Odmienność jest pociągająca – Urszula Koszut, zapomniany sopran

0
126

Czechowice-Dziedzice były i są (mam nadzieję, że i w przyszłości będą) kolebką kompozytorów, muzyków, wokalistek i wokalistów, chórzystów, śpiewaczek i śpiewaków operowych, piosenkarzy i piosenkarek. Wystarczy wspomnieć o Józefie Świdrze, Andrzeju Krzanowskim, Annie Szostak – Myrczek, Tomaszu Januszu, Barbarze Bielaczyc, Piotrze Beczale, Renacie Danel czy Jacku Łaszczoku. Z Czechowicami-Dziedzicach byli związani także Danuta Baduszkowa, Teresa Budzisz-Krzyżanowska, Piotr Machalica czy Urszula Koszut-Okruta.

 
Urszula Koszut (Koszuth, Koszut-Okruta) urodziła się 13 grudnia 1940 r. w niedalekiej Pszczynie, „… malowniczym miasteczku z wielkim pałacem i lasami wokół, w których żyły żubry” –  wspomniała po latach. Wojnę spędziła w rodzinnych stronach, później na Węgrzech (jej ojciec pochodził z tego kraju), a na koniec w obozie w Austrii. Powróciła z matką do kraju, gdzie jej nazwisko uległo spolszczeniu. Notorycznie chorowała na anginę. I nic nie zapowiadało, że będzie w przyszłości operową artystką. Gdy w czasach szkolnych pojechała z klasą na przedstawienie „Fausta”, zasnęła na nim. Jednak przy różnych okazjach ujawniał się jej talent do muzyki, więc w pewnym momencie uznała go za furtkę do lepszego życia i zaczęła przykładać się bardziej do nauki w szkole muzycznej. Wbrew matce uczyła się grać na flecie w szkole muzycznej w Bielsku-Białej. Podjęła studia muzyczne w Katowicach, w klasie Ireny Lewińskiej, pierwszej po wojnie (1946 r.) laureatce Międzynarodowego Konkursu Muzycznego w Genewie. Podczas studiów przystąpiła do przesłuchań w warszawskiej operze i została przyjęta do chóru. Jej życie upływało na nauce, śpiewie i podróżach w pociągach na trasie Warszawa- Katowice-Pszczyna oraz na wychowywaniu córki, która była owocem młodzieńczej miłości zakończonej ślubem w dniu matury.  Profesor Lewińska wysłała Urszulę Koszut na konkurs wokalny do Genewy, gdzie jej talent został zauważony. W tym też czasie w warszawskim Teatrze Wielkim „przeszła” do grona adeptek-solistek. Jej debiutem operowym w Warszawie (w 1966 r.) była rola Mussetty w „Cyganerii” Giacomo Pucciniego. Jej debiut miał jednak miejsce wcześniej, w „Don Carlosie”, w reżyserii czeskich artystów Strosa i Svobody.
„Ówczesny dyrektor teatru, Zdzisław Górzyński, zaproponował jej, by na końcu III aktu, gdy płomienie stosu ogarniają kacerzy, odzywała się głosem z niebios obiecującym męczennikom życie wieczne. Wyjeżdżała windą na najwyższe piętro sceny, sadowiła się w zabezpieczonym przez elektryków miejscu, i kiedy dyrygent, Mieczysław Mierzejewski, dawał znak, śpiewała, rzeczywiście niebiańskim głosem” – wspominano. 
Jej korepetytorem muzycznym w Teatrze Wielkim w Warszawie był Bogdan Ryśkiewicz. W pewnym momencie jednak jej kariera zatrzymała w miejscu. W teatrze było wiele sopranów, i to dobrych sopranów. Perspektywy występów na scenie były więc mizerne. Czuła się Kopciuszkiem. Ale jak to w bajkach bywa, zdarzył się cud, wyłowił jej głos, swym czujnym uchem, amerykański impresario Wiliam Stein i przygotował jej kontrakt w operze w Stuttgarcie.
W sierpniu 1967 roku, w stuttgarckiej operze, odniosła wielki sukces rolą  w „Łucji z Lammermoor” Gaetana Donizettiego. Krytycy pisali: „Przyszła. Zaśpiewała, zwyciężyła” oraz „… sopran nad soprany, po prostu arcy-sopran – ogromna skala, przyciemniana barwa, jedyna w swoim rodzaju ekspresja, a przy tym uroda, temperament i dar scenicznej obecności”. Ktoś nawet napomknął, że narodziła się nowa Maria Callas.
Wielka scena zaślubin Łucji z II aktu, została utrwalona na płycie Polskich Nagrań, w 1977 roku (Urszula Koszuth „Opera Recita”. PNCD 517,2000), „…ukazuje nadzwyczaj bogate i pełne brzmienie głosu, swobodne, nieśpieszne tempa w kształtowaniu fraz, harmonijne łączenie wysokich, lekko intonowanych dźwięków koloratury z nasyconą średnicą: słychać w tym Łucję zdolną zabić”. W operze stuttgarckiej śpiewała jeszcze jako Violetta w „Traviacie”, Mimi w „Cyganerii” i Królowa Nocy w „Czarodziejskim flecie”. 
