Energetyka Cieszyńska w tarapatach

0
1357
Historia Energetyki Cieszyńskiej sięga początków XX wieku. Zakład nieprzerwanie pracuje od 1910 roku, przetrwał wszystkie zawieruchy ostatnich stu lat. Czy pokona również współczesne trudności? fot. Fotopolska.eu
- reklama -

Energetyka Cieszyńska znalazła się w bardzo trudniej sytuacji finansowej. A to oznacza, że jej udziałowcy muszą wkrótce podjąć decyzję związaną z jej dalszym funkcjonowaniem. Co sprawiło, że spółka znalazła się w krytycznym położeniu, jakie są szanse na jej uratowanie, wreszcie czy istnieje ryzyko przerw w dostawie ciepła jesienią i zimą – o tym rozmawiamy z Damianem Hernikiem, prezesem zarządu i dyrektorem naczelnym EC.

To dla Pana najgorszy rok, odkąd związał się Pan z Energetyką Cieszyńską?
Damian Hernik: Pracuję w spółce od momentu jej powstania w 1997 roku, od 9 lat sprawuję funkcję prezesa zarządu, i jest to dla mnie najtrudniejszy rok ze wszystkich dotychczasowych. Firma energetyczna, która dostarcza energię mieszkańcom, powstała w 1910 roku i od tej pory działa nieprzerwanie. Najpierw wytwarzała energię elektryczną, później rozpoczęła produkcję i dostawę energii cieplnej, z kolei gospodarka nakazowo-rozdzielcza w dobie socjalizmu ograniczyła aktywność zakładu tylko do produkcji ciepła. A od roku 2001 ponownie, obok ciepła, wytwarzamy energię elektryczną. Firma przetrwała 110 lat, dwie wojny światowe, podział Cieszyna na dwa organizmy, gdy z dnia na dzień odpadła duża część odbiorców, przetrwała również epokę komunizmu. Dlatego za wszelką cenę chcę ją uratować.

Jakie czynniki wpływają na obecną kondycję spółki?
Na kondycję finansową Energetyki Cieszyńskiej decydujący wpływ ma obecnie tzw. makrootoczenie, czyli wszystko to, co dzieje się wokół nas, na co jednak nie mamy wpływu. Pierwszy czynnik to polityka klimatyczna Unii Europejskiej, a konkretnie system handlu uprawnieniami emisyjnymi CO2. Ta idea na początku była bardzo szlachetna, i polegała na tym, aby w sposób najbardziej efektywny ograniczać emisję dwutlenku węgla. Sens tego działania polegał na tym, aby ograniczać emisję tam, gdzie jest to najbardziej opłacalne. Firmy otrzymały więc darmowe uprawnienia emisyjne. Te z nich, które rzeczywiście rzetelnie redukowały, posiadały nadmiar uprawnień i mogły je sprzedać na rynku. System doskonale funkcjonował, firmy w ogóle redukowały efektywniej niż UE to sobie założyła. Zamiast pójść tą ścieżką i zwiększyć cele redukcyjne, zaczęto jednak ten system zmieniać. Zabrano uprawnienia firmom energetycznym, natomiast darmowe emisje zaczęły przyznawać sobie państwa unijne, a następnie rozpoczęły ich sprzedaż na aukcjach. I aby podnieść ich cenę, do rynku dopuszczono firmy spekulacyjne, które skupują uprawnienia, windują ceny, a na końcu znajdują się takie firmy jak nasza, które muszą te uprawnienia emisyjne kupić.

Co się dzieje z pieniędzmi z handlu emisjami?
Państwa część zysku z handlu uprawnieniami muszą przeznaczać na rozumiane bardzo szeroko tzw. cele klimatyczne. Natomiast zyski funduszy spekulacyjnych nie wspierają działań klimatycznych. Tak zmieniony system sprawił, że mniej pieniędzy trafia na rzecz klimatu, a z kolei w znaczący sposób wzrosły obciążenia firm energetycznych, które muszą te uprawnienia nabywać. W naszym przypadku wygląda to następująco – jeśli w 2017 roku koszt uprawnień do emisji stanowił ok. 3 procent cen ciepła, to w 2021 ten koszt wyniósł niemal 85 procent. Wzrost cen uprawnień wpłynął na gwałtowny wzrost cen energii. Z drugiej strony nasza działalność jest regulowana przez prawo energetyczne, nie możemy sobie dowolnie zmieniać cen. Taryfy cen ciepła nie nadążały za wzrostem cen uprawnień, zatem zaczęła się pogarszać sytuacja w branży, która na minusie jest od roku 2018. System paradoksalnie dyskryminuje firmy, które posiadają kogenerację, czyli proces jednoczesnego wytwarzania ciepła i energii elektrycznej, który jest najbardziej efektywnym sposobem wytwarzania energii. Produkujemy tyle energii elektrycznej, ile mamy ciepła, żadne ciepło nie jest uwalniane do atmosfery, dzięki temu to efektywny system. Te czynniki zewnętrze spowodowały, że znaleźliśmy się w bardzo trudnej sytuacji finansowej, gdzie skumulowana strata za ostatnie lata przekracza już połowę kapitału. Udziałowcy spółki muszą podjąć decyzję, co do dalszego istnienia spółki Energetyka Cieszyńska.

