Ahoj, przygodo!

0
171
- reklama -
Trwa czas refleksji, podsumowań i postanowień na nowy rok. Od wieków życzymy sobie i sobie nawzajem, aby nasza przyszłość była szczęśliwa, lepsza niż dotychczas, bo stary rok jeszcze nigdy nie był aż tak dobry, żebyśmy nie życzyli sobie lepszego, abyśmy byli wszyscy zdrowi i żyli dostatnio, w spokoju i pokoju. Piękne i ważne to życzenia. 
 
Czynimy także różne postanowienia, często związane z naszą codziennością. Tylko jak to się dzieje, że mija Sylwester i Nowy Rok, no może jeszcze kolejny tydzień czy dwa… i znowu wszystko jest po staremu. Rzeczywistość jaka jest, każdy wie. W skrócie: logistyka i finanse. Nonviolent Communication? Zapomnij. Praca-dom, praca-dom, praca-zakupy-dom, rachunki, raty kredytów, remonty i korki na co drugiej ulicy, do tego irytujący szef, w domu nie lepiej: marudzące dzieci, czepiająca się o głupoty żona lub mąż, pies znowu niepostrzeżenie coś zeżarł na spacerze i dostał biegunki, czasem na dokładkę trafi się zbyt długa kolejka w urzędzie, czasem mandat za przekroczenie prędkości. Wieczny brak czasu, presja i tysiąc spraw do załatwienia. Ach, byłabym zapomniała – trzeba jeszcze znaleźć siły, żeby wstawić do internetu zdjęcie naszego talerza z ostatnią kolacją na tle księżyca w pełni (oczywiście potrawa koniecznie skomponowana z superfoods), żeby inni zobaczyli, jakie wspaniałe mamy życie. A nam samym nie pozostaje nic innego, jak tylko wyczekiwać piątkowego wieczoru, by znów ze znajomymi pójść na piwo i, wprowadziwszy się w dobry humor pod wpływem upojenia alkoholem i towarzystwa także upojonego alkoholem, choć na chwilę poczuć ulgę od tego wszystkiego. I tak tydzień w tydzień, rok w rok, jak w Dniu Świra. Co to za życie – pytamy czasem w chwili zuchwałego przebłysku samoświadomości.
Moje superego nie pochwalało czynu małżeństwa, które jakiś czas temu zostawiło kartkę swoim nastoletnim synom, że sobie świetnie poradzą, i zniknęło z domu. No bo jak można zrobić coś takiego własnym dzieciom!
Dzieci będą miały traumę do końca życia – grzmiały ponoć mądre głosy z ekranu telewizora i laptopa. Cóż, lepiej być ostrożnym ze stawianiem tak szybkiej diagnozy, szczególnie w mediach. Synowie z pewnością przeżyli szok i zachwianie poczucia bezpieczeństwa, jednak na szczęście od razu zostali zaopiekowani, m.in. przez dziadków. Ale! Po prawdzie to troszkę kibicowałam tym uciekinierom, gdy policja prowadziła poszukiwania na skalę groźnych kryminalistów – szkoda mi było, gdy ich w końcu dopadli i ich przygoda dobiegła końca. Coś czuję też, że po cichu (czasem naprawdę bardzo, bardzo po cichu) niejeden zazdrościł im tej nieodpowiedzialnej decyzji. Bo bądźmy szczerzy – każdy choć raz chciał zrobić to samo. Rzucić wszystko w cholerę.
Nie, nie namawiam tutaj, aby pójść w ślady (!) tego jakże lekkomyślnego małżeństwa. Pragnienie zrozumiałe, ale nie tędy droga. Może raczej życzę wszystkim w rozpoczynającym się roku więcej otwartości na to, co przynosi los i co my sami możemy wnieść nowego do własnego życia. Nie trzeba wcale uciekać na drugi koniec świata, aby w naszym zwyczajnym życiu mogło zadziać się coś, co nas uskrzydli. Choćby obiektywnie były to niewielkie zmiany, dla nas mogą być początkiem magicznej przygody. Znam introligatorkę pracującą od lat w pewnej zwykłej drukarni, która lubi swoją pracę, ale marzy o artystycznej oprawie starych ksiąg. Do tego potrzebne są specjalne materiały, specjalne narzędzia i czas wolny. Życzę jej, aby ta przygoda w jej życiu się zadziała.   
Nie trzeba szukać przygody. Nie znajdzie się jej, choćby pojechało się aż na koniec świata, przez siedem rzek i za siedem gór. Nie zjawi się, choćby czekało się na nią dzień i noc, prowokując ją i zastawiając na nią pułapki. Nie przywoła jej żadna prośba i może się okazać, że nie ma jej nawet tam, gdzie tylu ludzi już ją spotkało […] Bo przygody nie trzeba szukać. Ona zjawia się sama. Przychodzi w najbardziej niespodziewanych momentach i nieoczekiwanej postaci, najczęściej, gdy nie spodziewamy się jej, nie pragniemy jej, gdy nie jest nam ona potrzebna.
Z. Nienacki, Wyspa złoczyńców, Wrocław 1998, s. 5.
 
Otóż to! Potrzeba odrobinę uważności, by jej nie przegapić, gdy się pojawi, odrobinę otwartości, by ją wpuścić do swojego życia, i odrobinę odwagi, aby pozwolić jej się zadziać. Tylko tyle i aż tyle. Bo gdy damy szansę przygodzie, zdumieni ujrzymy, jak fala cudownej nieprzewidywalności życia poniesie nas sama. I może się okaże, że to, co nas właśnie spotyka, jest ostatnim brakującym elementem w naszym dotychczasowym, jakoś tam poukładanym przecież życiu.
- reklama -