Długi czas cieszyła się opinią jednego z najlepszych na świecie wcieleń mozartowskiego zła. Potwierdziła to na scenach Bazylei, Wenecji, Londynu, Wiednia i na festiwalu w Glyndebourne. Partię wszystkich trzech bohaterek – Olimpii, Giulietty i Antonii w „Opowieściach Hoffmanna” – zaśpiewała na Holland Festival w 1970 roku. Kilka lat później na Bregenzer Festspiele zaprezentowała cztery kobiece postacie z „Opowieści Hoffmanna” – Olimpię, Giuliettę, Antonię i Stellę (była trzecią polską śpiewaczką, po Adzie Sari i Jadwidze Romanskiej, która dokonała tego karkołomnego wyczynu muzycznego).
Pierwszy w Polsce recital Urszuli Koszut odbył się w Warszawie, w siedzibie Towarzystwa im. Fryderyka Chopina 17 kwietnia 1967 roku. Recenzent „Ruchu Muzycznego” po recitalu  uznał śpiew Królowej Nocy „O zittre nicht” z I aktu „Czarodziejskiego fletu” W.A. Mozarta za najpiękniejszy z tych, jakie dotąd słyszał.  
W następnych latach bywała Konstancją w „Uprowadzeniu z Seraju” w Brukseli, Hrabiną w „Weselu Figara” w Covent Garden, Elektrą w „Idomeneo” w Rzymie, Zerbinettą w „Ariadnie na Naxos” w Amsterdamie, Wiedniu i Portland, Donną Anną w „Don Giovannim” na płycie EMI.
Występowała także w Monachium, Paryżu, Edynburgu, Bregenz, Frankfurcie nad Menem, Salzburgu, Moguncji, w Kanadzie (Toronto) i USA (San Francisco, Huston, Chicago, Ohio).
W jednym z wywiadów mówiła: „… odmienność jest pociągająca. Wciąż nowe teatry, inne inscenizacje, nowi dyrygenci, partnerzy. Z drugiej strony lubię występować i po kilkadziesiąt, i po sto razy w tym samym przedstawieniu, bo wiem, że w każdym mam szansę poprawić jakiś drobiazg, i lepiej go zagrać. Wolę kostium niż suknię koncertową”. 
Podczas koncertów prezentowała pieśni F. Chopina, S. Moniuszki, J.S. Bacha, J. Brahmsa, L. von Beethovena etc.
„Nawet kiedy schodzę ze sceny w burzy oklasków, wiem, jak było naprawdę. Mam słuch absolutny, więc zdaję sobie doskonale sprawę z najdrobniejszego potknięcia” – wspominała.
Jesienią 1971 roku, w drodze do Poznania, jej samochód zderzył się z wozem konnym. Rozpoczął się czas operacji, leczenia, rehabilitacji. Długich miesiący na wózku inwalidzkim. Dźwignęła się i wróciła na scenę.
Występowała przez trzy lata w Operze w Hamburgu, potem Frankfurt nad Menem i w 1974 roku Teatr Wielki w Warszawie. Partnerował jej Wiesław Ochman w „Traviacie” i w „Łucji z Lammermooru”.
Potem przeniosła się do Brukseli, a następnie do Blomfontein w Republice Południowej Afryki.
Na płytach zarejestrowano wiele jej występów, wspomnę tylko o tak ważnych realizacjach, jak „Intoleranza” Luigi Nono z 1960 r., pastorałce Paula Bukharta „Ein Stern geht auf aus Jacob”, antyoperze „Staadstheater” Mauricia Kagela, operze Waltera Steffensa „Pod Mlecznym Lasem”, spektaklach „Romeo i Julia” Henricha Sutermeistra, „Malarz Mateusz” Hindemitha, „Żołnierze” Bernda Aloisa Zimmermmana „Lenora” Ferdinanda Paera, „Kobieta milcząca” J. Straussa i „Kawaler srebrnej róży”.
W Polsce występowała na deskach teatrów i oper, w Łodzi, Warszawie, Opolu, Krakowie, Poznaniu, Operze Śląskiej w Bytomiu, w WOSPR w Katowicach i w Sali Zwierciadlanej Zamku w Pszczynie.
Urazy spowodowane wypadkiem wywoływały ogromne bóle. Na początku drugiego tysiąclecia odsunęła się od świata i starała się żyć bez sceny.
W Czechowicach-Dziedzicach mieszkała przy ulicy Niepodległości, w rodzinnym domu Okrutów, gdyż jej  mężem był Andrzej Okruta.
Sięgajcie Państwo po jej płyty, radiowe nagrania i materiały koncertowe i filmowe, wyjątkowy to bowiem głos i talent.
Bibliografia:
Komorowska M., Arcy sopran, Urszula Koszut, www.maestro.net.pl
Pietras S., Rigoletto prosto z nieba, [w] Agora nr34/2001