W obronie życia, rok Ireny Sendlerowej

0
44
- reklama -

Tak bardzo uwierzono w „białą siłę i białą rasę”, że zło nabrało innego znaczenia, a śmierć stała się czymś naturalnym. Wykreowany „świat panów” nie zatrzymał się nawet na chwilę. Nie zatrzymał go nawet smród kremowanych ciał. Płakali wszyscy, ale łzy jakby nie chciały płynąć. Krzyczeli wszyscy, ale nikt tego krzyku nie słyszał. Irena Sendlerowa słyszała krzyk i dostrzegała łzy, walczyła o godność tych najbardziej bezbronnych, dzieci. Zamykała ich tożsamość w słoiku, pozostawiając nadzieję na jej odzyskanie. 

Gdyby nazwać ją bohaterką byłaby niezadowolona. Do końca pozostała skromna nie widząc niczego nadzwyczajnego w tym co robiła. Uratowała 2,5 tysiąca żydowskich dzieci.  Zawsze podkreślała, że nie sama, że to zasługa wielu osób. Największym jej marzeniem w czasie okupacji były suche buty. Interesowała się polityką i historią. Zmarła 12 maja 2008 r. 

- reklama -

Przeglądając archiwum fotografii Ireny Sendlerowej nie trudno zauważyć, że uśmiechała się często. Włosy miała uczesane starannie z przedziałkiem na środku. Podobno nawet podczas wojny lubiła mieć przy sobie grzebień i lusterko. Patrzyła bez lęku, ciepłym i szczerym spojrzeniem. Kochała tulipany i słodycze. Nie znosiła czarnego chleba z buraczaną marmoladą, a tylko taki jadła podczas wojny. Po ojcu odziedziczyła społecznikostwo i zainteresowanie polityką… Była drobna, ale stanowcza, posiadała wielkie pokłady energii, którą zarażała innych. Wzruszały ją trudne losy dzieci. Płakała z bezsilności. Bała się, ale złość była silniejsza od strachu. Miała doskonałą pamięć. O niej przez wiele lat nie pamiętano.

Kierowała się zasadą, że „ludzi należy dzielić na dobrych i złych. Rasa, pochodzenie, religia, wykształcenie, majątek – nie mają żadnego znaczenia”. Pytana o to, co najważniejsze, odpowiadała bez wahania: „Miłość, tolerancja i pokora”.

Jak mówiła o sobie, była  rozpieszczonym dzieckiem. Irena Sendlerowa (z domu Krzyżanowska) urodziła się 15 lutego 1910 r. w Warszawie. Ze względu na zły stan zdrowia rodzice zdecydowali się na przeprowadzkę do Otwocka. Tam jej ojciec Stanisław założył sanatorium przeciwgruźlicze. Od pacjentów zaraził się tyfusem plamistym, zmarł w 1917 r. Mała Irena bawiąc się z żydowskimi rówieśnikami, szybko przyswoiła jidysz. W szkole średniej (już w Warszawie) należała do harcerstwa. Zawieszono ją w prawach ucznia, gdy w 1926 r. przygotowała prasówkę o przewrocie majowym. Na Uniwersytecie Warszawskim omal nie ukończyła polonistyki. Na uczelni wprowadzono tzw. getto ławkowe, a Sendlerowa skreśliła w indeksie zapis „prawa strona aryjska” (lewa była dla Żydów). Po paru latach prof. Tadeusz Kotarbiński przywrócił jej status studenta. Obroniła się w czerwcu 1939 r. Nie mogąc znaleźć zatrudnienia jako nauczycielka, wróciła do Wydziału Opieki Społecznej, gdzie wcześniej pracowała.

