Disco polo zamiast wierszy Szymborskiej

0
300
Wisława Szymborska czyta wiersze w szkole podstawowej w Wędryni. Fot. Jan Trojak
- reklama -

W pierwszy weekend lipca w Hażlachu rządziły stare traktory, które się tam zjechały nie tylko z okolicy, a gwiazdą imprezy Traktor Power był Czadoman, piosenkarz disco polo znany z telewizji. I chociaż właśnie w tę niedzielę, drugiego lipca, przypadała setna rocznica urodzin poetki Wisławy Szymborskiej, w Hażlachu nikt wtedy poezją noblistki się nie interesował. Ciągniki to co innego. Nie ma rolnika bez ciągnika. Ciągnik to na wsi podstawa. A napędem wiejskiej zabawy w Polsce jest teraz disco polo, to główny wiejski rozrywkowy power już od paru dziesiątków lat. Poezja chłopstwa nie obchodzi, od wierszy pole nie obrodzi. Nie słucha się ich w kabinach kombajnów, ani w słuchawkach, jadąc na traktorze. Trudno w takich warunkach kontemplować metafizyczną lirykę. Co innego disco polo. Od poweru disco polo traktor lepiej ciągnie, co w pagórkowatym cieszyńskim terenie nie jest bez znaczenia.

