Moje zdobywanie zamku w Grodźcu Śląskim

0
326
Źródło wikipedia.org, autor: MichalPL
- reklama -

Po raz pierwszy pod mury Zamku dotarłem pół wieku temu. Przyjechałem tu w śnieżne grudniowe popołudnie. W klubokawiarni przywitaliśmy Nowy Rok. Słuchało się wówczas Procol Harum i ich przeboju „A whiter shade of pale”. Mieliśmy w sobie, jak ten świat naokoło, „bielszy odcień bieli” głęboko zakorzeniony. Przekonani byliśmy o stałości ustalonych rzeczy i autorytetów. Ale do czasu. Potem stopniał śnieg i odsłonił nam, jaki jest ten świat, jakie jest to życie, że czas na zmiany.

Kusił Zamek niedopowiedzianą balladą o duchu ostatniego właściciela, błąkającego się po pustych lochach. W górnych kondygnacjach, nad duchem, który jakoś radził sobie, sprzeciwiając się marksistowskiej ideologii materializmu, pracowały laboratoria Instytutu Zootechniki Polskiej Akademii Nauk.

Obleganego Zamku nie zdobyłem. Grodziec Śląski mile natomiast wspominała babcia Ania. „Stareczka”, która resztę życia spędziła z nami mając wpływ na moje poczucie, że jestem stąd i powinienem orientować się nie tylko w historii, ale i w smakach naszej kuchni. Powinienem też tańczyć cieszyńskie tańce, rozumieć gwarę i się jej nie wstydzić. Nie dowiedziałem się niestety szczegółów jej peregrynacji na sierpniowy odpust, tuż po żniwach, do oddalonej parafii. Czy dziadek zdobył się na fantazję i z podcieszyńskich Boguszowic, Drogą Cesarską przez Skoczów pod kościół w Grodźcu dotarł z moją babcią własną bryczką? Czy raczej praktycznie, bo zmęczonego harówką, poniosła go wygoda i skorzystał z funkcjonującej kolei, aby podkreślić swoją niezależność, „pańskość” gospodarza? Czy w towarzystwie pięknej żony właśnie tak realizował ich wspólne marzenie o wędrowaniu? O audiencję na Zamku na pewno nie mieli sposobności ani okazji prosić. Mieli po swojemu poukładany czas, swoich znajomych, ludzi ważnych, swój świat i sprawy do załatwienia. Trzeba było zdążyć do domu pod wiekową lipą i gospodarstwa.
Wielokrotnie jechałem potem sprawdzić, którędy można rowerem dojechać do Zamku i czy coś się tu w ogóle dzieje. Zdziwiony byłem ograniczeniami, zamkniętym parkiem. Wymarłym obiektem zamkowym, likwidacją PAN.
Zdobyłem Zamek dopiero z zapalonymi członkami Macierzy Ziemi Cieszyńskiej Koła numer 1 na corocznej wycieczce edukacyjnej w czerwcu 2023 roku. Nie wymagało to forsowania murów obronnych, fosy, czy innych niespodziewanych zapór. Byliśmy uzbrojeni jedynie we własne oczekiwania, ciekawość i wyobrażenia, jak to jest na Zamku prawdziwym. Bo takiego w Cieszynie już nie posiadamy. Wystarczyło parę telefonów do administracji Zamku.
Przez cały rok Macierz spotyka się z prelegentami przy ciasteczku i herbatce. Na tym polega samokształcenie, zdobywanie wiedzy o ziemi, na której żyjemy, o jej kulturze, tradycji. Przed wakacjami, wzorem uczniów, konfrontujemy posiadaną wiedzę w terenie, na wycieczce. Tym razem zdecydowaliśmy się na Grodziec, aby zmierzyć się z rzeczywistością. Ale nie ten Grodziec na Śląsku, gdzieś koło Katowic, ale ten nasz. Grodziec Śląski, leżący na Śląsku Cieszyńskim. Błąd logistyczny utrudnia zdobycie murów obleganego Zamku, utrudnia dotarcie do zamku właściwego i zwiedzenie go.