Od początku okupacji niemieckiej Sendlerowa prowadziła podwójne życie. Oficjalne: praca w Zarządzie Miejskim Warszawy. Nieoficjalne: działalność konspiracyjna z ramienia Polskiej Partii Socjalistycznej, później w referacie dziecięcym „Żegoty” – jako „siostra Jolanta”. W obu ratowała Żydów, dorosłych i dzieci. W opiece społecznej pomocy udzielano na podstawie wywiadu środowiskowego. Aby zdobyć dodatkową żywność, odzież, leki i pieniądze, należało ankiety sfałszować. Zajmowała się tym Sendlerowa i jej łącznicy. Najpierw pięć, potem dziesięć osób. Pozostało „tylko” wejść do getta, najlepiej kilka razy dziennie, nie wzbudzając podejrzeń. Sendlerowa załatwiła przepustki dla sanitariuszek, sobie i Irenie Schultz. Za murami zakładała opaskę z gwiazdą Dawida – na znak solidarności i aby się nie wyróżniać. Jednak doraźne wsparcie nie wystarczało, jak nie zabijali Niemcy, to głód. Trzeba było wyprowadzić Żydów z getta. Przede wszystkim dzieci. Pojedynczo.

Wyjść było kilka. Droga nr 1 prowadziła podziemnymi korytarzami sądów na Lesznie. Anonimowi woźni byli przekupywani. A jeśli wyjście od strony aryjskiej było zamknięte? Droga nr 2 to tory tramwajowe – tu korzystano z usług zaprzyjaźnionego motorniczego Leona Szeszko. Droga nr 3 – razem z brygadami pracy. Tak ocalał kilkuletni Stefanek, który schował się pod płaszczem dorosłego mężczyzny. Droga nr 4 to opuszczający getto ambulans. W skrzyniach lub workach przewożono niemowlęta, m.in. Elżbietę Ficowską (dziś autorkę książek dla dzieci). By zagłuszyć płaczące dziecko kupiono głośno ujadającego psa. Zostały jeszcze wyrwy w murze, piwnice domów i kanały. Tymi ostatnimi wydostał się Piotr Zysman (dziś Zettinger, inżynier). Razem ok. 2,5 tys. żydowskich dzieci, które musiały przejść przyspieszony kurs dojrzewania. Najtrudniejsze były rozstania z matkami. Były łzy, krzyk, tulenie, odmowa oddania dziecka, pytania. Gwarancji na powodzenia akcji nie było.

Irena Sendlerowa uczyła dzieci od początku: „Pamiętaj, ty nie jesteś Icek, tylko Jacek. Nie Rachela, tylko Roma. A ja nie jestem twoją matką, tylko byłam u was gosposią. Pójdziesz z tą panią, a tam może czeka na ciebie twoja mamusia” – upominały matki. Dzieci uczyły się pacierza na wypadek przepytania na ulicy przez gestapowca. Obudzone w środku nocy recytowały: „Ojcze nasz, któryś jest… i my odpuszczamy naszym winowajcom…”.

Jeśli nie znały języka polskiego, musiały go opanować. Z nową tożsamością i fałszywymi dokumentami trafiały do zakładów opiekuńczych (najmłodsze do tych zakonnych lub do Domu ks. Baudouina) i polskich rodzin. 

Dzieci często pytały: – „dlaczego mama mnie oddała? „Bo cię kochała”  – odpowiadała Sendlerowa. Dla niej to matki były bohaterkami. 

Sendlerowa zapisywała nazwiska polskie, żydowskie i miejsce zamieszkania uratowanego dziecka na bibułce, a zwiniętą w rulon wkładała do słoika. I tak za każdym razem. Swoje imieniny w 1943 r. Sendlerowa zapamiętała do końca życia.  Odwiedziły ją starsza ciotka i Janina Grabowska, jedna z łączniczek. Nad ranem odwiedziło ją również – jedenastu gestapowców. Bibułki z danymi dzieci planowała wyrzucić przez okno, ale dom był otoczony. Zwitek schowała Grabowska. Sendlerową aresztowano, przesłuchiwano w gmachu przy alei Szucha, następnie uwięziono na Pawiaku. Wydała ją właścicielka pralni, gdzie spotykali się działacze Żegoty. „Siostra Jolanta” nie zdradziła, mimo tortur. Po latach wyznała: „Mam wizytówki na swoim ciele tych nadludzi do dzisiaj”. Wydano wyrok: rozstrzelanie.