Szymborska była poetką miejską, owszem, interesowała się przyrodą, ale na wsi nigdy nie mieszkała i jej poezja nie ma tam  wielu czytelników. Stulecie jej urodzin obchodzono więc w miastach, przede wszystkim zaś w Krakowie, gdzie mieszkała przez większość życia. Co ciekawe, krakowiacy uczcili stulecie urodzin swojej ulubionej poetki otwarciem parku jej imienia przy ulicy Karmelickiej, co było inicjatywą partycypacyjną samych mieszkańców zrealizowaną w ramach budżetu obywatelskiego. Trzeba zaakcentować to, że ów park (a właściwie ogród, bo są tam też drzewa owocowe) posadzono i zasiano w miejscu, gdzie do niedawna był parking. Drugiego lipca wiersze Szymborskiej recytowano zatem w krakowskich teatrach, w klubach jazzowych grano jej ulubione standardy jazzowe, na placach zabaw organizowano zabawy dziecięce popularyzujące jej poważną i niepoważną twórczość, odsłonięto – jakżeby inaczej – mural inspirowany jej poezją, tworzono kolaże na wzór jej wyklejanek, dekorowano kamienie cytatami z jej wierszy, oferowano lody w ulubionym smaku pani Wisławy, a zarząd krakowskiej Zieleni Miejskiej propagował trasę spacerową szlakiem Szymborskiej przy pomocy wydanego właśnie spacerownika. Z okazji stulecia urodzin Noblistki wyprodukowano także różne okolicznościowe gadżety i pamiątki. A już następnego dnia zaczął się w mieście pod Wawelem wielki, trwający przez tydzień, międzynarodowy festiwal poetycki, poświęcony wielkim krakowskim poetom, zwieńczony galą Nagrody Szymborskiej w Teatrze Słowackiego przy placu Świętego Ducha. Kraków jest bowiem miastem wielkich poetyckich duchów, siedliskiem żywych i umarłych poetów, ma tytuł Miasta Literatury UNESCO i mało kto nie oddycha tam na przełomie czerwca i lipca poezją. Wiadoma rzecz, Kraków to jednak nadal polska stolica duchowa. A że to przecież blisko Śląska jest, można pojechać i zaczerpnąć poetyckiego tchu, a może nawet inspiracji, jak ożywiać własną tradycję literacką i rozprzestrzeniać poetycką aurę na przykład nad Olzą. Na razie dostaliśmy poezjomat, rurę z nagranymi wierszami, które można sobie odsłuchać, sterczącą jak peryskop łodzi podwodnej kapitana Nemo koło kawiarni Avion. Dali nam to Czesi, którzy takie recytujące aparaty instalują w Czechach. Trzeba zakręcić korbką, wybrać świetlistym punktem wiersz i zamienić się w słuch, co nie jest takie łatwe, zwłaszcza w dzień, kiedy ruch na pobliskim Moście Przyjaźni jest jednak znaczny.
Cieszyn jest miastem, do którego Wisława Szymborska przyjeżdżała chętnie, można by nawet zaryzykować twierdzenie, że na liście miast, które ta wspaniała poetka lubiła najbardziej, Cieszyn uplasowałby się zapewne w czołówce, na pewno w pierwszej piątce. – Bardzo lubiłam jeździć do Cieszyna – wyznała później w jednym z wywiadów. – I nie tylko dlatego, że w tak miłym towarzystwie. Coś było w ludziach, w atmosferze tego miasta, co wydawało się rzadkie. Ustrój, w którym wtedy żyliśmy, dążył do tego, żeby wszystko maksymalnie ujednolicić. Począwszy od gazet, a skończywszy na smaku sera, poglądach na życie, a nawet marzeniach… Otóż Cieszyn wydawał się jakiś inny, oporny. Jakby mniej w nim było krętactwa, pozerstwa, fałszywych słówek i wątpliwych aspiracji… Wisława Szymborska była związana z Cieszynem przez osobę Kornela Filipowicza, jej najbliższego przyjaciela, który z Krakowa przyjeżdżał tutaj na groby swoich bliskich pochowanych na cmentarzu komunalnym. Odbywało się to zazwyczaj w Dzień Zaduszny. Kornel Filipowicz zostawał wtedy w Cieszynie dzień lub dwa i przy zaduszkowej okazji spotykał się ze swoimi starymi przyjaciółmi, zaglądał  w miejsca, które znał z dzieciństwa i młodości. Co parę lat, na pewno nie co roku, w tych zaduszkowych wyjazdach towarzyszyła mu Wisława Szymborska. Ponieważ oboje pasjami zbierali rozmaite drobne, antykwaryczne osobliwości, zdarzało się, że przyjeżdżali na cieszyńskie targi staroci. Pierwszy raz uczestniczyli w nich w 1974 roku. Wiadomo, że znakomita poetka była wielką miłośniczką pamiątkowych rupieci i wyrafinowaną znawczynią staroświeckiego kiczu, zwłaszcza zabawnych pocztówek i drobnych, osobliwych aż do absurdu bibelotów, których poszukiwała na pchlich targach.  Wspaniałe były zwłaszcza targi w Cieszynie, dokąd jeździłam w towarzystwie pewnego przemiłego zbieracza. Ponieważ była między nami żywa rywalizacja, woleliśmy nie spuszczać się z oczu – zwierzyła się kiedyś „Przekrojowi“. Chodziło oczywiście o Kornela Filipowicza. O ich wspólnej wizycie na cieszyńskich targach staroci 24 marcu 1974 roku doniósł od razu Informator Cieszyńskiego Klubu Hobbystów, do którego to stowarzyszenia wtedy się zapisali i z góry opłacili składki. Z tamtych najdawniejszych wypraw zbierackich do Cieszyna poetka zapamiętała również dawne protestanckie kancjonały i obite pluszem albumy ze starymi pocztówkami. Rodzina Noblistki miała bowiem częściowo protestanckie korzenie. W związku z Kornelem Filipowiczem, jako niesakramentalna wdowa po nim troszcząca się o zachowanie i szerzenie pamięci o jego dziele i życiu, przyjeżdżała do Cieszyna dwukrotnie. W październiku 2003 roku wzięła udział w odsłonięciu tablicy pamiątkowej ku czci Filipowicza przy ulicy Górnej 14, a na początku maja 2010 roku, w związku z prezentacją filmów, do których scenariusze napisał Filipowicz, była gościem dwunastego przeglądu Kino na Granicy.
