Tajemniczy kopiec

0
167
- reklama -

Podczas naszych tripów staramy się wybierać miejsca mniej oczywiste, jednak takie z ciekawą historią, zbadane i opisane. Tym razem podeszliśmy do tematu nieco inaczej. Jest takie miejsce w Cieszynie, które otoczone jest mgłą tajemnicy. Na jego temat krążą opowieści, ale większość z nich jest mało znanych i rozpowszechnionych. Ale są! Brakuje jednak jakichkolwiek badań, opisów, a nawet urywków w historycznych opracowaniach, niezbędnych do zweryfikowania informacji. Może dlatego właśnie przyciągnęła nas w to miejsce… aura tajemnicy.

Okolica ul. Pikiety w Cieszynie to miejsce zupełnie nieturystyczne. Ciężko też tak naprawdę zarysować jej granice. Część mieszkańców uznałaby, że to przecież fragment dawnej gminy Pastwiska, a część stwierdzi, że to osobna dzielnica, ale te rozważania zostawmy na inną okazję.
W tej części stolicy Księstwa na pierwszy rzut oka nic ciekawego nie znajdziemy. Masa domków jednorodzinnych wybudowanych na dawnych – jak nietrudno odgadnąć – pastwiskach i polach uprawnych, kilka może starszych gospodarstw, rachityczna kapliczka i… to wszystko. Niezupełnie. Jest jeszcze kopiec, który stał się celem naszej wyprawy. Dokładnie tak – kupa ziemi, jakby powiedziała większość, może okazać się obiektem zainteresowania. Do odwiedzenia tego miejsca zachęcił nas również fakt, że ulega ono stopniowej degradacji, a coraz to nowsza zabudowa mieszkalna w okolicy skłania nas do podejrzeń, że niedługo kopiec zniknie pod fundamentami jednego z takich domów.
Umiejscowienie sztucznej górki nasuwać może wiele odpowiedzi na pytanie, z czym mamy do czynienia. W głowie Maćka, człowieka który wszędzie widzi pozostałości historii, od razu rodzą się myśli kierujące nas do stwierdzenia, że być może jest to kurhan albo miejsce jakiegoś pradawnego kultu. Takie teorie jednak trzeba pozostawić całkowicie w sferze historycznych fantazji. Pozostając przy faktach, podsumujmy: w samym środku pól, przy obrzeżach miasta, ktoś dawno temu, wystarczająco dawno, żeby nikt z okolicznych tego nie pamiętał, usypał górkę. Z pewnością nie jest to twór natury, a obiekt zbudowany ludzką ręką. Na próżno szukać opracowań historycznych o kopcu na Pikietach, dlatego teorii o jego pochodzeniu można wysnuć co najmniej kilka, a podpowiedzi na internetowych forach nie brakuje.
Gdy dotarliśmy na miejsce, naszym oczom ukazał się… kopiec, po prostu kopiec. Tego się w sumie spodziewaliśmy. Nie ma co ukrywać, że miejsce to nie było nam obce i klika lat temu dziwnym zbiegiem okoliczności też tutaj trafiliśmy. Tym razem naszym oczom ukazał się – pośród pól, a raczej domków jednorodzinnych – pagórek porośnięty suchymi kawałkami drzew z kamienną konstrukcją na szczycie. Zaawansowanie technologiczne instalacji na wierzchołku pozwala nam podejrzewać, że okoliczna młodzież urządziła tutaj swoją „bazę”. Kilka lat temu pagórek porośnięty był drzewami, co jeszcze bardziej wybijało go ponad okoliczny krajobraz. Teraz, kilka rachitycznie wyglądających roślin zdecydowanie nie podkreśla jego tajemniczego pochodzenia.
Pozostaje jednak zagadka, skąd on się w ogóle tutaj wziął? Teorii na ten temat, jak już wspomnieliśmy, jest kilka. Jedna z wersji jest typowa dla wszystkich niewyjaśnionych górek i pagórków na terenie Księstwa Cieszyńskiego. Niemal „dyżurną funkcję” przy opisywaniu takich miejsc pełni grób szwedzki z czasów wojny trzydziestoletniej. Hekatomba jaka dotknęła tereny cieszyńskie w XVII wieku była największą tragedią w dziejach tych ziem. A tymi, którzy sprowadzali tutaj nieszczęścia, byli właśnie szwedzcy żołnierze. Po sobie pozostawili zgliszcza, biedę oraz – według legendy – kwiatek zwany cieszynianką. Bo to z ziemi, którą poległy wojak