Istnieje ryzyko likwidacji Energetyki Cieszyńskiej?
Zgodnie z kodeksem spółek handlowych w sytuacji, w jakiej znalazła się firma, udziałowcy muszą podjąć decyzję co do dalszego jej funkcjonowania. Decyzja podczas walnego zgromadzenia, zwołanego na dzień 17 marca 2022 r. oraz pierwszej części walnego zgromadzenia zwołanego na dzień 14 czerwca 2022 r. nie została jeszcze podjęta. Możliwości są dwie – jeśli udziałowcy zdecydują się na dalsze istnienie spółki, wtedy rozpoczniemy wdrażanie programu naprawczego. Jeśli natomiast podejmą decyzję o jej likwidacji, wówczas EC przestanie istnieć. Zgodnie z ustawą o komunalizacji mienia zaopatrzenie w ciepło jest zadaniem własnym gminy. To oznacza, że gmina nie musi się sama zajmować dostawą ciepła, musi ją jednak zorganizować. Miasto jest głównym udziałowcem spółki i trudno sobie wyobrazić sytuację, że dostawa ciepła nie będzie zapewniona mieszkańcom.

Jak układa się współpraca z miastem Cieszyn w tej trudnej sytuacji?
Współpraca jest trudna, a wynika to z sytuacji, że państwo wciąż nakłada na samorząd kolejne obowiązki bez przekazywania środków. Miasto poszukuje możliwości rozwiązania tego problemu, choć ma świadomość ograniczonych zasobów. Stąd wynika trudność we współpracy. Spółka EC, aby mogła dalej istnieć, wymaga dokapitalizowania.

Istnieje zagrożenie, że ciepła w Cieszynie może jesienią i zimą zabraknąć?
Ryzyko oczywiście jest, choć jest bardziej związane z kolejnym czynnikiem zewnętrznym, czyli skutkami wojny w Ukrainie. Ta sytuacja uzewnętrzniła wieloletnie zaniedbania UE, związane z dywersyfikacją i zabezpieczeniem w paliwa. Ceny gwałtownie wzrosły, i z dnia na dzień zostały odcięte źródła dostaw wschodniego węgla, a w ich miejsce nie pojawiła się żadne konkretne rozwiązanie – polskie kopalnie nie są w stanie tak szybko zwiększyć wydobycia, z kolei import z Kolumbii czy RPA to długi i skomplikowany proces. W naszej branży są również obawy o to, w jaki sposób importowany węgiel będzie się zachowywać w trakcie spalania. Już teraz oceniamy, że będzie duży niedobór węgla na jesień, mogą pojawiać się problemy z jego dostawami, a zatem i z dostawami ciepła. Jako spółka EC kupowaliśmy jak dotąd przede wszystkim węgiel krajowy, i kontraktowo jesteśmy z paliwem zabezpieczeni. Potrzebujemy jednak na jego zakup środki. Nasze zapasy wystarczają do września, właściwie już latem powinniśmy rozpocząć gromadzenie zapasów.