Na szczęście ją też ktoś ocalił. W więzieniu otrzymała gryps, że Żegota stara się o ratunek. Akcję zorganizował Julian Grobelny przy udziale Marii Palester. Przekupiono gestapowca, który uwolnienie skazanej przypłacił życiem. Na ile wyceniono jej własne, tego Sendlerowa  nie dowiedziała się nigdy. Zobaczyła swoje nazwisko na liście rozstrzelanych. Tym razem to ona otrzymała nową tożsamość. Ukrywała się pod zmienionym nazwiskiem, pod wieloma adresami. Kontynuowała działalność konspiracyjną, ale zamiast opaski z gwiazdą Dawida, nosiła czepek pielęgniarski. W czasie powstania warszawskiego zgłosiła się do najbliższego punktu sanitarnego, który wkrótce przekształcił się w duży szpital. W tym szpitalu ukrywała też Żydów. Bibułki z nazwiskami przełożyła ze słoika do dwóch butelek i zakopała w ogródku przy Lekarskiej 9, pod starą jabłonką.  Po wyzwoleniu rozszyfrowany spis jako „lista Sendlerowej” został przekazany Adolfowi Bermanowi, który w latach 1947-1949 był przewodniczącym Centralnego Komitetu Żydów w Polsce.

Po wojnie również pracowała na rzecz dzieci, m.in. tworzyła domy sierot, powołała Ośrodek Opieki nad Matką i Dzieckiem – instytucję pomocy rodzinom bezrobotnym.

W PRL zupełnie o niej zapomniano, co może dziwić, bo przecież kierowany przez nią zespół uratował od zagłady dwa razy więcej Żydów niż znany na całym świecie Oskar Schindler. Przesądził o tym jej AK-owski rodowód. Związana była też z ruchem socjalistycznym i PPS. W latach 1948-1968 należała do PZPR. Wystąpiła z partii po wydarzeniach z marca 1968 r.

Sendlerowa miała troje własnych dzieci: Janinę, która również ukończyła polonistykę i pielęgnuje pamięć o matce; Andrzeja, który przeżył kilkanaście dni, bo urodził się za wcześnie (z powodu ciągłych przesłuchań Sendlerowej w Urzędzie Bezpieczeństwa); Adama, który zmarł nagle w 1999 r. na serce.

O tym, co zrobiła podczas wojny długo milczała. Jeśli już mówiła czy pisała w bezcennych dziś świadectwach, to w wyjątkowy sposób. O żydowskich dzieciach i ich matkach – zawsze z przejęciem i wielkim uczuciem. O współpracownikach – a skrupulatnie notowała wszystkie nazwiska – z podziwem. Tylko o sobie mówiła tak, jakby wykonywała najzwyklejszą rzecz na świecie. I szybko zmieniała narrację z „ja” na „my”lub „oni”. W 1999 r. amerykański nauczyciel Norman Conard z Uniontown w stanie Kansas zainspirował powstanie szkolnej sztuki teatralnej pt. „Życie w słoiku”. Przedstawienie oparte na faktach z życiorysu Ireny Sendlerowej wystawiono ponad dwieście razy w Stanach Zjednoczonych i Polsce. Zdobyło ono duży rozgłos w mediach amerykańskich i doprowadziło w końcu do powstania fundacji „Life in a Jar”, promującej bohaterską postawę Ireny Sendlerowej. 

Order Uśmiechu, przyznawany przez dzieci, był dla niej najważniejszym wyróżnieniem, obok listu od Ojca Świętego Jana Pawła II i tytułu Sprawiedliwego wśród Narodów Świata. Zresztą od tytułów, medali i odznaczeń wolała na przykład, żeby jakaś szkoła nosiła jej imię.

Irena Sendlerowa zmarła 12 maja 2008 r. w Warszawie. Uratowała tysiące dzieci, do końca  powtarzała, że to za mało.  

Urszula Markowska

- reklama -

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here