Niedawno ukazało się już trzecie wydanie  książki „Pamiątkowe rupiecie“, biografii Szymborskiej napisanej przez Annę Bikont i Joannę Szczęsną. Wspomina się tam też o cieszyńskich wizytach i przyjaźniach Noblistki. Ale ten wątek jest tylko muśnięty, a prawdopodobnie można by mu poświęcić osobną książkę. Biografistkom z Warszawy czy Krakowa nie bardzo się chce pojechać w odległy, nadgraniczny teren i tam poszukiwać śladów obecności znakomitej poetki. Komu z Warszawy chciałoby się bowiem jechać do miejscowości Wędrynia na Zaolziu, gdzie znajduje się polska szkoła podstawowa im. Wisławy Szymborskiej, bo a nuż znalazłoby się tam coś ciekawego. A kulisy tej inicjatywy i okoliczności nadania wędryńskiej szkole imienia szacownej noblistki to cała intryga, do której pozwoliła się wciągnąć sama poetka. Nie wiem, czy ten pomysł zrodził się w głowie Tadeusza Wantuły, ale to właśnie on przekonał do niego Szymborską. Wantuła był i jest na Zaolziu znaną postacią. Po studiach na Uniwersytecie Jagiellońskim wrócił do swojej małej ojczyzny i wkrótce dał się poznać jako działacz społeczny, twórca różnych wydarzeń i instytucji kultury, np. przeglądu Cierlickie Lato Filmowe. Wantuła był filmoznawcą, choć czasem też pisał wiersze, miał więc zdolności twórcze i menedżerskie zarazem, a także rozsądne poglądy i śmiałe pomysły. A przy tym dobre kontakty, zarówno w Polsce jak i w Czechach. Mijały lata, przeszły rewolucje, nastała trudna demokracja tudzież bolesne zmiany rynkowe i cywilizacyjne. Polska kultura jednak od tego nie zginęła, a w 1996 roku doszło do tego, że Wisława Szymborska dostała Nagrodę Nobla za swoją poezję, co odbiło się również donośnym echem na Zaolziu. 
Tymczasem  Podstawowa Szkoła z Polskim Językiem Nauczania w Wędryni nie miała patrona czy też patronki. Kto by to mógł być? W Wędryni romantycznie mierzono siły na zamiary. Ale dlaczego akurat Szymborska? Co łączyło Wędrynię z Szymborską? Otóż parę osób w Wędryni interesowało się poezją, a nawet pisało wiersze. I po polsku i po czesku. To zainteresowanie było tak duże, że nawet powstało tam czasopismo poświęcone poezji. Nazywało się „Weles“ i prowadził je Bogdan Trojak, również absolwent wędryńskiej podstawówki, wówczas już ceniony młody poeta pochodzenia polskiego piszący jednak po czesku. Aby zaistniał pretekst i silny argument na rzecz późniejszego nadania szkole imienia Wisławy Szymborskiej, trzeba było poetkę Noblistkę do Wędryni zaprosić, zorganizować jej tam spotkanie poetyckie w szkole podstawowej i serdecznie ugościć. I to się udało. Noblistka się zgodziła i do Wędryni w maju 2001 roku przyjechała, w tamtejszej polskiej szkole podstawowej czytała swoje wiersze i opowiadała o swoim dzieciństwie, także o ogrodzie wokół zamku w Kórniku, gdzie płacząca wierzba, wskutek eksperymentu miejscowego ogrodnika, rodziła szare, gorzkie gruszki.  Przy szkole w Wędryni Szymborska nie posadziła ani wierzby ani gruszy, lecz dąb, któremu nadała imię Piast. Na uroczystość nadania wędryńskiej szkole imienia Wisławy Szymborskiej trzeba było jednak jeszcze długo poczekać, bowiem stało się to dopiero w 2015 roku.
Poezja jest dyscypliną prywatną, nawet intymną, ale publikacja wiersza przenosi go w sferę międzyludzką, publiczną, społeczną. Może więc trafić do umysłów i serc czytelników, nie tylko współczesnych, działa bowiem poza czasem, jeśli tylko zawiera ponadczasowe wartości. Nie zmienia świata, ale może zmienić na lepsze konkretnych ludzi, może poprawić ich myślenie i wrażliwość, uruchomić wyobraźnię, usprawnić międzyludzką komunikację. Powściągliwa w eksponowaniu uczuć, a przy tym prosta, dowcipna i mądra liryka należy do rzadkości, jest rarytasem na skalę światową. Takie są właśnie wiersze Wisławy Szymborskiej, a jako autorka wyklejanek była poetka prekursorką tworzenia memów, które dziś w sferze elektronicznej są powszechne. Jej dzieło to jedno z najświetniejszych zjawisk w polskiej i światowej poezji nie tylko ostatniego stulecia. Jej mądrość, finezja i humor mogą być niewyczerpanym źródłem radości czytania dla inteligentnego czytelnika.

Wisława Szymborska lubiła Cieszyn i jego atmosferę zatrzymanego, stojącego na bocznym torze czasu. Jej cieszyńskie przyjaźnie, wizyty, spotkania i przechadzki – już odchodzące w niepamięć epizody – trzeba by jakoś wywołać z przeszłości, tak by nie zaginęły w mrocznych zawieruchach przyszłości. Drugiego lipca 2023 roku, w stulecie urodzin poetki, w tak bliskim jej Cieszynie jednak nikt jej jubileuszu nie świętował.

 

- reklama -