Od jak dawna borykacie się z tak poważnymi problemami?
Sytuacja, w której się znaleźliśmy, nie powstała z dnia na dzień. Polityka energetyczna państwa i handel prawem do emisji był już znany. W zeszłym roku rozpoczęliśmy proces przygotowania programu rozwoju do roku 2030, tak aby spółka mogła do tego czasu pracować, i dłużej spełniając wszystkie rygorystyczne normy ochrony środowiska. W przyszłym roku wejdą w życie nowe normy emisyjne, które musimy spełnić, i rzeczywiście przygotowaliśmy program rozwoju. Nawiązaliśmy kontakt z Narodowym Funduszem Ochrony Środowiska, ponieważ na cały program potrzebujemy 100 milionów złotych. Paradoksalnie te pieniądze mamy – 20 mln złotych rocznie odprowadzany na zakup uprawnień emisyjnych, to są środki inwestycyjne, które w przeciągu 5 lat zaspokoiłyby realizację programu rozwoju. Zapisaliśmy w nim m.in. modernizację źródła w kierunku zabudowy silników gazowych, czyli przejścia na gaz. W silnikach gazowych jesteśmy w stanie wyprodukować cztery razy więcej energii elektrycznej przy tej samej ilości ciepła w porównaniu do technologii obecnej, gdy opieramy się na węglowym bloku energetycznym.
Wyjście z sytuacji opierało się na zwiększeniu produkcji energii elektrycznej. Skalkulowaliśmy opłacalność tej inwestycji, zyski ze sprzedaży energii mogłyby być częściowo wykorzystane na łagodzenie wzrostu cen ciepła. Na ten projekt złożyliśmy wiosek do Funduszy Norweskich, mamy przyznane środki, jednak z uwagi na naszą trudną sytuację nie możemy po te pieniądze sięgnąć. Okres realizacji środków kończy się w pierwszym kwartale 2024 roku.
Dokapitalizowanie spółki było konsultowane z Narodowym Funduszem Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, który nie wykluczył wejścia kapitałowego do Energetyki Cieszyńskiej. Warunki były jednak dwa: uzyskanie środków z Funduszy Norweskich oraz zgoda dotychczasowych udziałowców na wejście NFOŚiGW do struktur spółki. Miasto od razu wyraziło taką zgodę, jednak drugi udziałowiec – Tauron Ciepło sp. z o.o. – do końca 2021 roku nie ustosunkował się do tej kwestii.

Jak wygląda przygotowanie planu naprawczego?
Program został przygotowany i zaopiniowany pozytywnie przez radę nadzorczą. Jednak sam program naprawczy bez zwiększenia kapitałowego spółki jest nie do zrealizowania. Jako spółka znajdujemy się w dużym impasie, ponieważ próbujemy poszukiwać rozwiązań i środków z instytucjami zewnętrznymi. Jednak bez ruchów właścicieli wszystkie wysiłki spełzają na niczym. Paradoksalnie w najgorszej sytuacji znajdują się właśnie takie firmy jak nasza, posiadające kogenerację i efektywny system ciepłowniczy. Te dwa kryteria w Polsce spełnia tylko 8 procent firm. Prawo energetyczne właśnie takie firmy najmocniej dyskryminuje. Zmiana mogłaby polegać jedynie na przerzuceniu kosztów na odbiorców ciepła, a więc drastyczny wzrost cen, i dla mnie to również nie jest dobre rozwiązanie i trudne do zaakceptowania, choć mam świadomość, że bez podwyżek cen ciepła się nie obejdzie.
Aby jednak ratować sytuację spółki będziemy zmuszeni podnieść ceny ciepła. Nie jestem w stanie określić skali podwyżek, wiem jednak, że będzie ona duża. Tu wpływ mają przede wszystkim ceny węgla, które w ciągu kilku miesięcy wzrosty kilkukrotnie. Spółki ciepłownicze, w jakiejkolwiek nie byłyby sytuacji, nie będą w stanie tego unieść. Sytuacja jest dramatyczna, ponieważ są zmuszone do kupowania paliwa w nowych cenach, jednak prawo energetyczne nie pozwala aby umieścić je bezpośrednio i bez zwłoki w kosztach. W nowy sezon grzewczy wejdą ze starymi cenami ciepła i nowymi cenami węgla. Izba Gospodarcza Ciepłownictwo Polskie stara się pomagać jak może, wystosowała pismo do premiera Morawieckiego, jednak nawet jeśli dojdzie do zmian w prawie energetycznym, to proces taryfowania trwa miesiącami, więc na sezon grzewczy nie uda się przygotować nowych taryf dla ciepła. Dla nas na dziś najważniejsze jest zabezpieczenie paliwa na zbliżający się sezon grzewczy.

Jaka przyszłość zatem czeka Energetykę Cieszyńską?
Nasza sytuacja jest na tyle poważna, że wymaga natychmiastowych działań. Nie wiem, czy pójdzie za tym jakakolwiek pomoc ze strony rządowej, natomiast aby zabezpieczyć węgiel na sezon grzewczy, musimy wszelkimi sposobami zdobyć środki. Chcemy również dokończyć inwestycje. Najlepszym rozwiązaniem byłaby realizacja całego programu naprawczego, obok Funduszy Norweskich mamy również przyznaną pożyczkę z NFOŚ na realizację inwestycji. Musimy jednak zostać dokapitalizowani. W tej branży nie możemy działać doraźnie, na energetykę trzeba patrzeć w perspektywie kilkuletniej, najlepiej dziesięcioletniej. Efekty decyzji, które podejmujemy dziś, poznajemy za kilka lat, a sam rynek jest zmienny i niestabilny, jednak w planach można założyć pewne mechanizmy obronne.

Rozmawiał: Marcin Mońka

- reklama -