczęły pojawiać się koty i pieski. Lektura haseł na ścianie zmuszała do pozytywnego myślenia o życiu, ludziach, o potrzebie i skuteczności zmian.   

Czy wiesz kto to jest Bóg? – ja wiem. To nie jest moja wina. Mój Anioł Stróż jest osobą bardzo wierzącą – niestety nie we mnie. Idź zawsze drogą prawdy – szydząc. Mężczyzna jest jak pieprz – gdy go rozgryziesz, poczujesz jak piecze.

Języki bardzo obce

Laboratorium Języków Obcych oferowało zainteresowanym język rosyjski, francuski, angielski i niemiecki. Czas przemian zaniepokoił panie portierki, które jako recepcjonistki na stare lata miały w perspektywie uczestniczenie w nieodpłatnych kursach. Zainicjowano bowiem podnoszenie umiejętności językowych w ramach przynależności do wielokulturowej Europy. Zaczęły się studenckie wymiany stypendialne. Byli goście z Belgii, Francji, Słowacji, Czech. A podczas Letniej Szkoły Języka i Kultury Polskiej, latem przyjeżdżali młodzi ludzie z całego świata. Dopiero po latach, wczytując się w tekst wyznań na ścianie, odkrywam poza banałem gryzmołów, atmosferę tamtych lat. Co prawda kochałem kogoś innego, nie Ewę. O słoneczku znałem tekst rosyjski. Ale co z tym l’adore bier…?  No tak! Uwielbiam piwo, a piję wodę!

I love Eva. Always The Sun. Welkome to hell. Be my love. Departament of jazz and rock. Pansky a damsky. Please stuku puku. Dziupla is here open 16:00 – 23:00  Sax & Benny. Budicek co ze? Luzak beer macht. L’Adore biere mais je bois de l’eau. Je suis et je pour me couche. Pietia is fine boy.  

Erotyki, obscenia, wulgaryzmy

O dewastację kultury na DeeSie oskarżano głównie chłopaków z miasta będących na towarzyskich podbojach w Klubie Panoptikum. Dokonywali oni programowej integracji miasta z uczelnią. Cień podejrzeń padał również na zaocznych. Na ile eksponowanie sekretów z zakresu fizjologii jest wulgarne, deprawujące? Nigdy nie oswoiłem się z przekleństwami. Nie pasowały mi do ponętnych ust młodych kobiet. Czy chciały, w ramach samoobrony czci niewieściej, doprowadzić w ten sposób do stanu męskiej impotencji? Przekonywano mnie, że niepoprawność kulturowa słów jest kontrapunktem dla wyrażeń bardziej wzniosłych, salonowych. Jest też prowokacją, aby wynaleźć kolejny neologizm dla „rzemieślniczki miłości”. Pokazując językowy śmieć, chcę jedynie zakomunikować swój bunt.     

Dupa to ja? Kiss my clitoris. Penis erectus est. Jeśli życie ci zbrzydło i stało się piekłem, wsadź se łeb do kibla i pierdolnij deklem. Rzekła lilia do motyla – nikt nie patrzy, niech pan zapyla. Za dużo seksu zrobi z ciebie krótkowidza.

Czas minął, słowo pozostało, chociaż ścianę wielokrotnie w ramach remontów zamalowywano. W obronie szacunku dla słowa, mowy ojczystej na terenie uniwersytetu ukazał się edykt w sprawie pauperyzacji języka. Jednak mową ekspresyjną, kwiecistą posługiwano się nadal. Zakaz bowiem dotyczył tylko zatrudnionych, a nie formujących, kształcących dopiero swój język i charakter, młodych ludzi, studentek i studentów.

W czasie swej edukacji nie pisałem kredą  na płocie, sprayem na murach trudnych i zakazanych słów. Nie używałem scyzoryka, o którym śpiewał kiedyś zespół Czerwone Gitary. „Kto na ławce wyciął serce i podpisał…”. Chociażby z szacunku dla koleżanek i szkolnego sprzętu. Ale gdyby tak wyryć na odrębnej desce, na zmęczonym wiekiem murze, na nie wypalonej jeszcze cegle jakieś afirmujące nas słowo, coś poetyckiego, bardzo kulturalnego? Napisałbym staropolszczyzną – daj, ać ja pobruczę a ty poczywaj. Nie wiedziałem jeszcze o niemieckim z pochodzenia autorze łacińskojęzycznej Księgi Henrykowskiej. Trzynasty wiek zapisany w wypowiedzi „day ut ia pobrusa, a ti poziwai” pobudza moją wyobraźnię. Tak, a ty poczywaj. A wracając do poezji – bardzo żałuję, że bezmyślnie zamalowano beznadziejnym piktogramem, nieudanym graffiti na moście kolejowym nad Olzą piękny wiersz Rafała Wojaczka „Mówię do ciebie cicho”. Początkowo wierzyłem, że to pisał osobiście zdolny, ale anonimowy cieszyński poeta. Przytaczam fragment wiersza, bo nie ma go już na stalowym przęśle konstrukcji mostu. Słowa są bowiem esencją życia, są pasją, odnajdywane gdziekolwiek. Ale niechaj pozostaną bezpieczne w tomiku, zachowane w sercu.  

…mówię do ciebie cicho jak ptak

o świcie słońce upuszcza twoje oczy

mówię do ciebie tak cicho

jak łza rzeźbi zmarszczkę…”

Mówię do ciebie  t a k  cicho.

 

- reklama -