Branża nieruchomości od kuchni – rozmowa z Adamem Hasiakiem, agentem o wielu talentach, kilku wadach i złotym sercu

0
174
- reklama -

Kuchnia jest sercem domu – czy może być coś lepszego niż połączenie pasji do gotowania z troską o to, by innym mieszkało się lepiej? Okazuje się, że tak – a sekretny składnik do przepisu na udane życie zdradzi nam Adam Hasiak – agent nieruchomości RE/MAX Invest, a przede wszystkim kochający mąż i ojciec, pasjonat dobrego jedzenia i… trudnych przypadków.

Adamie, zanim przejdziemy do dania głównego – na śniadanie pierwsze pytanie: jak to się stało, że jesteś w branży nieruchomości?
Rodzinnie, trochę z ciekawości, płynnie. Branża budowlana nigdy nie była mi obca za sprawą Siostry, której firma zajmowała się budową domów w technologii szkieletowej. Szybko okazało się, że ich sprzedaż wychodzi mi równie dobrze jak makaron al dente (śmiech) – a więc droga do bycia agentem nieruchomości była zadziwiająco krótka, choć wymagała wiele pracy i zaangażowania.

Podoba mi się kulinarne porównanie! Tym bardziej że znalezienie idealnego agenta to raczej trudny orzech do zgryzienia. Dobrze więc, że ludzie tacy jak Ty są w tej branży nieprzypadkowo. Zdradź nam jeszcze, dlaczego postanowiłeś działać jako agent RE/MAX Invest?
Konkurencja w branży jest olbrzymia i nawet człowiek z wielkimi chęciami, doświadczeniem i talentem (śmiech) może mieć problem, by w niej zaistnieć. Tak trafiłem na RE/MAX Invest – świetnie rozpoznawalne biuro nieruchomości i pomyślałem „to jest to!”. Obiecałem też sobie, że wniosę do tej globalnej marki sporo „lokalnej swojskości”. Już wiem, że podjąłem dobrą decyzję, bo to światowa sieć agencji, która tak samo dobrze traktuje „świeżaków” w branży – co swoich Klientów. Równocześnie działając dla tak dużej marki – zgodnie z obietnicą trzymam się konkretnych obszarów Śląska i Małopolski – jak Wadowice, Sucha Beskidzka, Bielsko-Biała, Żywiec, czy Tychy. Chcę, by ludzie kojarzyli, że Adam Hasiak to nie tylko agent nieruchomości RE/MAX Invest, ale też „chłopak z sąsiedztwa”, który zna lokalne swoistości rynku. Mam też w swojej ofercie nie więcej niż 20-25 ofert w tym samym czasie, co pozwala mi każdej poświęcić należytą ilość uwagi.

Twoja kariera się rozkręca i widać, że czujesz się w tej branży jak ryba w wodzie, a więc na pewno masz już na swoim koncie kilka doświadczeń z kategorii „niemożliwe do wykonania”. Jestem ciekawa, co to były za sytuacje i czy dałeś radę?
Biorąc pod uwagę, że tę rozmowę mogą czytać moi potencjalni klienci, liczyłem na pytania o moje atuty (śmiech) – szczęśliwie jednak okazało się, że moje wady, bardzo pomogły mi w rozwiązaniu kilku takich sytuacji. Na przykład – pewien chłopak odziedziczył zadłużoną nieruchomość. Sprawę skomplikował fakt, że komornik już dokonał wpisu w Księdze Wieczystej. Klient zgłosił się do mnie, na sprzedaż mieliśmy niespełna 6 tygodni – a to właśnie termin niczym wspomniane przez Ciebie „niemożliwe do wykonania”, zwłaszcza, gdy chodzi o jak największy zysk – a o to staram się zawsze dla swoich klientów. Wiedziałem też, że jeśli zostawię go bez pomocy, ja stracę okazję do wykazania się, a klient straci kolejne dni na poszukiwanie innego agenta. Miałem też świadomość, że jeśli się nie zmieszczę w czasie, nieruchomość pójdzie pod młotek i zostanie sprzedana za dużo niższą cenę. Wracając do moich wad – upór, który w życiu prywatnym nie zawsze jest mile widziany, co może potwierdzić ukochana żona (śmiech) – tutaj okazał się kluczowy. Reasumując: w ciągu 3 dni przeprowadziłem prawie 20 prezentacji, a w ciągu kolejnych 3 tygodni dom został sprzedany w cenie rynkowej. Radość chłopaka – crème de la crème całej sytuacji.