Zamek na trasie z Cieszyna do Bielska, widoczny z okien pociągu, pobudzał niejednokrotnie moją wyobraźnię, kusił do zapoznania się z tym obiektem, oddanym do zwiedzania dopiero w tym roku. Oficjalnie Zamek pochodzi z XVI wieku. Ale już w pierwszej połowie XIII wieku były tu ufortyfikowania na trakcie handlowym z Małopolski przez Morawy do Italii. Zamek przebudował starosta cieszyński, Maciej Grodziecki. Powstał wówczas jednopiętrowy renesansowy dwór obronny z attyką i ryzalitami. Pierwszymi właścicielami byli Grodzieccy herbu Radwan. Ostatnim zaś była rodzina Habichtów. Czasy nacjonalizacji pozwoliły w Zamku zagościć na długie lata pracownikom Polskiej Akademii Nauk. Po zmianach ustrojowych w kraju możliwe było przywrócenie Zamku do życia i udostępnienie go społeczeństwu. Projekt rewitalizacji założył stworzenie w Zamku muzeum, w którym prezentowane są zbiory obecnego właściciela, pana Michała Bożka. Są to między innymi zbiory malarstwa i kartograficzne. Ciekawa jest ekspozycja kolekcji naczyń cynowych, miedzianych, szklanych i porcelanowych. Do stałej wystawy poświęconej kartografowi Wacławowi Grodzieckiemu, dołączyć ma wystawa związana z postacią świętego Melchiora Grodzieckiego. Ciekawą na pewno okaże się ekspozycja pokazująca przodka obecnego właściciela, konstruktora i wynalazcę, Józefa Bożka.
Tego typu zdobywanie Zamków wiąże się z możliwością spotkania się z właścicielem rezydencji. Został złamany mit o niedostępności tych co na górze, co na Zamku. Ustroński przedsiębiorca, pan Michał Bożek, przywitał nas z uśmiechem, jako swoich ważnych sprzymierzeńców i gości. A potem przekazał nas, zdobywców Zamku, w ręce swojego kustosza.
Jacek Proszyk to bardzo wysokiej klasy historyk, pasjonat, erudyta. Zmusił nas do refleksji. Na ile znajomość historii kształtuje nasze poczucie przynależności, godności i rodzi wzajemny szacunek? Mieliśmy okazję przez dwie godziny wysłuchać bogatej historii Zamku i zwiedzić ożywioną eksponatami część obiektu. Od piwnic z wysokimi progami i niskimi stropami, przez salę rycerską, myśliwską, zbrojownię, kuchnię, kaplicę zamkową, po izby mieszkalne i pokoje reprezentacyjne.
Takiego przywileju wizytacji bym nie dostąpił nawet wówczas, gdybym ucztował razem z Grodzieckimi. Zobaczyłem w skutecznym odrestaurowywaniu Zamku autentyczny zapał, radość w udostępnianiu go zwiedzającym. Ucieszyła mnie również możliwość podglądania Zamku w internecie. Tego czego w nim się dokonuje ważnego. Zbiorów, dokumentacji, publikacji. A nawet dyskusji internautów. W kierunku warownego Zamku na szlaku europejskiego traktu zauważyłem też niecnie rzucane pociski słów. Brzmią one w mojej opinii jak ujadanie burka na przemieszczającą się karawanę. Zamku nigdy nie strawił żaden ogień. Może ograbili go ludzie, tak jak i dziś grabić zamierzają z dobrego imienia. Tego nie robi się Dobroczyńcy, który i tak nie ma możliwości swego majątku przenieść kiedyś wraz z sobą w zaświaty.
Z wycieczki wróciłem z mętlikiem w głowie i trochę zepsuty. Moją cieszyńskość rozmieniłem na śląskie drobne. Siła mej ojczyzny nie jest na wybrukowanym rynku między Ratuszem a Florianem w Cieszynie. Sięga dalej, aż po kolejną wieś, do której w ciepły dzień lata dotrzeć mogę rowerem. Współczesne pojęcie Księstwa sięga w głąb historycznych sporów i jest między zachowanymi kamieniami zburzonej przeszłości. Jest w tym pejzażu dostrzeganym z okna wagonu. W Zamku, pod który wraz z dziadkiem, dotarła babcia Ania. I który to Zamek ostatnio wraz z nieliczną, ale dzielną załogą, mieliśmy sposobność z sukcesem zdobywać.