miał przy sobie, a którą to rozsypano na jego grobie, miał wyrosnąć kwiat z charakterystycznymi zielonymi płatkami i żółtym środkiem. Skoro żołnierze skandynawscy przychodzili tutaj nie w celach pokojowych, oczywistym jest, że część z nich nie wróciła do krainy z fiordów słynącej i zostali tutaj, czekając na sąd ostateczny. Toteż każda górka, pagórek, czy wyniesienie, którego geneza jest nieznana w opinii i świadomości ludzi stał się szwedzką mogiłą. Przykładem może być Szwedzki Kopiec w Stonawie, który przez wieki skrywać miał doczesne szczątki najeźdźców, a po badaniach okazało się, że jest XIII-wieczną konstrukcją o zupełnie innym charakterze. Jeśli szukać w okolicy miejsca, gdzie rzeczywiście mogli być pochowani Szwedzi, przybyli tutaj w XVII stuleciu, to pobliska Boża Męka i kapliczka słupowa, mieszcząca się naprzeciw marketu z kropkowanym owadem w logo, jest bardziej prawdopodobną lokalizacją.
Skoro w Stonawie wzniesienie ma tak dawną genezę to może i w przypadku Pikiet taka hipoteza się sprawdzi? Niestety ten obiekt jest o wiele mniejszy i nawet uwzględniając erozję terenu, żadna warownia, czy też nawet siedziba rycerska na takiej skąpej powierzchni nie miałaby sensu. Co więcej, zwykły spacer wokół kopca, odbyty z należytą uwagą, powinien dać owoce w postaci choćby ułamków ceramiki z epoki lub jakichkolwiek innych śladów. Ze średniowiecznym rodowodem wiąże się także inna hipoteza, która lokalizuje tutaj punkt obserwacyjno-alarmowy dla miasta na wypadek wrogiego najazdu. Oczywiście takie miejsca są potwierdzone, lecz w tym konkretnym wypadku teoria ta jest dość wątpliwa. Wprawdzie umiejscowienie kopca na wzniesieniu, niedaleko osady może sugerować takie rozwiązanie, jednak znajduje się ono dość daleko od głównego traktu, a zarazem zbyt blisko miasta, nawet jeśli pamiętać będziemy o zasięgu urbanistycznym Cieszyna w średniowieczu. Jakakolwiek próba zaalarmowania, na przykład poprzez tak hollywoodzkie rozpalenie ostrzegawczego ognia, nie dałaby wystarczająco dużo czasu na reakcję – niecałe 3 km, dzielące kopiec od bram miasta, pozwoliłby raczej na dłuższy atak paniki niż faktyczne przygotowanie się do oblężenia.
Jedną z bardziej prawdopodobnych teorii jest ta, która w górce na Pikietach widzi kopiec graniczny.
W czasach, gdy słupy graniczne nie były jeszcze w modzie, a trzeba było dać znać sąsiadowi, gdzie kończy się jego teren, a gdzie nasz zaczyna – usypywano takie kopce. Jeden z tego typu obiektów można spotkać w okolicach Syryni pod Raciborzem. Ten na Pikietach jest jednak od niego o wiele mniejszy, co można zrzucić na karb erozji. Jednak nie do końca wiemy, jaką granicę mógłby wyznaczać. Żadna z zachowanych map nie ukazuje w tym miejscu jakiejkolwiek linii granicznej, choć sam kopiec jest zaznaczony, ale nie jest podpisany. W czasach austriackich w okolicy funkcjonowała odkrywka piasku. Pozostawienie zatem nietkniętego kopca pośród wyrobisk dziwi jeszcze bardziej. Niestety, jak dotąd nikt nie znalazł środków, czasu, ani motywacji, by teren ten przebadać. Kto wie, może mamy pod nosem szwedzki kurhan lub strażnicę i nic o tym nie wiemy? Patrząc na tempo zabudowy okolicy, za kilka lat nie będzie już ani kopca, ani legend i teorii z nim związanych. Być może jest to zwykłe miejsce, gdzie odrzucano niepotrzebną ziemię, ale jeśli jednak nie?

Kilka słów o russkietripy.pl

Jesteśmy rodziną, która wyznaje zasadę, że każde wyjście z domu to już trip (czytaj: wyprawa). Wystarczy tylko dobrze się rozejrzeć, by odnaleźć niesamowite miejsca wokół siebie. Relacje z takich wypraw przedstawiamy na naszej stronie, gdzie trafiają się też opowieści o naszych wyprawach w bardziej odległe miejsca. Ale to już zupełnie inna historia.

- reklama -