Dziękuję, że się tym podzieliłeś i przyznałeś, że nie jesteś taki idealny :). Co jednak w sytuacjach, gdy bardziej niż presja czasu liczy się cierpliwość? Czy wtedy klient też może na Ciebie liczyć?
Tutaj również posłużę się przykładem – 9 skłóconych osób dowiaduje się o wspólnym spadku – nie mogą dojść do porozumienia, a opustoszały dom niszczeje. W środku tej spadkowej burzy, ktoś wpadł na pomysł, że ja to ogarnę – i cóż… udało się. Podpisaliśmy umowę, dograliśmy cenę. Choć brzmi to tutaj, jak bułka z masłem – łatwo nie było, choćby temu, że jeden ze spadkobierców nie mieszkał w Polsce. Jednak i to nie było dla mnie przeszkodą – pojechałem tam, gdzie trzeba celem podpisania dokumentów, a w tym umowy o pełnomocnictwo dla mojej osoby. To ważne, bo pokazuje, jak wielkim zaufaniem zostałem obdarzony. W efekcie dom został sprzedany po 7 miesiącach – gdzie 6 z nich to były właśnie moje starania o to, by każdy ze spadkobierców dostał swój kawałek tortu, a wszystko było dopieszczone formalnie. To tylko utwierdziło mnie, że wystarczy wyjść ze swojej strefy komfortu, a wiele dobrego może się wydarzyć.

Wyobrażam to sobie! To musiało być prawdziwe wyzwanie, stąd myślę, że danie główne naszej rozmowy mamy za sobą. Czas na deser! Chciałam na osłodę pozwolić Ci na autoreklamę, ale odejdę od ustalonego menu – bo wyżej wymienione przykłady wystarczająco pokazały, że punktualność, słowność, rzetelność, czy indywidualne podejście do klienta to naturalny element tego, jak pracujesz i dodatkowa promocja jest zbędna. Lepiej wyjaśnimy czytelnikom skąd w tej rozmowie tyle smaczków?
Dziękuję za miłe słowa. Frazesem jest twierdzenie, że szczęście na twarzy klienta jest ważniejsze niż zarobione pieniądze – w końcu za coś trzeba żyć. Jednak czy to w branży nieruchomości, czy w każdej innej to właśnie to zadowolenie jest nie tylko największą nagrodą, ale i źródłem kolejnych rekomendacji, a więc powodzenia w zawodzie.

Dwie pieczenie na jednym ogniu!
Co najmniej! (śmiech) Wracając do tematu – poza nieruchomościami w moim życiu zawsze było dużo miejsca na kulinaria. Razem z żoną, o której już wspominałem (śmiech) za młodu otworzyliśmy firmę cateringową zajmująca się głównie obsługą wesel. Choć dzisiaj to branża nieruchomości zajmuje u mnie pierwsze miejsce – kto wie, może kiedyś pomogę komuś sprzedać dom, a potem razem z żoną zadbamy o frykasy na weselnym stole dla tej samej osoby? To niecodzienne połączenie, ale sprawdza się – czego dowodem są pełne uznania opinie osób, które mi zaufały.
Kończąc w ten sposób, chciałam pokazać, że nie warto zamykać się w pewnych ramach, za to warto podejmować wyzwania. Przy okazji też podkreślić, że zarówno przy wydawaniu posiłku, jak i negocjowaniu najlepszych warunków sprzedaży nieruchomości – sekretny składnik do przepisu na udane życie (zawodowe i nie tylko) jest taki sam… troska o drugiego człowieka!

W punkt, dziękuję za rozmowę.

- reklama -